Olympus OM-D - bezlusterkowiec w nowym (starym) stylu

Olympus uznał, że po bezlusterkowcach z serii Pen przyszedł czas na kolejne aparaty Mikro Cztery Trzecie, tym razem wzorowane na lustrzankach z serii OM. Tak narodził się model E-M5, który właśnie trafił do naszych redakcyjnych testów.

Olympus OM-D E-M5 to pierwszy przedstawiciel całkiem nowej rodziny bezlusterkowców Mikro 4/3. Podobnie jak w przypadku linii Pen, inspiracją dla nowej cyfrówki również były klasyczne konstrukcje analogowe, a konkretnie lustrzanki z serii OM, które japoński producent wprowadził do swojej oferty w latach 70-tych ubiegłego wieku.

Reklama

Aparat wyposażony został w 16,1 megapikselową matrycę Live MOS, pracującą pod kontrolą procesora obrazu TruePic VI. Za ustawianie ostrości odpowiada szybki układ autofokusa, będący udoskonaloną wersją systemu FAST AF z serii Pen, a problem poruszonych zdjęć rozwiązać ma nowy system 5-osiowej stabilizacji obrazu.

Cyfrówka posiada wbudowany wizjer cyfrowy, odchylany wyświetlacz OLED oraz gorącą stopkę, która umożliwia dołączenie lampy błyskowej lub innych akcesorów. Nie zabrakło też obowiązkowej już funkcji nagrywania filmów.

Aparat może współpracować z każdym obiektywem standardu Mikro 4/3 Olympusa, a do naszej redakcji trafił ze szkłem M.ZUIKO DIGITAL ED 12-50mm 1:3.5-6.3 EZ. Konstrukcja ta jest pierwszym obiektywem, posiadającym przycisk L-Fn, który - poprzez zawieszenie pracy autofokusa - zapobiegać ma błędnemu ustawianiu ostrości, gdy w kadrze znajdzie się przypadkowy obiekt. Szkło wyposażono także w nowy, elektromagnetyczny mechanizm zoomu. Producent zapewnia, że napęd jest niemal bezgłośny, ale z tą opinią, niestety, nie możemy się zgodzić - dźwięk mechanizmu (choć subtelny) jest wyraźnie słyszalny właściwie przez cały czas pracy z aparatem.

Tyle w temacie optyki. Przejdźmy teraz do właściwego testu i przekonajmy się, na co stać Olympusa OM-D E-M5 i czy jest on lepszy od aparatów Pen.

Budowa

Najnowszy bezlusterkowiec Olympusa można uznać za wzór solidności i dobrego wykonania. Korpus cyfrówki zbudowany został z wytrzymałego stopu magnezowego i zabezpieczony uszczelkami, chroniącymi przed kurzem i wilgocią. Obudowę pokryto estetycznym i trwałym tworzywem, przypominającym skórę.

Pod względem rozmiarów (121 x 89,6 x 41,9 mm) i ciężaru (425 g z akumulatorem i kartą pamięci) aparat zbliżony jest do niewielkich, amatorskich lustrzanek. Grip - mimo, że dość skromny - zapewnia w miarę wygodne trzymanie i dużą swobodę kadrowania. Trochę gorzej jest natomiast po drugiej stronie, gdzie drobny korpus nie pozwala na w pełni komfortowy, klasyczny chwyt "pod obiektyw".

E-M5 wyposażony został w stosunkowo niewielką liczbę elementów sterujących. Z przodu obudowy znajduje się wyłącznie przycisk zwalniania obiektywu, a na górnym panelu umieszczono: tarczę wyboru trybu, dwa pokrętła regulacyjne, spust migawki, klawisz nagrywania wideo oraz programowalny przycisk funkcyjny Fn.

Równie przejrzysty jest układ klawiszy z tyłu obudowy. Umieszczono tu: przycisk podglądu, drugi przycisk programowalny, klawisze menu i INFO (wyświetlanie informacji na ekranie), zestaw przycisków nawigacyjnych, klawisz usuwania obrazów oraz włącznik zasilania.

Złącza aparatu (uniwersalne i HDMI) znajdują się pod klapką, po lewej stronie obudowy, natomiast slot karty pamięci umieszczono po stronie przeciwnej. Miejsce dla baterii przewidziano w standardowym miejscu - u dołu korpusu.

Ergonomia Olympusa E-M5 na ogół nie budzi większych zastrzeżeń. Pewne trudności sprawiać mogą jednak miniaturowe rozmiary niektórych przycisków oraz niedopracowana klapka, kryjąca złącza. Aby otworzyć tą ostatnią trzeba bowiem... odchylić ekran aparatu.

Osobną kwestą jest też sam design cyfrówki. Oczywiście może się on podobać (i to nawet bardzo), ale ocena stylistyki zależy już od indywidualnych upodobań.

Dowiedz się więcej na temat: Mikro Cztery Trzecie | Olympus

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje