Życie z probówki post mortem

Zapłodnienie to jedno z najbardziej niezwykłych zjawisk w świecie przyrody /©123RF/PICSEL

Rodzenie dzieci w Polsce to kontrowersyjny temat. Zwłaszcza, gdy na drodze do upragnionego potomstwa pojawiają się komplikacje i trzeba skorzystać z technik wspomagania rozrodu. A co gdy partner nagle zginie? Okazuje się, że dawcą nasienia może być także osoba martwa. Czy jest to etyczne?

Reklama

Jest późny wieczór, gdy lekarz odbiera telefon od zapłakanej pacjentki. "Czy możesz nam pomóc", słyszy w słuchawce. Nie zastanawia się długo. Chwilę później, w pełni pobudzony, przygotowuje się do zabiegu. Szoruje ręce i ramiona, a jego asystent sterylizuje instrumenty ze stali nierdzewnej. Powietrze jest ciężkie od płynu dezynfekującego. Kilka minut później operacja już trwa. Lekarz tnie skórę, przedziera się przez tkankę tłuszczową i wreszcie widzi zewnętrzne warstwy narządu. Jest błyszczący, mlecznobiały i dobrze ukrwiony. Odcina kawałek gąbczastej tkanki i pobiera kilka kropel do probówki. Materiał biologiczny zostaje zabrany przez asystenta. Lekarz starannie zszywa pacjenta. Salę przeszywa głucha cisza. Nie ma odgłosu kapiącej kroplówki ani kardiografu. Nikt nie sprawdza stanu pacjenta. To dlatego, że jest on martwy.

Pacjent nie żyje dopiero od ok. 30 godzin, ale jego część przetrwa długie lata. Pobrana przez lekarza tkanka jest w stanie stworzyć nowe życie. To plemniki zmarłego, które zostaną wykorzystane do zapłodnienia in vitro.

Krople nadziei

Reklama

Przedstawiona powyżej historia to nie scenariusz kolejnego odcinka serialu "Z Archiwum X" czy niepokojącego thrillera Nicolasa Windinga Refna. To historia z życia, których na całym świecie można usłyszeć całkiem sporo.

Jako jeden z najpopularniejszych przypadków inseminacji post mortem, przytacza się przykład Any i Mike'a Clark. Minął dopiero rok od ślubu z piękną Aną, kiedy Mike - 25-letni wówczas sierżant Marines - został po raz piąty wysłany na misję wojskową. Mimo swojego młodego wieku, sierżant Clark zdobył już wiele odznaczeń i medali, w tym Purpurowe Serce. Para postanowiła zwieńczyć wspólnie spędzany czas wycieczką motocyklową w Kalifornii. W drodze powrotnej z obiadu w restauracji, Mike stracił kontrolę nad motocyklem i para spadła z klifu. Ana przeżyła wypadek, ale Mike nie. Dla kobiety prawdziwą tragedią było to, że nigdy nie będzie miała dzieci z ukochanym.

- Rozmawialiśmy o tym tydzień lub dwa przed jego wezwaniem na służbę. Mike powiedział wtedy: Tak, wiem, że to szkoda, że nie możemy iść teraz do banku spermy i zamrozić mojego nasienia. Mam za dużo na głowie - relacjonowała Ana Clark.

Okazało się jednak, że nie wszystko stracone. Przyjaciel zasugerował Anie, by pobrała i zamroziła nasienie Mike'a, aby mogło ono zostać w przyszłości wykorzystane do zapłodnienia in vitro. Znalezienie odpowiedniego lekarza nie było łatwe, bo nie wszyscy byli chętni na pobranie nasienia od zmarłej osoby. Procedura została przeprowadzona w San Diego.

Ana Clark w momencie podejmowania decyzji była w pełni poczytalna i świadoma. Niektóre niemieckie publikacje sugerują, że kobiety zainteresowane tego typu procedurami, są niepoczytalne, są w szoku po śmierci bliskiej osoby.

- Przeprowadzona procedura dała mi nadzieję, że będę miała jeszcze kawałek Mike'a przy sobie, że wciąż będzie on żył w naszym dziecku. Jestem pewna, że Mike tego by chciał. Był bardzo dobrym człowiekiem. Chciałam mieć przy sobie kogoś, kto przejmie jego spuściznę - tak opisała to Ana Clark.

Non omnis moriar

W latach 70. ubiegłego wieku, urolog Cappy Rothman z Los Angeles przeprowadził pierwsze pośmiertne pobranie nasienia (PSR). Przed tym, Rothman zgromadził szczegółową wiedzę na temat męskiej anatomii reprodukcyjnej, gdyż przeprowadził wiele zabiegów pobrania spermy od niepłodnych mężczyzn.

- Pewnego dnia dostałem telefon od szefa rezydentów neurochirurgii na UCLA (Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles), który powiedział: "Mam dziwną prośbę. Ten polityk chciałby, żeby nasienie jego zmarłego syna zostało zachowane. Da się to zrobić?" - zrelacjonował Rothman.

Lekarz rozważał trzy opcje. Pierwsza dotyczyła podania leku, który doprowadziłby do konwulsji i indukowanego wytrysku. Druga zakładała usunięcie narządów płciowych mężczyzny i pobranie z nich plemników. Trzecia zakładała... ręczną stymulację organu.

- Pamiętam tę krępującą ciszę pod koniec telefonu. Neurochirurg w końcu powiedział: "Hej, doktorku, robiłem w swojej karierze wiele nietypowych rzeczy, ale jeżeli myślisz, że będę stymulować ręcznie zmarłego, to jesteś szalony" - dodał Rothman.

Lekarz zdecydował się na drugą opcję. W trakcie przeprowadzania zabiegu, Rothman czuł się "jak Michał Anioł studiujący męską anatomię". To było przełomowe wydarzenie, choć musiało minąć jeszcze sporo czasu, by pozyskaną od zmarłego spermę wykorzystać.

Pierwszy poród w wyniku pośmiertnej ekstrakcji nasienia odbył się w 1999 r. Gaby Vernoff urodziła dziecko w wyniku zapłodnienia nasieniem pobranym przez Rothmana 30 godzin po śmierci jej męża. Dziś podobnych zabiegów na całym świecie przeprowadza się coraz więcej, choć nie we wszystkich częściach świata są one legalne.

Cappy Rothman jest współzałożycielem i dyrektorem medycznym California Cryobank, największego banku nasienia w Stanach Zjednoczonych. Według nieoficjalnych danych, przeprowadził on blisko 200 zabiegów ekstrakcji plemników od martwych pacjentów. W 1980 r. zespół Rothmana przeprowadził tylko 3 takie zabiegi, 10 lat później już 15. Ale między 2000 a 2014 r. Rothman dokonał już 130 zabiegów PSR, średnio 9 rocznie.

Klinika Rothmana nie jest jedyną, która oferuje tę usługę w Stanach Zjednoczonych. Statystyki w tej materii są rzadkością, ale badania amerykańskich ośrodków wspomagania rozrodu wskazują na stały wzrost wniosków o pobranie plemników post mortem.

Ciemna materia

Nasze ciała umierają stopniowo, nie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wczesna literatura naukowa sugeruje lekarzom wyodrębnić i zamrozić próbkę nasienia w ciągu 24-36 godzin od momentu śmierci. Praktyka pokazuje, że w odpowiednich warunkach, żywotne plemniki mogą przetrwać znacznie dłużej. Rothman przytoczył przypadek mężczyzny zmarłego podczas wyprawy kajakowej - dzięki przebywaniu w zimnej wodzie, jego plemniki były w dobrym stanie aż 2 dni od momentu śmierci. W kwietniu 2015 r. australijscy naukowcy dumnie ogłosili narodziny "szczęśliwego, zdrowego dziecka" poczętego z nasienia pobranego 48 godzin po śmierci ojca.

Aby plemniki nadawały się do zapłodnienia, wcale nie muszą być w wybitnej kondycji - ważne, by były żywe. Nawet osłabiony plemnik może doprowadzić do zapłodnienia i rozpocząć normalnie rozwijającą się ciążę. Wszystko, co jest potrzebne do prawidłowego rozwoju dziecka, to nienaruszenie materiału genetycznego.

Zanim jednak dojdzie do zapłodnienia, nasienie trzeba w jakiś sposób pozyskać. Przy tradycyjnym pobieraniu plemników, nie ma z tym większego problemu, ale sytuacja komplikuje się w przypadku martwego pacjenta. Dzisiaj istnieje kilka sposobów, które można wykorzystać. Pierwszym z nich jest pobranie nasienia przy pomocy igły - jak sama nazwa wskazuje, polega on na wprowadzenie długiej igły bezpośrednio do jądra i pobranie plemników (podobnie jak pobiera się krew). Druga metoda polega na chirurgicznym wydobyciu jądra lub najądrza (tkanki, w której dojrzewają plemniki). Inną techniką jest elektroejakulacja, polegająca na wprowadzeniu specjalnej sondy do odbytu mężczyzny (znajduje się on obok prostaty). Elektrowstrząs powoduje skurcz mięśni, które stymulują wytrysk nasienia. Metoda ta jest często stosowana także w przypadku mężczyzn z urazami rdzenia kręgowego.

Mimo że wiemy, jak wydobyć plemniki po śmierci, nie ma pewności, że zmarła osoba życzyłaby sobie, by taki zabieg faktycznie został przeprowadzony. Martin Bastuba, założyciel i dyrektor medyczny Male Fertility & Sexual Medicine Specialists w San Diego (to jego zespół pobrał nasienie Mike'a Clarka) zauważa, że "nie ma żadnych szczegółowych przepisów w tej materii".

W Stanach Zjednoczonych, przepisy, które regulują tkanki i narządy pobierane do przeszczepów nie dotyczą nasienia, klasyfikowanego jako tkanka odnawialna. W innych krajach sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana.

Jeżeli człowiek nie dokonał żadnych wcześniejszych instrukcji, o tym, co stanie się z jego narządami po śmierci, decyduje najbliższy krewny. Podobnie jak najbliższy krewny podejmuje decyzję, czy odłączyć pacjenta od systemu sztucznego podtrzymywania życia, gdy zostaje stwierdzona śmierć mózgowa. Ale w wielu krajach, plemniki są traktowane odmiennie, żeby nie stwierdzić "specjalnie".

Plemniki są wyjątkowe. Kilka ostatnich orzeczeń sądowych, nadaje spermie status prawny wyższy od krwi, szpiku kostnego czy serca. Podczas, gdy wymienione struktury biologiczne mogą zostać wykorzystane do ratowania życia, nasienie oraz komórki majowe mają potencjał do tworzenia nowego życia. Zgodnie z tym poglądem American Society for Reproductive Medicine (ASRM) uważa, że "w przypadku braku pisemnej dyrektywy, uzasadnione jest stwierdzenie, że lekarze nie są zobowiązani do przestrzegania wniosku o ekstrakcję nasienia lub wykorzystanie wydobytego nasienia od żyjącego małżonka lub partnera".

Ponieważ zdania dotyczące nasienia są tak odmienne, polityka w kwestii ich wydobycia może różnić się nawet między poszczególnymi szpitalami. Wiele klinik nawet nie ma własnego zdania na ten temat. ASRM przekonuje, że centra medyczne "nie są zobowiązane do brania udziału w takiej działalności, ale w każdym wypadku powinny zająć konkretne stanowisko".

Międzynarodowy bałagan

Kwestia pobierania nasienia po śmierci nie jest ujednolicona - w różnych krajach wygląda ona inaczej.

Francja, Niemcy, Szwecja i Kanada znajdują się wśród krajów, które zakazują pośmiertnego pobierania nasienia. W Wielkiej Brytanii nie jest to legalne, chyba że istnieje pisemna zgodna zmarłego. W połowie lat 90. ubiegłego wieku przypadek Diane Blood dał do myślenia naukowcom i opinii publicznej. Diane wraz z mężem Stephenem rozpoczęła starania powiększenia rodziny, podczas gdy Stephen zmarł nagle na zapalenie opon mózgowych. Początkowo sąd odrzucił wniosek Blood o wykorzystanie zdeponowanej spermy Stephena do sztucznego zapłodnienia, ale po odwołaniu, kobieta uzyskała zgodę na przeprowadzenie zabiegu poza granicami Wysp Brytyjskich. Cała historia zakończyła się happy endem, a Diane Blood urodziła dwóch zdrowych chłopców.

Z kolei Beth Warren niedawno wygrała batalię prawną w Wielkiej Brytanii, zapobiegając zniszczeniu plemników jej męża po jego śmierci. Zostały one zdeponowane w banku nasienia jeszcze przed rozpoczęciem terapii antynowotworowej, ale guz mózgu ostatecznie go pokonał. Brytyjskie prawo reguluje, że plemniki nie mogą być przechowywane dłużej niż 10 lat bez odnowienia zgody na taki proceder.

W australijskim Queensland, pewnej kobiecie odmówiono prawa do zebrania i zamrożenia nasienia męża po jego niespodziewanej śmierci, mimo iż planowali założyć rodzinę. W Izraelu nie jest potrzebna pisemna zgoda na pośmiertne pobranie nasienia, ale wdowa musi powiedzieć, że wierzy, że jej mąż dałby zgodę na taki proceder, gdyby był wśród żywych. Rząd nawet zapewnia pomoc finansową.

- Podobnie jak większość spraw etyki rozrodczej lub medycyny w ogóle, najważniejsze, by poszanować wolę i zgodę pacjenta. W przypadku, gdy pacjent nie żyje, ocena sytuacji jest trochę trudniejsza, ale chcemy także uszanować dobro przyszłego dziecka. W wielu przypadkach trzeba zgadywać, jaka byłaby wola zmarłego - powiedziała Elizabeth Yuko, bioetyk.

Lepsze życie po śmierci

We wszystkich bankach spermy, dawcom zadaje się pytanie, o potencjalne wykorzystanie ich nasienia po śmierci. Z ankiety przeprowadzonej w 2012 r. na ok. 360 mężczyznach z nowotworem lub zdiagnozowaną niepłodnością, którzy zasilili swoim nasieniem jeden z banków w Teksasie, aż 85 proc. wyraziło zgodę na pośmiertne ich wykorzystanie. W ankiecie telefonicznej przeprowadzonej w USA w 2014 r. zapytano przypadkowe osoby, czy chcieliby, by ich małżonkowie/partnerzy skorzystali ze zdeponowanych gamet po ich śmierci. Blisko 70 proc. mężczyzn w wieku 18-44 lat wyraziło na to zgodę.

A co z dziećmi? Niektórzy uważają, że pośmiertne pobieranie nasienia powinno być zakazane, gdyż prowadzi do rodzenia dysfunkcyjnych dzieci, które nigdy nie poznają swoich biologicznych ojców. Ale przecież na świecie żyje wiele osób właśnie w takiej sytuacji, mimo że rodzice nadal żyją.

- To dorośli podejmują decyzję o sprowadzeniu dziecka na świat. Zmarły rodzic ze względu na potrzeby dorosłych i niemożność poświęcenia wystarczającej opieki dziecku, płaci najwyższą cenę. Dziecko powstałe z nasienia pobranego post mortem może skończyć jako coś na kształt pamiątkowej świecy dla zmarłego... Takie dziecko może czuć, że jeden z rodziców szuka cech zmarłego partnera w nim i może czuć się zobowiązane, by sprostać wygórowanym wymaganiom - powiedziała Julianne Zweifel, psycholog i członek komisji etyki na Uniwersytecie Wisconsin.

Nie istnieją żadne dowody na temat możliwych psychologicznych i zdrowotnych skutków dla dziecka poczętego z użyciem nasienia pozyskanego pośmiertnie. Niewielkie badanie przeprowadzone w 2015 r. wykazało, że czworo dzieci urodzonych z nasienia pozyskanego pośmiertnie "wykazuje normalny stan zdrowia i wyniki rozwojowe".

PSR udowadnia, że życie po śmierci jest możliwe. Dosłownie. Ale nie każdy z nas chce żyć "wiecznie".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje