Bomba elektromagnetyczna - coraz realniejsze zagrożenie

Wybuch bomby elektromagnetycznej (zwanej bombą E) może unieruchomić wszystko, co znajduje się wokół i zawiera w sobie podzespoły elektroniczne. Dla terrorystów może stać się idealnym środkiem do tego, by wrócić nas do epoki kamienia łupanego. Na szczęście jest to uzbrojenie równie trudno dostępne jak broń atomowa. Na razie.

Bomba elektromagnetyczna, nazywana też często bombą E, wywołuje impuls elektromagnetyczny o dużej mocy unieruchamiający urządzenia elektroniczne. Wykorzystuje  zjawisko znane już od 1962 roku, kiedy to podczas detonacji bomby wodorowej o mocy 1,4 megaton nad środkowym Pacyfikiem, na wysokości 30 km, zostały zniszczone wykorzystywane w pobliżu instalacje satelitarne i doszło do blokady łączności radiowej na oceanie na ok. 30 minut (zakłócona była nawet praca stacji radiowych w odległości 1200 km od miejsca eksplozji). 

Reklama

Jak się okazało, wywołana w czasie wybuchu uderzeniowa fala elektromagnetyczna wzbudziła duże prądy - indukowane w antenach, kablach elektrycznych i elementach metalowych - niszczące wszystkie niezabezpieczone podzespoły elektroniczne. Późniejsze obliczenia wykazały, że pojedynczy wybuch jądrowy o mocy 100 kt na wysokości 110 km może wygenerować niszczący „elektronikę” impuls elektromagnetyczny na powierzchni równoważnej połowie terytorium Stanów Zjednoczonych. 

Okazało się, że do wygenerowania impulsu elektromagnetycznego (IEM) o tak dużej mocy wcale nie jest konieczna bomba atomowa. I dlatego broń E zalicza się do broni konwencjonalnej, a nie jądrowej. Skutki, jakie może przynieść jej zastosowanie, pozwalają na zakwalifikowanie jej do grona broni masowego rażenia, razem z bronią atomową, biologiczną i chemiczną, jednak dopiero możliwość użycia tego uzbrojenia przez terrorystów spowodowała, że zaczęto tę broń traktować bardzo poważnie.

Teoria czy rzeczywistość?

Broń E okryta jest wielką tajemnicą. Jak dotąd nikt się jeszcze oficjalnie nie przyznał do jej posiadania, chociaż specjaliści w krajach zachodnich twierdzą stanowczo, że mają ją przynajmniej Stany Zjednoczone i Rosja. Nie jest również pewne, czy broń ta już została użyta.

Dużo zamieszania wprowadziła książka „Information Warfare”, w której Winn Schwartau opisał tajne rakiety amerykańskie użyte podczas wojny z Irakiem. Miały one spowodować zakłócenia systemów łączności przez zastosowanie fali elektromagnetycznej. Tymczasem Amerykanie wykorzystali tam kilka rakiet Tomahawk, z ładunkiem specjalnie uformowanego włókna węglowego. Pociski grafitowe, rozsypane nad liniami i instalacjami energetycznymi, powodowały zwarcia i uciążliwe zaciemnienie w Bagdadzie. I te zakłócenia zostały niesłusznie przypisane broni E. 

W 2003 roku „Guardian” podał, że w czasie pierwszych dni ataku na Irak na lotniczej rakiecie manewrującej AGM-86 Cruise zastosowano głowicę bojową E. Podobno decyzja o użyciu tego rodzaju uzbrojenia była podyktowana chęcią zapobieżenia stratom wśród ludności cywilnej, obok siedlisk której rozmieszczono stanowiska obrony przeciwlotniczej.

Podejrzewając najgorsze, w czasie wojny w Zatoce Perskiej niektórzy dziennikarze w Bagdadzie owijali swój sprzęt elektroniczny w folię aluminiową, chcąc go uchronić przed nową bronią elektromagnetyczną, którą jakoby mieli stosować Amerykanie. Jednak to, co wtedy było tylko plotką, może stać się już wkrótce rzeczywistością.  Wtedy niektórzy wojskowi uzyskają środek, który w danym miejscu i czasie skutecznie wyłączy patrzącą im na ręce telewizję.

Poczucie zagrożenia zwiększyła prezentacja Winna Schwartau, przeprowadzona w styczniu 1999 r. Stosując przenośny generator silnej fali elektromagnetycznej zniszczył on podczas konferencji w Waszyngtonie dwa stojące w odległości kilku metrów komputery. Później unieruchomiono w ten sam sposób samochód. Od razu zostało to wykorzystane przez kilka firm, które dzisiaj oferują na rynku systemy pozwalające policji zatrzymywać samochody i łodzie kierowane przez przestępców.

Budowa bomby E

Spośród kilku znanych sposobów wywołania fali elektromagnetycznej dwa są najczęściej wymieniane jako te, które mogą być podstawą działania nowej broni.

Pierwszy polega na przekazaniu energii z chemicznej eksplozji do bardzo silnego pola magnetycznego, które tuż przed wybuchem jest wzbudzane przez startowe źródło energii elektrycznej. Typowym przedstawicielem działających według tej zasady urządzeń jest generator z kompresją strumienia magnetycznego FCG (Flux Compression Generator). Przykładowe urządzenie tego typu to tzw. generator współosiowy. Składa się on z miedzianego cylindra, wypełnionego materiałem wybuchowym i otoczonego cewką, wykonaną z miedzianego uzwojenia. Całość jest zamknięta obudową z niemagnetycznego materiału (z masy epoksydowej lub włókna szklanego). 


Konstrukcja bomby FCG jest stosunkowo prosta, ale fala wytworzona w ten sposób zawiera się w paśmie poniżej 1 MHz, stąd trudno ją nakierować na konkretny cel i nawet przy dużej mocy impulsu elektromagnetycznego wiele instalacji może jej nie odczuć.

Wad tych nie ma impuls elektromagnetyczny wywołany drugim sposobem, za pomocą wirkatora ‒ oscylatora z wirtualną katodą (Virtual Cathode-Ray Oscillator). Urządzenie to, proste mechanicznie, małe i trwałe, tworzy pojedynczy impuls radiowy o bardzo dużej mocy (od 170 kW do 40 GW), pracujący w pasmie mikrofalowym (fal o długości decymetrowej i milimetrowej). Jest to więc sposób najbardziej „obiecujący”, jeżeli chodzi o możliwość jego wykorzystania dla produkcji uzbrojenia.

Zaletą vircatora jest to, że efekt jego działania jest kierunkowy, i że promieniowanie o bardzo wysokiej częstotliwości (fale milimetrowe) może przenikać do obiektów nawet przez niewielkie szpary i otwory.

Jak działa bomba E?

Efekt działania bomby E zależy od wielu czynników. Po pierwsze, odporność na uderzenie bronią E różni się w zależności od typu atakowanego celu. Przykładowo: impuls elektromagnetyczny niskiej częstotliwości (z generatora FCG) jest skuteczny przede wszystkim przeciwko typowym instalacjom infrastruktury miejskiej, np. liniom telefonicznym czy energetycznym. Gorzej już jest jednak w przypadku obiektów i instalacji chronionych nawet prostymi zabezpieczeniami.

Po drugie, skuteczność broni E zależy od tego, jaka ilość energii z bomby zostanie skierowana na cel. Najlepszy rezultat osiągany bywa wówczas, gdy impuls elektromagnetyczny zostanie „skupiony” przez system antenowy znajdujący się w głowicy pocisku. W tym przypadku moc uderzenia zależy od wysokości, na jakiej nastąpiła eksplozja, oraz od stopnia ochrony systemów elektronicznych.

"Wyższa" eksplozja to większy promień rażenia, ale mniejsza intensywność promieniowania. I odwrotnie – "niższy" wybuch to mniejszy zaatakowany obszar, ale zniszczenia większe. Należy w tym przypadku pójść na kompromis, dobrze rozpoznając cel ataku i precyzyjnie w niego uderzając. 

O skali zagrożenia, jakie niesie IEM, łatwo się przekonać patrząc na napięcia normalnie wykorzystywane w układach półprzewodnikowych. Typowe tranzystory bipolarne są odporne na napięcia od 15 do 65 V. Układy logiczne, wykonane na elementach półprzewodnikowych i pamięci, to napięcia rzędu od 7 do 15 V. Mikroprocesory to od 3,3 do 5 V. Tak więc pole elektryczne wywołane działaniem bomby E i napięcia rzędu wielu setek woltów, indukowane w urządzeniach, zniszczą większość elementów elektronicznych - albo w wyniku dużych przepięć, albo w wyniku przegrzania (efekt termiczny).

Dowiedz się więcej na temat: bomba elektromagnetyczna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje