NATO Nuclear Sharing, czyli polska broń jądrowa

"Jedną ze słabości położenia militarnego Polski jest rosyjska gotowość do użycia taktycznej broni nuklearnej na naszym terytorium. Polskie F-16 mogłyby więc zastąpić niemieckie tornada w roli nosicieli amerykańskich taktycznych bomb nuklearnych B-61" - piszą w artykule dla "Rzeczpospolitej" Jacek Bartosiak i Tomasz Szatkowski. Czy Polska może liczyć na strategię odstraszania nuklearnego NATO w ramach programu współdzieleniu taktycznej broni nuklearnej?

Sytuacja Polski i całej Europy zmienia się bardzo szybko, co dobitnie pokazują dramatyczne wydarzenia na wschodniej części Ukrainy. W obliczu tych zmian analitycy Narodowego Centrum Studiów Strategicznych spotkali się w kwietniu w Waszyngtonie z wiodącymi ośrodkami analitycznymi i ekspertami ds. bezpieczeństwa i obronności - czytamy w artykule "Rzeczpospolitej".

Reklama

Polska stara się zacieśniać współpracę ze Stanami Zjednoczonymi poprzez uczestnictwo we wspólnych misjach czy poprzez kupowanie sprzętu wyprodukowanego przez amerykańskie koncerny. W perspektywie ewentualnego zagrożenia bezpieczeństwa naszego kraju taka taktyka może okazać się jednak niewystarczająca. Zdaniem ekspertów, Polska powinna zainwestować w armię, która będzie w stanie jak najdłużej bronić się przed atakiem, ponieważ tylko w ten sposób przekona USA do przyjścia naszemu krajowi z pomocą.

W tym miejscu należy kolejny raz przytoczyć tekst Jacka Bartosiaka i Tomasza Szatkowskiego, według którego Rosja jest gotowa do użycia broni jądrowej na terenie Polski w przypadku niepomyślnego dla niej obrotu wydarzeń. Można temu zapobiec na dwa sposoby.

NATO Nuclear Sharing

Jednym z nich jest NATO Nuclear Sharing, czyli współdzielenie amerykańskiego arsenału jądrowego w ramach Paktu Północnoatlantyckiego. Sięgający lat 50. ubiegłego wieku program zastraszania nuklearnego zakłada udostępnienie członkom NATO broni jądrowej z możliwością jej użycia w razie zagrożenia.

Spośród trzech mocarstw jądrowych NATO, do których należą USA, Wielka Brytania i Francja, tylko to pierwsze udostępnia innym krajom swój arsenał. Niegdyś obejmował on rakiety powietrze-powietrze, ziemia-ziemia, pociski artyleryjskie oraz bomby lotnicze. Od 1994 roku w służbie pozostały jedynie taktyczne bomby nuklearne B-61 w wersjach Mod 3,4 i 10, opracowane jeszcze w latach 60.

Na terenie Europy znajduje się około 200 takich bomb. Część arsenału jest przechowywana w Niemczech, w bazie Büchel. Służy do tego 11 schronów. W razie zagrożenia bronią miałyby się posługiwać samoloty Panavia Tornado, które w 2015 roku "odchodzą na emeryturę". Między innymi z tego względu Niemcy chcą wystąpić z programu NATO Nuclear Sharing.

Około 40 bomb B-61 w wersjach Mod 3,4 i 10 znajduje się również we włoskiej bazie w Ghedi Torre. Były prezydent Włoch powiedział podobno, że siły zbrojne tego kraju mają nie tylko amerykańską broń jądrową. W jednym z wywiadów wspomniał o arsenale pochodzenia francuskiego. Pozostałe znalazły się w Incirlik w Turcji, Volkel w Holandii i Kleine Brogel w Belgii.

W czasie pokoju współdzielona broń jądrowa znajdująca się na terenie państw innych niż Wielka Brytania i Francja jest pilnie strzeżona przez żołnierzy amerykańskich sił powietrznych - podobnie jak kody służące do jej odpalenia. Jednak w przypadku wojny i konieczności użycia ląduje na pokładach samolotów danego kraju.

Program NATO Nuclear Sharing jest jednak sprzeczny z postanowieniami układu o nieproliferacji broni jądrowej (NPT), czyli międzynarodowego traktatu zabraniającego państwom mającym technologię budowy broni jądrowej sprzedaży jej do krajów, które takowej nie posiadają.

Jak mówi artykuł I, zobowiązują się one do nieprzekazywania komukolwiek bezpośrednio lub pośrednio broni jądrowej lub innych jądrowych urządzeń wybuchowych oraz kontroli nad taką bronią lub takimi urządzeniami wybuchowymi, jak również do nieokazywania pomocy, niezachęcania i nienakłaniania państw nie dysponujących bronią jądrową do produkowania jej lub uzyskania inną drogą oraz kontroli nad taką bronią lub urządzeniami wybuchowymi - czytamy na łamach Wikipedii. Sprawa jest postawiona dość jasno, a Polska - podobnie jak wiele innych krajów należących do NATO - podpisała ten układ. Nie brakuje głosów mówiących, że USA i NATO łamią postanowienia NPT.

Broń jądrowa w Polsce - jesteś za czy przeciw? Warto podzielić się swoją opinią - kliknij tutaj

W odpowiedzi podkreśla się, że broń nie została przekazana żadnemu państwu, ponieważ cały czas znajduje się pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Złamanie postanowień nastąpiłoby dopiero w razie wojny, gdyby kraj, na którego terenie znajduje się arsenał, wykorzystał go jako własny. Jednak z drugiej strony pakt  NPT w czasie wojny i tak przestaje obowiązywać.

Nie zmienia to faktu - jak zauważa serwis Defence24 - że samoloty holenderskie, tureckie, niemieckie czy włoskie zostały już przystosowane do obsługi arsenału jądrowego, a ich piloci odpowiednio przeszkoleni

Polska w programie NATO Nuclear-sharing i pociski Tomahawk

Możliwość przystąpienia Polski do programu wiąże się z opuszczeniem go przez Niemcy, którym przestaje on odpowiadać ze względów politycznych i wojskowych - Eurofighter, następca niemieckich Tornado IDS, nie będzie przystosowany do przenoszenia B-61.

W tym miejscu pojawia się Polska ze swoimi F-16, które po niewielkich modyfikacjach będą zdolne do przenoszenia broni jądrowej. Ewentualne wejście Polski do NATO Nuclear Sharing byłoby jednak niezwykle skomplikowaną kwestią. Sprowokowałoby również ostrą odpowiedź Rosji.

Druga i bardziej realna opcja dotyczy zakupu amerykańskich manewrujących pocisków rakietowych klasy Tomahawk o zasięgu powyżej 1 tys. km oraz wyposażenie polskiej marynarki wojennej w nowoczesne okręty podwodne, mogące się nimi posługiwać - czytamy w artykule "Rzeczpospolitej".

Oba rozwiązania dają pewne zabezpieczenie na wypadek ataku z użyciem broni jądrowej. Agresor na pewno dobrze przemyśli swoje posunięcie, jeśli nie będzie pewien, czy niedaleko jego granic nie ma okrętów podwodnych wyposażonych w pociski z głowicami jądrowymi lub samolotów z bombami B-61.

Najlepsze tematy