Właściciel drona zatrzymany w Kalifornii za latanie nad płonącym lasem

Z małych bezzałogowych statków powietrznych może korzystać każdy, jednak nie zawsze i nie wszędzie. W każdym kraju są miejsca, gdzie latanie dronami może grozić nawet więzieniem! Przekonał się o tym pewien Amerykanin.

Amerykańscy strażacy od dłuższego czasu skarżą się, że w gaszeniu dużych pożarów przeszkadzają im prywatne drony, przy użyciu których amatorzy fotografii robią zdjęcia i nagrywają filmy ze zdarzenia. Bardzo często materiały są później publikowane w internecie albo wysyłane do mediów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że do gaszenia ogromnych pożarów używane są głównie śmigłowce i samoloty, a te nie mogą ryzykować zderzenia z innymi latającymi obiektami. Często akcje są przez to odwlekane w czasie, do momentu, kiedy dron zostanie usunięty. Efektem tego są większe zniszczenia, a także większe koszty całej akcji.  

Najnowszym sposobem na walkę z tym problemem jest zaostrzenie przepisów przez władze poszczególnych stanów. W Kalifornii urzędnicy podjęli pierwsze działania, czego efektem jest aresztowanie w ubiegłym tygodniu 57-letniego Erica Wamsera. Podczas ogromnego pożaru lasu 28 czerwca, mężczyzna sterował latającym w okolicy dronem, utrudniając akcję strażaków. Wamsera udało się namierzyć dzięki filmom, które opublikował na portalu społecznościowym i najprawdopodobniej zostanie on ukarany grzywną za zakłócanie akcji ratunkowej.   

Władze ostrzegają, że każdy taki incydent będzie od teraz surowo karany. Aby jednak sytuacja się nie powtórzyła, dla fanatyków fotografii z powietrza Federalna Administracja Lotnictwa wydała specjalną aplikację, która ma ostrzegać przed aktualnymi ograniczeniami w ruchu powietrznym. 

Dowiedz się więcej na temat: drony

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje