To niszczyciel rakiet. Polskie wojsko pokazało nową broń

Nasza armia ma w swoim arsenale nowy sposób na wrogie rakiety i drony. Po raz pierwszy zaprezentowała w akcji system rakietowej obrony powietrznej „Mała Narew”. Przedstawiamy, jak będzie bronił polskiego nieba.

  • Na poligonie w Ustce odbyły się pierwsze ćwiczenia z wykorzystaniem systemu "Mała Narew". Publicznie pokazano możliwości broni.
  • Oficjalnie wchodzi właśnie do naszej obrony powietrznej, mając na celu głównie ochronę przed dronami i pociskami rakietowymi.
  • "Mała Narew" to wynik polsko-brytyjskiej współpracy technologicznej. To cały zestaw wyrzutni, urządzeń radiolokacyjnych czy wozów transportowych. Ma zastąpić wręcz muzealny sprzęt, który dalej wykorzystujemy do obrony powietrznej.

"Mała Narew" w gotowości

Podczas pierwszych ćwiczeń system "Mała Narew" miał trafić trzy demonstracyjne drony Szogun, znajdujące się na różnych wysokościach. Wszystkie cele zneutralizowano, co potwierdziło skuteczność broni.

Reklama

Po ćwiczeniach ogłoszono, że "Mała Narew" zacznie pełnić dyżury obrony powietrznej naszego kraju. Wykorzystywać ją będą żołnierze 18 Dywizji Zmechanizowanej oraz 15 Pułku Przeciwlotniczego. Obie jednostki brały udział w szkoleniu i przydzielone są do bronienia wschodniej części Polski.

18. Dywizja Zmechanizowana już posiada systemy "Mała Narew". Przyjęła je jako pierwsza jednostka jeszcze w październiku zeszłego roku. To właśnie ona udostępniła krótkie nagranie z wystrzeliwania pocisków podczas ćwiczeń.

Nowoczesna obrona polskiego nieba

System "Mała Narew" to krok ku unowocześnieniu już w większości przestarzałej obrony powietrznej w Polsce. Dalej duża część wyposażenia naszej obrony to sprzęt postsowiecki jak S-125 Newa z lat 70. Dlatego "Mała Narew" obok m.in. systemów Patriot czy Pilica+ stanowi tak ważną modernizację.

"Mała Narew" to połączenie sprzętu polskiego i brytyjskiego. Londyn przekazał do niego wyrzutnie iLauncher i pociski rodziny CAMM (Common Anti-Air Modular Missile), które mogą atakować cele na odległość 25 kilometrów. Pociski te mają niezwykłą cechę tzw. "zimnego startu". Najpierw ą katapultowane, po czym włączają się w nich niewielkie silniki korygujące, ustawiające pocisk na cel i dopiero wtedy odpalany jest główny silnik. Sprawia to, że CAMM może atakować cele na bardzo małej odległości, przez co załoga jest w stanie przechwycić go, nawet jeśli ich zaskoczy, bądź leci bardzo nisko.

Każdy zestaw "Mała Narew" składa się z trzech wyrzutni mających po osiem pocisków. Prócz nich wszystkie elementy są polskie. Mowa tu o stacji radiolokacyjnej Soła (urządzenie przejściowe), stacji kierowania ogniem Zenit, czy wozy transportowe firmy Jelcz, która produkuje także platformy dla wyrzutni.

W jednym momencie system "Mała Narew" może jednocześnie śledzić do 24 obiektów. Jego głównym celem ma być ochrona przed pociskami manewrującymi oraz dronami. To efekt zaobserwowanych działań w Ukrainie, gdzie te rodzaje broni dokonują często największych zniszczeń.

Rozwój polskiej obrony powietrznej

"Mała Narew" to część projektu głębokiej modernizacji i integracji polskiej obrony powietrznej "Narew". Służąc do osłony wojska na krótkim zasięgu, ma uzupełniać system obrony na średnim zasięgu "Wisła", które korzystają z systemów Patriot. Obok tego tworzony jest program Pilica+, do obrony na krótkim i bardzo krótkim zasięgu.

Narew z Pilicą mają także wykorzystywać tę samą broń z wyrzutniami iLauncher oraz pociskami CAMM. W ramach rozwoju przewidywane jest nie tylko zaopatrywanie wojska w nowe systemy, ale także rozbudowa przemysłu zbrojeniowego i m.in. produkowanie w przyszłości pocisków CAMM we współpracy z Wielką Brytanią.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Wojsko Polskie | polska armia
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy