PoCEkamy na komputery?

Zgodnie z normami unijnymi i wydanym ostatnio zarządzeniem Prezesa URTiP, urządzenia - m.in. telekomunikacyjne i komputerowe - muszą być oznakowane symbolem CE. Oznacza to spełnienie zestawu wymagań umożliwiających dopuszczenie danego urządzenia do sprzedaży (głównie z zakresu zakłóceń radiowych i bezpieczeństwa pracy użytkownika). Niestety, jak to w Polsce bywa, wydano regulację prawną bez żadnych przepisów wykonawczych. W związku z tym producenci są zdezorientowani.

Pojawia się cały szereg pytań. Przykładowo - czy certyfikat ma uzyskać całe urządzenie, czy jego poszczególne komponenty? Czy badania trzeba zlecić specjalizowanej firmie, płacąc za to dodatkowo (około 3 tysięcy złotych za jedno badanie) i czekając miesiącami na uzyskanie znaku CE, czy można wykonać je samemu? URTiP na razie zna odpowiedź na pierwsze. Pracownicy jego laboratorium uważają bowiem, że w przypadku komputera oznaczenie CE powinna mieć każda jego część.

Reklama

Oznacza to, że wprowadzając do sprzedaży komputer, w którym moduł pamięci 256 MB zastąpiono 512 MB, lub zamiast czytnika CD-ROM umieszczono czytnik DVD - należy ponownie starać się o certyfikat, mimo że reszta komputera pozostaje niezmieniona. Za badania płaci producent. Teoretycznie obciążany jest w przypadku, gdy urządzenie norm nie spełnia (a zatem karany jest dwa razy za to samo: sprzęt nie zostaje dopuszczony do sprzedaży, a na dodatek trzeba zapłacić). Osoby, które już wykonywały takie badania mówią, że nie zawsze sprzęt jest zwracany, nawet gdy wszystko "gra", a do certyfikatu dołączane jest zaświadczenie, że uległ "uszkodzeniu podczas badań".

URTiP zapowiedział, że od 1 czerwca rozpocznie kontrolę sprzedawanego sprzętu. Czy zaowocuje to wycofaniem wielu urządzeń ze sprzedaży, albo podniesieniem ich cen? Na razie nie wiadomo. Wszystko będzie zależeć od tego, jak "sumiennie" pracownicy URTiP podejdą do kontroli. Niedopracowana ustawa daje im szerokie pole manewru, a także jest czynnikiem wybitnie korupcjogennym. Jakie to typowo polskie.

Nie wiadomo też, o ile przedłuży to wprowadzanie sprzętu na rynek. Firm wykonujących takie badania jest niewiele (oddziały PAR oraz kilka firm prywatnych). Jeśli wszyscy producenci, przerażeni wizją kontroli, rzucą się do uzyskiwania CE, w znacznym stopniu opóźni to sklepową premierę urządzeń.

Straty poniesione przy uzyskiwaniu CE i niedopuszczeniu jednych urządzeń mogą się też odbić na cenach urządzeń pozostałych, bo producent będzie chciał je sobie wyrównać.

Rzecznik prasowy URTiP, Jacek Strzałkowski, powiedział, że w początkowym okresie na pewną pobłażliwość mogą liczyć jedynie niewielkie firmy składające komputery. Jednak takie badania i je naraża na straty.

Zainteresowani mogą śledzić to, co się dzieje w związku z CE na stronie WWW: www.oznaczenie-ce.pl lub na stronie unijnej (po angielsku): http://europa.eu.int/comm/enterprise/newapproach/index.htm

Dowiedz się więcej na temat: certyfikat | komputery

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje