Wirus atakujący użytkowników bankowości elektronicznej

Środa, 8 maja 2013 (05:18)

Od kilku tygodni Polacy korzystający z usług bankowości elektronicznej są narażeni na działanie nowego groźnego wirusa – ostrzega CERT Polska, działający w ramach instytutu badawczego NASK. Złośliwe oprogramowanie o nazwie E-Security umożliwia cyberprzestępcom wykradanie haseł jednorazowych do kont bankowości elektronicznej i może skutkować utratą środków zgromadzonych na rachunku.

Zdjęcie

ZitMo - w internecie pojawił się kolejny groźny wirus, który okrada internautów /©123RF/PICSEL
ZitMo - w internecie pojawił się kolejny groźny wirus, który okrada internautów
/©123RF/PICSEL
Wirus atakujący polskie serwisy finansowe

Eksperci z instytutu badawczego NASK przejęli 3 polskie domeny internetowe wykorzystywane do rozpowszechniania i zarządzania odmianą botnetu o nazwie Citadel. Wśród ofiar wirusa, który zainfekował co najmniej 164 tysiące adresów IP na całym świecie znaleźli się głównie polscy użytkownicy serwisów... czytaj więcej

E-Security działa podobnie jak wirus ZitMo, który atakował polskich internautów już na początku 2011 roku. Jego celem jest przechwytywanie przez cyberprzestępców kodów potwierdzających transakcje prowadzone na koncie użytkownika.

Jak zaznaczają specjaliści zespołu CERT Polska, proces instalacji wirusa odbywa się wieloetapowo  i rozpoczyna się od zainfekowania złośliwym oprogramowaniem komputera ofiary. Następnie, kiedy użytkownik odwiedzi stronę internetową swojego banku, wyświetla mu się komunikat o możliwości instalacji aplikacji będącej "certyfikatem E-Security" na swoim telefonie komórkowym. Każdy, kto zdecyduje się na instalację, a następnie uruchomienie oprogramowania, zostanie poproszony  o wprowadzenie kodu "E-Security". Jest to kod, który wyświetla się po włączeniu aplikacji i jest unikalny dla danego urządzenia, ponieważ powstaje na bazie numeru IMEI, czyli  indywidualnego numeru identyfikacyjnego telefonu komórkowego. Po wprowadzeniu kodu, cyberprzestępcy przypisują danemu numerowi telefonu login i hasło do bankowości elektronicznej, co umożliwia im przechwytywanie wiadomości SMS zawierających hasła jednorazowe przeznaczone do potwierdzania transakcji. Użytkownik nie będzie nawet świadom, że otrzymał SMS potwierdzający, gdyż zainstalowana złośliwa aplikacja zadba o niewyświetlenie tej informacji. W efekcie, kontrolując zarówno komputer, jak i telefon komórkowy atakujący są w stanie zalogować się na konto ofiary  i wytransferować znajdujące się tam pieniądze.

Reklama

Aby uwiarygodnić swoje działania i nie wzbudzić podejrzeń użytkownika, cyberprzestępcy przy tworzeniu wirusa wykorzystali profesjonalnie przygotowaną szatę graficzną i poprawną językowo polszczyznę. Dodatkowo użyli logo banku, w którym ofiara prowadzi swoje konto.

- Działanie E-Security jest dowodem na to, że Polska przestaje być krajem uważanym przez cyberprzestępców za peryferyjny. Coraz częściej to Polacy stają się celem złośliwego oprogramowania stosowanego przez cyberprzestępców - mówi Piotr Kijewski, kierownik CERT Polska. - Staranne przygotowanie polskiej wersji wirusa świadczy o tym, że ta forma cyberprzestępczości stale się rozwija i może zagrozić wielu polskim internautom. Ponadto ta sytuacja najlepiej pokazuje, że nawet najlepsze techniczne zabezpieczenia okażą się niewystarczające, jeśli użytkownik nie zastosuje zasady ograniczonego zaufania i nie będzie z rezerwą podchodził do komunikatów wyświetlanych na ekranie swojego urządzenia - dodaje Piotr Kijewski.


Artykuł pochodzi z kategorii: Internet

INTERIA.PL/informacje prasowe

Zobacz również

  • Zhakować hakerów

    Badacze firmy Check Point wykorzystali luki w bezpieczeństwie złośliwego oprogramowania i odzyskali zaszyfrowane dla okupu pliki. więcej