Jesteś bezrobotny? Uważaj na serwisy naciągające na oferty pracy

Tak, tak, w polskim internecie można zostać oskubanym, nawet jeśli szuka się pracy. Jeśli skorzystacie z pośrednictwa serwisu e-praca.vv.net.pl, zamiast wynagrodzenia będziecie mieli długi.

Następcy Pobieraczka wciąż wyrastają jak grzyby po deszczu i trzeba przyznać, że fantazji im nie brakuje. Kilka tygodni temu media ostrzegały przed fałszywą platformą aukcyjną, która nabierała internautów na świetne oferty, tak naprawdę wyciągając od nich pieniądze przez SMS-y. Naciąganie osób poszukujących pracy też się już zdarzało, bo to po prostu łatwy cel, w końcu mieszkamy w kraju z wysokim bezrobociem.
 
Nie podawajcie oszustom swoich danych!

Reklama

Serwis e-praca.vv.net.pl, przed którym przestrzega Dziennik Internautów, wygląda jak strona z ofertami pracy. Ogłoszenia na pierwszy rzut oka wyglądają atrakcyjnie - jest to praca zdalna, raczej łatwa (np. wykonywanie opisów programów komputerowych), całkiem przyzwoicie płatna, na umowę o dzieło. Żeby zobaczyć jakiekolwiek szczegóły, trzeba się zarejestrować. Formularz rejestracyjny wymaga oczywiście podania wszelkich możliwych danych, z numerem PESEL i adresem zamieszkania na czele. Takie formularze to standard w serwisach pobieraczkowych. 

Jeśli dokładniej przyjrzymy się stronie, łatwo zauważymy, że nie wszystko jest w należytym porządku. "Tymczasowo nieczynna" infolinia czy fałszywy fanpage na Facebooku powinny wystarczyć, żeby nabrać podejrzeń. Ale żeby to zauważyć, trzeba poświęcić chwilę na przejrzenie zawartości, co mało kto rzeczywiście robi.
 
Właściciel serwisu liczy na naszą nieuwagę i pośpiech. Jeśli zdecydujemy się zarejestrować, zaakceptujemy tym samym regulamin i... zawrzemy umowę o dzieło. W ramach tej umowy musimy przekazać nowemu pracodawcy 3 tysiące opisów programów komputerowych! Jeśli tego nie zrobimy albo zrobimy to nie tak, jak "pracodawca" sobie życzy, będziemy musieli zapłacić karę w wysokości 25 proc. wynagrodzenia. Czyli w tym przypadku 660 zł. Od umowy można odstąpić w ciągu 24 godzin, ale to z kolei oznacza, że musicie zapłacić karę w wysokości 67 zł.
 
Perypetie użytkowników Pobieraczka pokazały, że wyplątanie się z takiej sytuacji nie jest proste. Na to też liczą naciągacze, zakładając, że ludzie będą po prostu płacić, zamiast walczyć o swoje. Dlatego też najlepiej po prostu uważać. Czytać regulaminy, przeglądać dokładnie witryny, którym podajecie swoje dane, wpisywać ich nazwy w Google i szukać opinii na ich temat na forach internetowych. W przeciwnym razie łatwo można zostać wystrychniętym na dudka przez jakiegoś speca od "robienia internetów", który wykorzysta to, że nie macie pracy albo szukacie okazyjnych ofert.

Marta Wawrzyn

gadżetomania.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje