Po złoto na pożyczonych nogach - jutro sportu

Na czym polega cyberdoping? Czy zmodyfikowani biologicznie zawodnicy zmienią kiedyś oblicze sportu? Rozpoczynająca się w Londynie olimpiada może dać początek zupełnie nowej generacji sportsmenów.

Nie wszystkie dyscypliny sportu są odpowiednie dla każdego. Rzut oszczepem to test mięśni sportowców, biegi to popis ich wytrzymałości, natomiast wyścigi Formuły 1 ukazują m.in. maestrię mechaników bolidów. Podobnie jak w życiu: aby odnieść sukces w danej dziedzinie, potrzeba wrodzonego talentu, ciężkiej pracy i odrobiny sprytu. Badania naukowców już od dawna wspomagają walczących o medale współczesnych gladiatorów, chociaż tak naprawdę trudno ocenić ich wkład w olimpijskie złoto.

Hydrofobowy ślizg

Reklama

Dobrym przykładem może być tu kanadyjska drużyna bobsleistek, która na zimowych igrzyskach olimpijskich w 2010 r. w Vancouver zdobyła złot medal. Płozy bobslejów, na jakich startowała, zostały zaprojektowane w sposób ułatwiający utworzenie cząsteczkom hydrofobowym powierzchni ślizgu. Tym sprytnym manewrem zmniejszono tarcie, a pojazd jechał minimalnie szybciej.

Uczciwości kanadyjskich bobsleistek do tej pory nikt nie zakwestionował, chociaż podobnych technik próbowano użyć znacznie wcześniej. Naukowcy z NRD swego czasu zastosowali pomysł elektrycznego podgrzewanie płóz, dzięki czemu pojazd de facto sunął po wodzie, a nie po lodzie, co było zauważalne w osiąganych czasach. Technologii tej jednak zakazano ze względu na ingerencję w warunki przebiegu konkurencji, które dla wszystkich sportowców powinny być w miarę możliwości identyczne.

Podobny problem dotyczy większości sportów zimowych, w których zmniejszenie tarcia między powierzchnią łyżwy czy narty a śniegiem bądź lodem decyduje o końcowym sukcesie. Naukowcy z całego świata głowią się nad stworzeniem substancji, która zminimalizuje tarcie między dwoma powierzchniami stykowymi, co może zaowocować nie tylko złotym medalem sportowca, ale i Nagrodą Nobla dla badacza.

Pływający cyberdoping

Nie mniejsze kontrowersje powstały wokół nowoczesnych kostiumów LZR Racer, zaprezentowanych przez firmę Speedo w lutym 2008 r. Te opracowane we współpracy z naukowcami z NASA stroje wykonane zostały z lekkiej mieszanki lycry i nylonu. Zrezygnowano w nich z tradycyjnych szwów, dzięki czemu zmniejszono opór wody, w efekcie czego polepszono wyniki zawodników. W 2008 r. padło aż 108 rekordów świata, z czego 90 proc. w kostiumach Speedo. Tylko niektóre zostały zakwestionowane.

Światowa Federacja Pływacka (FINA) w 2009 r. wprowadziła nowe przepisy, które miały ograniczyć "wyścig zbrojeń" między producentami strojów pływackich. Zaledwie 17 dni po tym fakcie Therese Alshammar straciła swój rekord świata na 50 m motylkiem, ponieważ ubrała dwa kostiumy, podczas gdy zarządzenie ustalało, że sportowiec może mieć na sobie tylko jeden. Zjawisko to określono mianem "technologicznego dopingu".

Kostiumy Speedo LZR Racer są zgodne z przepisami FINA, jednak stosowanie konkurencyjnego BlueSeventy Nero Comp pierwotnie było zakazane. Dopiero po niewielkich modyfikacjach został on zaakceptowany przez Światową Federację Pływacką.

Na letnich igrzyskach olimpijskich w Londynie furorę mogą zrobić kostiumy Speedo FastSkin, przy projektowaniu których inspirowano się skórą rekina. Pojawiają się jednak opinie, że najnowsza linia kostiumów brytyjskiej firmy niewiele ma wspólnego z ichtiologią.

W toku eksperymentów George Lauder stwierdził, że kostium Speedo faktycznie poprawia wyniki sportowców, jednak nie poprzez zmniejszenie oporu ich ciał w wodzie. FastSkin wzmacnia postawę pływaka, a niewiarygodna szczelność kombinezonu poprawia krążenie. Ludzkie ciała są za mało elastyczne, by umożliwić nam poruszanie się jak rekiny, zatem sugestie o rybich inspiracjach projektantów Speedo Lauder radzi schować między bajki.

Sport to zdrowie

Postęp w medycynie i naukach pokrewnych rodzi obawy, że prędzej czy później sportowcy zechcą skorzystać z modyfikacji genetycznych lub technologicznych wszczepów polepszających ich wydajność. Tej machiny nie sposób zatrzymać, zwłaszcza w dobie wszechogarniającej miniaturyzacji. Przecież bez większych problemów do oka sportowca można wszczepić minikamerę poprawiającą wzrok, a do wnętrza ucha mikroskopijne głośniki wzmacniające słuch. Takie usprawnienia mogą stworzyć ogromną przewagę nad rywalami, choćby w sportach strzeleckich.

Nanotechnologia z kolei może być przyszłością medycyny, ale jednocześnie stać się zabójcą "czystego sportu". Naukowcom już udało się stworzyć mikroskopijne roboty, które - wprowadzone do krwioobiegu człowieka - są w stanie niszczyć komórki nowotworowe. Wykorzystanie tej taktyki do ewolucji technologicznego dopingu wydaje się być jedynie kwestią czasu.

Póki co nie ma wśród nas cyborgów, choć przypadek Oscara Pistoriusa każe na nowo zastanowić się nad definicją tego pojęcia. Ten urodzony w 1986 r. południowoafrykański biegacz zdobył do tej pory na paraolimpiadach cztery złote medale. W wyniku wrodzonych wad Pistorius stracił obydwie nogi, jednak nie przeszkodziło mu to w intensywnym uprawianiu sportu. Biegnąc na specjalnych protezach z włókna węglowego, seryjnie ustanawiał kolejne rekordy wśród niepełnosprawnych. Jego marzeniem od zawsze była jednak rywalizacja ze sprawnymi zawodnikami.

Po licznych badaniach biomechanicznych naukowcy stwierdzili, że protezy Pistoriusa dają mu dużą przewagę nad w pełni sprawnymi zawodnikami. Przełomowy okazał się jednak werdykt wydany 16 maja 2008 r. przez Trybunał Arbitrażowy przy Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, który zezwolił na start biegacza na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Decyzja ta nie oznaczała jednak powszechnego dopuszczenia osób niepełnosprawnych, którzy korzystają z pomocy nowych technologii, do rywalizacji ze zdrowymi. Każdy przypadek powinien być rozpatrywany osobno, choć Oscar Pistorius zapoczątkował pewnego rodzaju rewolucję.

Urodzony w Pretorii biegacz nie wystąpił ostatecznie na letniej olimpiadzie w Pekinie, gdyż nie spełnił postawionego mu warunku i nie pokonał dystansu 400 metrów w czasie 45,55 s. W swoim najlepszym czasie osiągnął on wynik o 0,7 s gorszy, co zaprzepaściło jego szanse na indywidualny start na igrzyskach.

To, co Pistoriusowi nie udało się w 2008 r., uda się teraz, gdyż biegacz znalazł się wśród 125 atletów wysłanych przez RPA na letnie igrzyska olimpijskie do Londynu.

Bez cyborgów, ale z pasją

Zmiany w sporcie są nieuniknione, a rozwój nauki i postęp technologiczny moment ten przybliżają. Mało prawdopodobne jest jednak, aby w najbliższej przyszłości na międzynarodowych imprezach sportowych zamiast stuprocentowych ludzi stawali ze sobą w szranki naszpikowani elektroniką zawodnicy. Poza tym pewne sporty mamy po prostu we krwi - nawet w najbardziej zdehumanizowanym świecie Europejczycy będą uwielbiać piłkę nożną, a Amerykanie zachwycać się kunsztem baseballu...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje