​Pierwsze drony przeznaczone do walki z tłumem

Zazwyczaj z dużym entuzjazmem podchodzę do wszelkich wynalazków związanych z robotyką i autonomicznymi maszynami. Sprzęt, który znalazł się w ofercie południowoafrykańskiej firmy Desert Wolf, skłania jednak do chwili zastanowienia. Czy technologiczny postęp, który dokonuje się na naszych oczach, zmierza w dobrym kierunku?

Republika Południowej Afryki to państwo, które przez dziesięciolecia rozwijało się w specyficznych warunkach. Izolacja narzucona przez społeczność międzynarodową z powodu segregacji rasowej sprawiła, że RPA musiała polegać na własnych siłach. Rezultatem było powstanie prężnie działających ośrodków badawczych związanych z przemysłem zbrojeniowym i nowoczesnymi technologiami. 

Reklama

Południowoafrykańska firma Desert Wolf podczas niedawnych targów w Johannesburgu zaprezentowała nietypowy sprzęt. Jest nim dron przeznaczony do walki z tłumem. Maszyna o nazwie Skunk Riot Control Copter to duży octocopter, zdolny do przenoszenia ładunku ważącego do 45 kilogramów. Na pokładzie zamontowano m.in. kamerę, system FLIR pozwalający na działania po zapadnięciu zmroku, reflektory oraz głośniki zapewniające komunikację z tłumem. Głównym atutem drona jest czterolufowe działko, wystrzeliwujące za pomocą sprężonego dwutlenku węgla pociski przypominające kulki stosowane w paintballu.

Rodzaj amunicji może być dobierany w zależności od sytuacji - od gumowych kul, których celem jest zadanie bólu, przez pociski z gazem, po kule wypełnione farbą, przeznaczone do oznaczania uczestników zamieszek. Skunk Riot Control Copter może przenosić do 4 tys. takich kul.

Producent zachwala swój sprzęt, zapewniając, że przy szybkostrzelności sięgającej 80 pocisków na sekundę dron jest w stanie zatrzymać dowolną demonstrację. Na wypadek gdyby to nie wystarczyło, zastosowano oprogramowanie pozwalające pojedynczemu operatorowi sterować jednocześnie formacją takich maszyn. Zestaw, który Desert Wolf oferuje swoim klientom, zawiera również sprzęt do stałego monitorowania operatora dronów. Jak zauważył dyrektor firmy Desert Wolf, Hennie Kieser: "Ludzie mają tendencję do ograniczania agresywnych zachowań, gdy tylko wiedzą, że są nadzorowani".

Pierwsza partia 25 dronów została już zamówiona. Odbiorcą jest klient spoza RPA, gdzie restrykcyjne przepisy nie pozwalają na użycie takich maszyn do walki z tłumem.

Z zainteresowaniem śledzę rozwój autonomicznych bojowych maszyn i sądzę, że w wielu sytuacjach ich zastosowanie nie tylko może mieć sens, ale też sprawi, że konflikty zbrojne staną się mniej krwawe, niż bywały dotychczas. W przypadku tej maszyny mam jednak wątpliwości. Z jednej strony można ją uznać za pożyteczny sprzęt, dzięki któremu policja będzie w stanie spacyfikować agresywny tłum bez narażania życia funkcjonariuszy. Z drugiej mam jednak obawy dotyczące użycia siły i strzelania do ludzi. Czy brak bezpośredniego kontaktu nie wpłynie na pochopność podejmowania takich decyzji? Łatwiej przecież nacisnąć przycisk w joysticku i obserwować efekty na ekranie, niż wycelować do kogoś i na własne oczy obserwować skutki strzału.

Nie sposób przewidzieć, jak będzie to wyglądało w praktyce i jakie skutki pociągnie za sobą stosowanie takich maszyn. Pierwsza partia ma wejść do służby na przełomie czerwca i lipca, więc niewykluczone, że niebawem usłyszymy o nich w relacji z jakichś demonstracji.

Łukasz Michalik

gadżetomania.pl

Dowiedz się więcej na temat: dron

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje