Reklama

Sarkofag nuklearny na Pacyfiku pęka. Może dojść do skażenia oceanu

Istnieje niebezpieczeństwo zanieczyszczenia Pacyfiku przez odpady radioaktywne pochodzące z prób jądrowych przeprowadzonych przez Stany Zjednoczone w latach 1946-1958. Zostało to ogłoszone podczas spotkania w Suwie, stolicy wyspiarskiego Fidżi. Informacje ujawnił António Guterres, Sekretarz Generalny ONZ.

Hildi Heinee, prezydent Wysp Marshalla, jest poważnie zaniepokojona tym, że istnieje ryzyko wycieku odpadów radioaktywnych, które zostały tam zatopione. Stan betonowej kopuły cmentarzyska szybko się pogarsza. Sekretarz generalny ONZ ostrzega przed około 85 tys. metrów sześciennych odpadów radioaktywnych, umieszczonych w gigantycznym kraterze utworzonym na wyspie Runit (Atol Eniwetok na Wyspach Marshalla) po próbie jądrowej w maju 1958 roku. Zrzucono tam skażoną ziemię i radioaktywne popioły z wielu innych wysp, na których zdetonowano ładunki jądrowe. Wszystkie te odpady zalano betonem o grubości zaledwie 45 cm.

Reklama

Miejscowi nazywają to radioaktywne miejsce trumną nuklearną. W betonie przez dziesięciolecia pojawiły się pęknięcia, które pod wpływem silnych tropikalnych cyklonów będą się powiększać. To z kolei może doprowadzić do całkowitego zniszczenia kopuły i wycieku radioaktywnych odpadów do oceanu.

"Wszyscy wiemy, że Pacyfik stał się miejscem destrukcyjnych testów jądrowych" - powiedział Guterres. "Konsekwencje tego były bardzo dramatyczne dla zdrowia ludzkiego i wód oceanicznych. Mieszkańcy regionu nadal potrzebują pomocy w eliminowaniu skutków testów jądrowych" - stwierdził.

Od 1946 do 1958 roku Pentagon przeprowadził na Wyspach Marshalla 67 testów broni jądrowej. W 1952 r. na atolu Eniwetok przeprowadzono pierwszą próbę bomby wodorowej. Najbardziej znany test o nazwie kodowej Bravo miał miejsce na tym samym atolu 1 marca 1954 r. Wybuchła wówczas bomba wodorowa o mocy 15 megaton, czyli tysiąc razy większej niż ta zrzucona na Hiroszimę w sierpniu 1945 r. Radioaktywny popiół osiadł na powierzchni ponad 18 tysięcy kilometrów kwadratowych. Według ministra zdrowia Wysp Marshalla, skażone miejsce pokryte były białą substancją proszkową. "Nikt nie wiedział, że były to opad radioaktywny i dzieci bawiły się w tej pianie" - wspominał. 

Wybuchy jądrowe spowodowały, że kilka wysp zostało dosłownie zniszczonych. Inne, według międzynarodowych ekspertów, prawie na zawsze pozostaną niezdatne do zamieszkania z powodu wysokiego poziomu promieniowania. Według rządu Wysp Marshalla, śmiertelność z powodu raka jest tam jedną z najwyższych na świecie.

Prace nad wyeliminowaniem skutków wybuchów jądrowych i odkażenia terytorium rozpoczęły się w 1977 roku. Cztery tysiące żołnierzy amerykańskich wysłano na Wyspy Marshalla w celu zebrania i zmagazynowania 73 tysięcy metrów sześciennych radioaktywnej gleby. Prace nad stworzeniem nuklearnego sarkofagu na wyspie Runit zostały zakończone w ciągu trzech lat. Sześciu uczestników tej operacji, na którą wydano 218 milionów dolarów, zmarło w trakcie pracy. Założono, że betonowy sarkofag stanie się tymczasową ochroną, dopóki nie zostanie wynaleziona bardziej niezawodna metoda usuwania odpadów jądrowych. Jednak w ciągu ostatnich czterdziestu lat nic w tej sprawie nie zrobiono.

Według doniesień mediów, wśród substancji radioaktywnych zakopanych na Runite jest m.in. pluton-239, którego okres półtrwania wynosi 24 100 lat. Eksperci twierdzą, że tylko dach nuklearnego sarkofagu jest wykonany z betonu, a jego ściany i dno są pochodzenia naturalnego. Dlatego nie mają wątpliwości, że woda morska przeniknęła już do wnętrza sarkofagu, a zniszczenie betonowej kopuły tylko pogorszy i tak już niebezpieczną sytuację. Tymczasem rząd Wysp Marshalla nie dysponuje żadnymi środkami na wzmocnienie pokrywy.

Zmianynaziemi.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje