Reklama

Przyczyny powstawania smogu w Polsce

W powszechnej świadomości dominuje przeświadczenie, że winę za złą jakość powietrza w naszym kraju należy położyć w pierwszym rzędzie na karb palenia nienadającymi się do tego odpadami. I choć śmieci bezwzględnie nie powinny trafiać do domowych pieców, to przyczyn powstawania smogu w Polsce jest znacznie więcej.

Ubóstwo przyczyną smogu?

Wydawałoby się, że palenie odpadami jest umotywowane przede wszystkim ekonomicznie. Jak jednak udowadniają dane zgromadzone przez autorów raportu "Poza kontrolą", opublikowanego w listopadzie br. na zlecenie Krakowskiego Alarmu Smogowego, jedynie w 15-30 proc. gospodarstw domowych śmieci wrzuca się do pieca z powodu biedy.

Reklama

W pozostałych przypadkach nie ubóstwo jest zatem główną przyczyną takiego stanu rzeczy, ale chęć pozbycia się nieczystości i poczynienia - bardzo przecież pozornych - oszczędności. Co jest o tyle niezrozumiałe, że w przeważającej większości odpadami palą ludzie o przynajmniej przeciętnych lub średnich dochodach, a niekiedy nawet osoby zamożne i dobrze uposażone.

Stare piece, złe paliwa

Okazuje się jednak, że największy (negatywny) wpływ na jakość polskiego powietrza mają dwa inne czynniki, które umykają zwykle uwadze opinii publicznej. Pierwszym jest niska jakość kotłów węglowych sprzedawanych w naszym kraju. Jak dowiedli uczeni z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, 70 proc. pieców trafiających na rodzimy rynek - tzw. "kopciuchów" - nie spełnia jakichkolwiek norm emisji czy bezpieczeństwa.

Jest to fakt o tyle zatrważający, że znajdują one co roku przynajmniej 200 tys. nowych nabywców, którzy - potwierdzają to statystyki - używają ich zwykle przez 10-20 lat. Można sobie tylko wyobrażać, jak takie kotły wyglądają i z jaką sprawnością pracują po 10 lub nawet 15 latach od zakupu, kiedy zaczną ulegać postępującej degradacji.

Czynnik drugi to niska jakość paliw stałych trafiających do indywidualnych konsumentów. Chodzi jednak nie tylko o to, że węgiel dostępny na większości składowisk nie utrzymuje swych parametrów lub jest zanieczyszczony niepożądanymi, często szkodliwymi dla zdrowia domieszkami.

Największym zagrożeniem wciąż bowiem pozostają miały, muły i flotokoncentraty, czyli odpady powstające w czasie produkcji samego węgla, zanieczyszczone często w dodatku metalami ciężkimi. Szacuje się, że choć ich udział w rynku paliw wynosił do niedawna niespełna 10 proc., to odpowiadały one za znaczną część zanieczyszczeń powietrza.

Nowe regulacje

Miały, muły i flotokoncentraty można było jeszcze do niedawna sprzedawać w Polsce bezkarnie i bez ograniczeń; problem dostrzeżono już jednak w wielu miejscach w kraju, wskutek czego od lipca tego roku węglem brunatnym, wilgotnym drewnem czy mułami oraz flotokoncentratami nie można już palić na przykład w Mazowieckiem i Łódzkiem.

W tych samych województwach zakazano także sprzedaży pieców niespełniających norm emisji wprowadzonych niedawno z inicjatywy Unii Europejskiej oraz wyznaczono okresy przejściowe, w których działające już instalacje trzeba będzie bezwzględnie wymienić (do 2023 r. "kopciuchy" powinny zniknąć ze wszystkich wyposażonych w nie gospodarstw domowych; do 2028 r. zniknąć też mają kotły węglowe niższych kategorii).

Kominki nie takie "czyste"?

Jakub Bartyzel i Katarzyna Smoleń z Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej AGH potwierdzili w ubiegłym roku to, co wielu z nas już przeczuwało. To mianowicie, że drewno nie jest "najczystszym" z dostępnych paliw (spalane uwalnia spore ilości pyłów PM10 i PM2,5), a palenie w kominku - nie jest najbardziej ekologiczną spośród wszystkich metod ogrzewania gospodarstw domowych.

Opierając się na badaniach przeprowadzonych na terenie Krakowa i innych miast małopolski, Jakub Bartyzel i Katarzyna Smoleń wskazują, że w dzielnicach, których mieszkańcy korzystają z kominków, stężenia pyłów zawieszonych w powietrzu są wyższe niż tam, gdzie się ich nie używa.

Kominki nie zatruwają jednak wyłącznie postronnych - są też sporym zagrożeniem dla ich użytkowników. Pomiary przeprowadzone przez uczonych z AGH dowodzą niezbicie, że jakość powietrza w pomieszczeniach z ogrzewaniem kominkowym potrafi być wielokrotnie gorsza niż choćby "na zewnątrz".

Główny winowajca

Za większość zanieczyszczeń odpowiedzialna jest więc, jak widać, tzw. niska emisja, czyli spaliny uchodzące z kotłów i pieców na paliwa stałe, których używa się w większości polskich gospodarstw domowych. Podczas gdy przemysł, transport i sektor energetyczny generują jedynie relatywnie niewielki odsetek wszystkich zanieczyszczeń powietrza, niska emisja stanowi bodaj jedno z największych zagrożeń dla stanu polskiego powietrza i, w konsekwencji, naszego zdrowia.

Ekspertyzy przedstawiane systematycznie przez Polski Alarm Smogowy wskazują, iż ponad 50 proc. pyłów PM10 oraz przeszło 80 proc. trującego benzo(a)pirenu pochodzi właśnie z niskiej emisji. A więc - nieco upraszczając - z tzw. sektora komunalno-bytowego. Okazuje się, że wątpliwą przyjemność oddychania zanieczyszczonym powietrzem fundujemy sobie, niestety, sami.

Walcz ze smogiem

Stanu powietrza w Polsce z dnia na dzień nie poprawimy. Przed jego szkodliwym wpływem na własne zdrowie możemy jednak chronić się na własną rękę. Warto się przede wszystkim zaopatrzyć w dobrą maskę antysmogową z wymiennymi filtrami (przyda się na spacery), a w mieszkaniu ustawić rośliny znane ze swoich antysmogowych właściwości (ich listę sporządziła NASA). W ten sposób szybko i odczuwalnie poprawimy swoje samopoczucie i komfort życia.

Filarem domowego systemu antysmogowego powinien się stać jednak sprawdzony oczyszczacz powietrza. Taki na przykład, jak Philips AC3259/10, oparty o system trzech niezależnych, wymiennych filtrów, usuwających do 99,97 proc. zanieczyszczeń (kurzu i zwierzęcej sierści, alergenów, przykrych zapachów, aerozoli atmosferycznych i cząstek PM10 i PM2,5) w pomieszczeniach o powierzchni nieprzekraczającej 47 m2.

Jeśli podłączymy go do domowej sieci WiFi i sparujemy z aplikacją zainstalowaną na naszym telefonie, będziemy go mogli nie tylko obsługiwać na odległość, ale zyskamy też dostęp do przeprowadzanych przez niego całodobowych pomiarów powietrza w naszym domu (są wykonywane nawet w trybie czuwania) oraz do danych pochodzących ze stacji pomiarowych rozlokowanych w naszej miejscowości.

Inwestycja wydaje się może, owszem, dość kosztowna, ale na swoim samopoczuciu na pewno pod żadnym pozorem nie powinniśmy oszczędzać. A oczyszczasz to sprzęt, który na rzecz naszego zdrowia będzie przecież pracował długie lata.



Tekst powstał we współpracy z firmą Philips.


INTERIA/materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje