Reklama

Lekarz wszczepił sobie krew obcej osoby, by uniknąć kary więzienia

​W latach 90. ubiegłego wieku, dr John Schneeberger przez siedem lat unikał skazania za napaść seksualną na kobietę i przybraną córkę, posuwając się do ekstremalnych środków, aby zmylić badania DNA dowodzące jego winy.

Reklama

31 października 1992 r. Candice Fonagy udała się do miejscowego szpitala w Kipling w Kanadzie w odwiedziny swojej przyjaciółki po kłótni ze swoim chłopakiem. Jej przyjaciółka nie pracowała tej nocy, ale pielęgniarka zasugerowała, że powinna zobaczyć się z lekarzem, biorąc pod uwagę stan, w jakim się wtedy znajdowała. Dr John Schneeberger zobaczył Fonagy i zalecił podanie środka uspokajającego. Spodziewała się pigułki, ale dostała zastrzyk, po którym natychmiast zdrętwiała.

Reklama

Jej pamięć od tego momentu była jak za mgłą, ponieważ podany jej lek - później ustalono, że był to midazolam - hamuje tworzenie nowych wspomnień, a także wywołuje senność i zmniejsza niepokój. Stosuje się go głównie przed zabiegami medycznymi lub u osób podłączonych do mechanicznych respiratorów w celu zmniejszenia świadomości.

Kobieta po ocknięciu się wierzyła, że była napastowana seksualnie przez lekarza i postanowiła zgłosić sprawę na policję. Obdukcja wykazała ślady nasienia, a także pozostałości po midazolamie w organizmie. 

Podczas przesłuchania dr Schneeberger zgłosił się na ochotnika, aby dostarczyć policji próbkę krwi, która miała zostać wykorzystana w badaniu DNA. Materiał genetyczny pobrany od lekarza i ten obecny u kobiety nie zgadzały się. Rok później policja zgodziła się jednak na ponowne przebadanie Schneebergera, tym razem pod nadzorem policji, a nie na podstawie dostarczonej próbki. Również w tym przypadku DNA nie pasowało. Po tym wydarzeniu, lokalna społeczność zaczęła wierzyć, że Fonagy skłamała w sprawie napadu, a nie mając żadnych dowodów, policja zakończyła śledztwo.

Dr Schneeberger twierdził, że lek, który podał Fonagy czasami powodował halucynacje związane z aktywnością seksualną. Wynajęła prywatnego detektywa, aby zdobyć próbkę DNA Schneebergera, która miała być przebadana w prywatnym laboratorium. Jednak krew nie jest najłatwiejszą próbką do zdobycia, więc śledczy wybrał łatwiejszą próbkę: jego pomadkę. Materiał pobrany z próbki pomadki pasował do próbki nasienia.

To wystarczyło, aby Fonagy rozpoczęła proces cywilny przeciwko Schneebergerowi. Lekarz zgodził się jeszcze raz na przeprowadzenie testu DNA w obecności policyjnych świadków. Technik próbował pobrać krew z palca lekarza, ale Schneeberger nalegał, aby pobrać ją z jego ramienia. Technik z trudem pobrał krew z jego żyły, mimo że była ona nabrzmiała, ale nie udało mu się uzyskać wystarczającej ilości DNA. 

W kwietniu 1997 roku, 15-letnia pasierbica Schneebergera zgłosiła się na policję, aby powiedzieć, że mężczyzna robił jej zastrzyki w nocy, a następnie wielokrotnie ją napastował. Tym razem, kiedy policja go przesłuchiwała, pobrała próbki jego włosów i krew z palca.

W przeciwieństwie do krwi z jego ramienia, to DNA idealnie pasowało do próbki nasienia uzyskanej po napadzie na Fonagy. Mieli właściwego człowieka, ale pozostawało oczywiste pytanie: dlaczego DNA pasowało dopiero teraz?

Podczas procesu dr Schneeberger przyznał się do swojej metody unikania oddania próbki własnej krwi. Dostarczył policji krew innego pacjenta, którą przechowywał we własnym ramieniu. Do swojego ramienia wszczepił 15-centymetrowy dren Penrose'a, który zawierał krew innego mężczyzny oraz antykoagulanty, aby nie uległa ona zbytniemu rozkładowi. 

Ława przysięgłych skazała mężczyznę na sześć lat więzienia.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: próbka krwi | krew | pobieranie krwi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje