Reklama

Amerykanie muszą oszczędzać, a wydadzą miliardy na modernizację arsenału atomowego

Pentagon, który boryka się z największymi cięciami budżetowymi od ponad 10 lat, wydał właśnie 10 mld dol. na modernizację broni jądrowej w Europie. Jakie są kulisy tego kontrowersyjnego przedsięwzięcia?

Reklama

Tak źle nie było w Pentagonie od przeszło 10 lat, a następna dekada jest zapowiedzią kolejnych ogromnych oszczędności - rzędu pół biliona dol. Tylko w ubiegły wtorek szef sztabu armii Stanów Zjednoczonych zapowiedział drastyczne zmniejszenie liczby wojsk. Na razie wszystko pozostaje w rękach Kongresu, który na cofnięcie podjętych decyzji ma jeszcze kilka tygodni. W obliczu trudnej sytuacji finansowej, trudno było przypuszczać, że coraz biedniejszy Pentagon zdecyduje się na tak kosztowną modernizację znajdującej się w Europie broni atomowej.

Reklama

Chodzi o taktyczno-strategiczne bomby B61, których historia sięga 1965 roku. Kontrakt na unowocześnienie śmiercionośnego arsenału obejmuje szereg usprawnień określanych mianem "12. modyfikacji". Nie wiadomo jakie zmiany zostaną wprowadzone, ale B61 staną się po nich najnowocześniejszą i najbardziej precyzyjną bronią masowego rażenia. Pentagon podkreśla, że ta część arsenału atomowego musi być gotowa do wojny w każdej chwili.

Przeciwko komu Amerykanie zamierzają wykorzystać pokaźną liczbę bomb? Czy Stany Zjednoczone wciąż boją się Rosji? A może chodzi o ewentualne zagrożenie ze strony Iranu lub Korei Północnej?

- Dalsze wsparcie finansowe jest niezbędne dla długoterminowego bezpieczeństwa, obrony i  skuteczności naszego narodu w środkach odstraszania nuklearnego - powiedział w ubiegłym roku Kongresowi generał Robert Kehler, szef Amerykańskiego Dowództwa Strategicznego.

W całej historii rozwoju B61 usunięto z niej wiele kluczowych elementów, w tym radioaktywny gaz trytowy. Część starszego arsenału wycofano już z Europy.

- Starsze części oznaczają mniejsze bezpieczeństwo broni. 60 lat bez ani jednej przypadkowej detonacji. Chcemy utrzymać ten trend - powiedział John Noonan, były oficer Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, związany z pociskami nuklearnymi.

Niezależni eksperci twierdzą, że zabezpieczenie przed korozją i rozkładem to tylko niewielka część całego przedsięwzięcia, która pochłonęłaby maksymalnie 2-3 mld dol. Jedna ze zmian może dotyczyć systemu kontrolującego wybuch. Chodzi o spadochrony, na których opadają ładunki. Bez nich spotkają się one z ziemią zbyt szybko, a w konsekwencji samolot nie zdąży odlecieć na bezpieczną odległość. Jedna z kontroli przeprowadzonych w Pentagonie wykazała, że 15 z 29 zmian, którymi mają być objęcie B61 są "technologicznie niedojrzałe". Zwolennicy twierdzą, że zwłoka tylko podniesie koszty całej modernizacji.

- Unowocześnienie broni jest drogie, ponieważ ciągle je opóźniamy - komentuje Noon.

Aktualnie nie wiadomo ile miliardów pochłonie modernizacja. W maju przewidywano, że wszystko zamknie się w 6 mld dol., ale już dwa miesiące później zrobiło się z nich 10 mld. A to niecałe dwie-trzecie tego, co Pentagon zamierza przeznaczyć na unowocześnienie arsenału atomowego w ciągu najbliższych 20 lat.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje