Reklama

Operacja Able Archer 83 mogła doprowadzić do wojny nuklearnej

30 lat temu Stany Zjednoczone i Związek Radziecki były o krok od rozpoczęcia wojny nuklearnej – tak wynika z raportów wywiadu odtajnionych przez CIA, NSA i KGB.

Zimna wojna -będąca ideologiczną, polityczną i militarną rywalizacją pomiędzy dwoma największymi mocarstwami - mogła przeistoczyć się w kolejny potężny konflikt na skalę światową. Jednak najbardziej dramatyczne wydarzenia rozegrały się na przestrzeni dziesięciu listopadowych dni 1983 roku. Wystarczyłaby wówczas jedna niewłaściwa lub pochopnie podjęta decyzja, aby Stany Zjednoczone i Rosja rozpoczęły wojnę atomową. Wszystko przez paranoję, strach i źle interpretowane wiadomości od agentów wywiadów obu krajów.

RJAN i PSYOP

Reklama

W pierwszych miesiącach rządów Ronalda Reagana Amerykanie rozpoczęli operacje psychologiczne (PSYOP) wymierzone przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Od 1981 do 1983 roku siły NATO podpływały do radzieckich baz morskich, a amerykańskie samoloty były bliskie naruszenia radzieckiej przestrzeni powietrznej. W najgorętszym okresie takie manewry odbywały się nawet kilka razy w tygodniu, ale zawsze w nieregularnych odstępach czasu. To dodatkowo potęgowało niepokój.

"Ich celem było nie tyle zasygnalizowanie zamiarów, co próba przewidzenia reakcji wroga. Program miał także uwidocznić luki w radzieckim wywiadzie i systemie ostrzegania. Oni nie wiedzieli, co to wszystko oznacza. Eskadra leciała prosto w sowiecką przestrzeń powietrzną, radary rozświetlały się, a jednostki stawiano w stan gotowości bojowej. Wtedy w ostatniej chwili eskadra zawracała" - wspomina dr William Schneider, były podsekretarz stanu do spraw pomocy wojskowej i technologii.

W maju 1981 roku na zamkniętym posiedzeniu KGB  Leonid Breżniew i Jurij Andropow ogłosili zamiar monitorowania działań Amerykanów w celu zapewniania wczesnego ostrzegania przez ewentualnym atakiem - szczególnie przy użyciu broni atomowej. Drugi z nich bez ogródek stwierdził, że USA przygotowują się do niespodziewanego ataku nuklearnego na ZSRR. Tego dnia KGB i GRU połączyły siły i rozpoczęły operację RJAN (jest to rosyjski akronim, który można przetłumaczyć jako: Rakietowy Atak Nuklearny).

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że operacja RJAN była następstwem amerykańskiego programu PSYOP. Świadczą o tym chociażby daty - akcje psychologiczne rozpoczęły się w lutym 1981 roku, a wspomniane posiedzenie KGB w maju. Jednak dokumenty amerykańskiego wywiadu wydają się temu zaprzeczać i wskazują jednocześnie na "nienormalny strach Sowietów przed konfliktem ze Stanami Zjednoczonymi" - czytamy w odtajnionych dokumentach z 1984 roku.

"Gwiezdne Wojny"

Jawna fala strachu i napięcia wybuchła 23 marca 1983 roku, kiedy prezydent Reagan ogłosił Inicjatywę Obrony Strategicznej (SDI), którą media nieprzypadkowo ochrzciły mianem "gwiezdnych wojen". Był to plan umieszczenia na Ziemi i w przestrzeni kosmicznej laserowych systemów antybalistycznych, w celu utworzenia tarczy dla amerykańskich rakiet. Dokładnie cztery dni po wystąpieniu Reagana Andropow oskarżył USA o przygotowywanie pierwszego uderzenia na ZSRR i zapewnił, że Reagan "wymyśla nowe plany, w jaki możliwie najlepszy sposób rozpocząć wojnę nuklearną z nadzieją wygrania jej".

W swoich wypowiedziach Andropow otwarcie mówił o możliwości wykorzystania przez Amerykanów broni jądrowej. I po raz pierwszy od 1953 roku najwyższy radziecki przywódca powiedział swojemu narodowi, że świat jest na krawędzi nuklearnej zagłady.

"Obrona umieszczona w przestrzeni kosmicznej może otworzyć wrota rozpędzonego wyścigu wszystkich typów broni strategicznej - zarówno ofensywnej jak i defensywnej. Związek Radziecki nigdy nie zostanie przyłapany bezbronny przez jakiekolwiek zagrożenie. Angażowanie się w to jest nie tylko nieodpowiedzialne, ale także szalone. Działania Waszyngtonu stawiają cały świat w obliczu niebezpieczeństwa" - powiedział w swoim przemówieniu Andropow.

Ofiary Zimnej Wojny

1 września 1983 roku miała miejsce tragedia, która gwałtownie pogorszyła stosunki pomiędzy oboma państwami. Tego dnia rosyjskie myśliwce Su-15 wystrzeliły dwa pociski powietrze-powietrze w kierunku koreańskiego samolotu pasażerskiego Boeing 747 z 269 osobami na pokładzie - był to słynny lot KAL 007.

Sowieckie samoloty zostały poderwane do lotu po tym, jak boeing należący do południowokoreańskich linii lotniczych z niewiadomych przyczyn naruszył przestrzeń powietrzną ZSRR. Maszyna była śledzona przez godzinę, a rozkaz do wydania ataku padł na moment przed opuszczeniem powietrznego terytorium - po drugim już przelocie nad Sachalinem. Maszyna została zestrzelona prawdopodobnie w przestrzeni międzynarodowej.

Prezydent Reagan określił to zdarzenie mianem "aktu barbarzyństwa". W następstwie rozpoczęła się głośna kampania mająca na celu ukaranie ZSRR poprzez różnego rodzaju komercyjne bojkoty, procesy sądowe i zakazy lądowania samolotów radzieckich linii Aerofłot.

Na oficjalne stanowisko ZSRR czekano 3 dni. Ostatecznie władze państwa uznały, że podjęte działania były racjonalne i zgodne z procedurami, a jednostki tak naprawdę nie wiedziały, z czym mają do czynienia. W tajnym memorandum z 1992 roku czytamy, że lot 007 był prowokacją, starannie przygotowaną przez amerykańskie służby specjalne. Miał na celu zgromadzenie danych na temat obrony powietrznej na Dalekim Wschodzie i wywołanie globalnej kampanii przeciwko Związkowi Radzieckiemu.

"Ta wyrafinowana prowokacja, zorganizowana przez amerykańskie służby specjalne i przy użyciu samolotu Korei Południowej, jest przykładem skrajnego awanturnictwa w polityce. Rzeczowo wyjaśniliśmy nasze działania. Winę ponoszą organizatorzy - bez względu jak bardzo przekręcą fakty albo jak wiele fałszywych historii nam dadzą. Sowieckie przywództwo wyraża ubolewanie w związku ze stratą ludzkiego życia, które było wynikiem bezprecedensowego aktu sabotażu. Wszystko spoczywa na sumieniu tych, którzy roszczą sobie prawo do nieuwzględniania suwerenności państw i nienaruszalności granic, tych którzy zaplanowali i przeprowadzili tę prowokację, tych którzy dosłownie następnego dnia  podbiegli przeforsować w Kongresie ogromne środki na wojsko i teraz z satysfakcją zacierają ręce" - czytamy w oficjalnym dokumencie z 29 września 1983 roku.

Able Archer 83

2 listopada 1983 roku NATO rozpoczęła ćwiczenia-symulacje o kryptonimie Able Archer 83. Ich celem była symulacja zachowania europejskich dowództw na wypadek użycia broni nuklearnej. Niestety, w obliczu wydarzeń poprzedzających ćwiczenia oraz nastrojów panujących w ZSRR, wielu tamtejszych dowódców uwierzyło, że Able Archer to przykrywka dla prawdziwego ataku.

"W napiętej atmosferze wytworzonej przez kryzysy i retorykę ostatnich kilku miesięcy KGB stwierdził, że amerykańskie siły zbrojne zostały postawione w stan gotowości i może nawet rozpoczęło się odliczanie do wojny. Świat nie stanął na krawędzi wojny nuklearnej podczas operacji RJAN. Ale podczas Able Archer tak, i choć nikt o tym nie wiedział, była ona przerażająco blisko - na pewno bliżej niż kiedykolwiek od czasów kryzysu kubańskiego w 1962 roku" - tak opisuje te wydarzenia Oleg Gordijewski, były oficer KGB i podwójny agent pracujący dla MI6.

Podejrzenia ZSRR wzbudziła również duża ilość zaszyfrowanych informacji przesyłanych pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią - dopiero później wyszło na jaw, że nie miała żadnego związku z ZSRR. Jednak najbardziej znaczące okazało się przejście przez wszystkie stopnie poziomu gotowości bojowej (DEFCON) NATO. Przy czym ostatni z nich - 1 - oznaczał najwyższą, zarezerwowaną dla ataku na siły USA poza granicami kraju lub w jego obrębie. Dla ZSRR było oczywiste, że atak nie może wyjść ze strony USA, więc natychmiast postawiono cały arsenał jądrowy w stan gotowości i czekano na kolejne przejawy wrogich działań Stanów Zjednoczonych.

Ostatecznie ćwiczenia zakończyły się 11 listopada, a wraz z nimi groźba wojny atomowej.

"Kilka tygodni po Able Archer 83 jednostka CIA w Londynie poinformowała - prawdopodobnie na podstawie informacji przekazanych Brytyjczykom przez Gordijewskiego - że Sowieci byli poważnie zaniepokojeni realną możliwością przygotowywania przez Stany Zjednoczone ataku nuklearnego. [Narodowy Doradca ds. Bezpieczeństwa]Robert McFarlane, który odebrał raporty w Białym Domu, początkowo zbagatelizował je, twierdząc, że stanowią one raczej element sowieckiej taktyki zastraszania niż dowód rzeczywistych obaw ZSRR co do intencji Amerykanów, i podzielił się tym wnioskiem z prezydentem Reaganem. Jednak dokładniejsze badania przesłane do Białego Domu w 1984 roku przez dyrektora CIA Williama Casey’a - częściowo oparte na sprawozdaniach podwójnego agenta Gordijewskiego - miały trzeźwiący efekt. Regan z grobową powagą zapytał McFarlane’a: "Myślisz, że oni naprawdę w to uwierzyli?  Nie wiem, jak mogli w to uwierzyć, ale to jest coś, co daje do myślenia" - czytamy w odtajnionych raportach CIA.

Jakub Płaza

INTERIA.PL

Reklama