Reklama

Katastrofa Ethiopian Airlines 961 – najdziwniejsze porwanie samolotu uchwycone na wideo

Co stało się na pokładzie lotu 961? /AFP

Bomba na pokładzie okazała się butelką alkoholu, a sam kapitan błagał porywaczy o możliwość kontaktu z pasażerami. Co dokładnie wydarzyło się w Boeingu 767 lecącego z Addis Ababy do Nairobi? Jego moment katastrofy został złapany na materiale wideo. Technologie pomogły w dokładnym przeanalizowaniu całego zajścia i prowadzeniu śledztwa po tragicznym wydarzeniu.

Nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy. Boeing 767-200ER należący do afrykańskich linii lotniczych Ethiopian Airlines czekał na lotnisku na pasażerów, którzy mieli przesiąść się z innego, opóźnionego lotu. O odpowiednie procedury na pokładzie dbał kapitan Leul Abate, doświadczony pilot z ponad 11 tys. wylatanych godzin. Pierwszy oficer, Yonas Mekuria również nie ustępował doświadczeniem swojemu starszemu koledze - Mekuria posiadał na swoim koncie ponad 6,5 tys. godzin w powietrzu.

Reklama

23 listopada 1996 roku, o godzinie 8:09 czasu lokalnego, Boeing 767 wzniósł się w powietrze i rozpoczął standardowe wznoszenie do swojej docelowej wysokości przelotowej. Zaledwie dwadzieścia minut później, o 8:29, wydarzenia w samolocie Ethiopian Airlines 961 przyprawiły pasażerów o szybsze bicie serca. Nie przez dekompresję, nie przez niespodziewany manewr, a przez porwanie. Jak zdradza oficjalny raport z katastrofy, około 8:29 trzech pasażerów na pokładzie wstało, z czego jeden z nich pobiegł przejściem w kierunku kokpitu, a dwóch z nich wykrzykiwało komunikaty w trzech różnych językach. Mężczyźni byli młodzi, na oko nie więcej niż dwadzieścia lat każdy. Pasażerowie, którzy przeżyli katastrofę opisali ich później jako słabych psychicznie i nietrzeźwych.

Trójka mężczyzn poinformowała, że jeśli Boeing 767 nie zostanie skierowany w kierunku Australii, wtedy też wysadzą oni całą maszynę w powietrzę. Napadając na kokpit, jeden z mężczyzn zmusił pierwszego oficera do nadania komunikatu do pasażerów:

- Wszyscy niech pozostaną na miejscach, mam bombę.

Kapitan Leul Abate próbował wyjaśnić porywaczom, że podróż do Australii jest niemożliwa - głównie ze względu na ilość paliwa. W zbiornikach było około jednej czwartej docelowej wartości, która pozwoliłaby na tak daleką podróż. Porywacze nie chcieli ustąpić. Jeden z nich skomentował słowa kapitana twierdzeniem, iż magazyn lotniczy, który czytał wskazywał na to, że Boeing 767 jest w stanie przelecieć 11 godzin na pełnym baku.

Kapitan Abate próbował wziąć sprawy w swoje ręce. Zamiast lecieć w kierunku Australii, Abate spróbował oszukać porywaczy i skierował samolot wzdłuż afrykańskiego wybrzeża, na otwartych wodach. Celem miały być Wyspy Komory, które leżą w połowie drogi między Madagaskarem, a kontynentem afrykańskim. Abate liczył na to, że porywacze nie odnajdą się w przestrzeni i zaufają jego intencjom. Jeden mężczyzna został w kokpicie, podczas gdy pozostała dwójka wróciła do kabiny pasażerskiej.

Podczas zbliżania się do grupy wysp, w samolocie Ethiopian Airlines zaczynało brakować paliwa. Kapitan Abate pozwolił sobie na komentarz, jednak porywacze nie chcieli go słuchać. Abate zaczął okrążać okolice mając nadzieję na to, że uda mu się wylądować na głównym lotnisku Komorów. Około godziny 11:41, trzy i pół godziny po starcie, w samolocie zaczęło brakować paliwa - prawy silnik Boeinga 767 wyrzucił z siebie płomienie i przestał działać. Porywacz siedzący w kokpicie wyszedł do swoich towarzyszy, a sam kapitan postanowił skorzystać z okazji i nadał komunikat do pasażerów.

- Panie i Panowie, mówi kapitan, zabrakło nam paliwa i straciliśmy jeden silnik. Spodziewamy się awaryjnego lądowania. To wszystko, co mam do powiedzenia. Straciliśmy jeden silniki proszę... o reakcję... na porywaczy.

Słysząc ten komunikat, jeden z porywaczy biegiem wrócił do kopitu i wyrwał kapitanowi mikrofon z ręki. Chwilę później, z lewego silnika wydobyło się kilka płomieni. Boeing 767 Ethiopian Airlines zamienił się w ogromny, ciężki szybowiec.

CVR, czyli rejestrator głosu w kokpicie zarejestrował rozmowę kapitana z porywaczem. Kierujący samolotem błagał porywacza o możliwość kontaktu z pasażerami. Już wtedy, Abate wiedział, że wszyscy mogą umrzeć. Mimo to, porywacz nalegał, aby kapitan skierował samolot nosem w dół, tym samym zmuszając maszynę do pikowania w kierunku ziemi.

- To bez różnicy! Ze względu na moją odpowiedzialność pasażerowie muszą wiedzieć co się dzieje! To bez różnicy! Umrzemy! Pozwól mi mówić do pasażerów...

W tym momencie rejestratory głosu w kokpicie przestały działać w związku z brakiem napięcia spowodowanym wyłączeniem się silników.

Leul Abate próbował wykonać awaryjne lądowanie na międzynarodowym lotnisku Księcia Saida Ibrahima na Wielkich Komorach. Walka z porywaczami do ostatniej chwili spowodowała, iż stracił on wzrokowy punkt odniesienia i nie był w stanie zlokalizować lotniska. Opadając coraz szybciej, kapitan zdecydował się na lądowanie na płytkich wodach, blisko plaży Mitsamiouli.

Na kilka sekund przed kontaktem z wodą, samolot przechylił się w lewo o około dziesięć stopni, tym samym zahaczając lewym silnikiem i końcówką skrzydła o wodę. Silnik spowolnił lewą stronę samolotu, powodując nagłe jego przechylenie i rozpad. Samolot rozleciał się na części - 125 ze 175 osób znajdujących się na pokładzie zginęło. Przed lądowaniem napełnili oni swoje kamizelki, co uniemożliwiło im wydostanie się z maszyny, kiedy zaczęła ona nabierać wody. Około 80 pasażerów zostało uwięzionych w środku Boeinga 767 tonąc, jeszcze zanim służby ratunkowe zdołały do nich dotrzeć.

W katastrofie Ethiopian Airlines 961 przeżył zarówno kapitan, jak i pierwszy oficer. Po rehabilitacji obaj wrócili do służby. Jak wykazał raport z finalnego śledztwa dotyczącego katastrofy, rzekoma bomba na pokładzie była niczym więcej niż sprytnie ukrytą butelką alkoholu. Kawałkiem szkła, przez które życie straciło ponad 100 osób. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ethiopian Airlines | katastrofa lotnicza