Reklama

Zamrożeni. Powstaną z martwych

Krionika. Słowo, którego już samo brzmienie generuje przeszywające plecy ciarki. Nie bezpodstawnie, bo krionika to technika zamrażania ciał ludzi, których współczesna nauka nie jest w stanie utrzymać przy życiu standardowymi metodami. Zawieszeni w specjalnych komorach z ciekłym azotem oczekują na cud i medyczne wskrzeszenie.

Pacjenci chorzy na raka, z niewydolnym sercem czy sparaliżowani - wszystkich ich starania lekarzy wyrywają z objęć śmierci. Współczesna medycyna bez większego wysiłku przedłuża życie milionom ludzi. Medycyna przyszłości będzie przywracać do życia zmarłych.

Ratunek czy biznes?

Reklama

Właśnie taki cel przyświecał twórcom krioniki, której rozwój rozpoczął się w latach 50. ubiegłego wieku. Kiedy po raz pierwszy zamrożono byczą spermę w celu sztucznej inseminacji krów, a Robert Ettinger zamiast pochówku sugerował hibernację, mało kto wierzył, że właśnie w niskich temperaturach może kryć się klucz do nieśmiertelności. Modę na hibernację zainicjowała napisana w 1965 r. "Szansa na nieśmiertelność" Ettingera, przeczytawszy którą wystarczająco bogaci Amerykanie zaczęli się zamrażać. Pierwszym zahibernowanym człowiekiem był w 1967 r. zmarły na raka płuc w wieku 74 lat James Bedford. Plotką jest natomiast, że temu procesowi poddał się sam Walt Disney.

Pierwszą firmą oferującą usługi hibernacji była powstała w połowie lat 60. Cryonics Society of California. Niestety, firma dosyć szybko zbankrutowała, a klienci, którzy zdążyli poddać się zabiegowi... roztopili się. Dziś podobnych organizacji są dziesiątki, szczególnie w USA. Zamrozić może się każdy, pod warunkiem, że ma odpowiednio dużo pieniędzy. Roczna składka wynosi od 120 do 360 dol., a kompleksowa usługa kosztuje ponad 28 000 dol. za zamrożenie samej głowy lub 120 000 za całe ciało. Chętnych nie brakuje, może dlatego, że studenci mogą liczyć na całkiem spore zniżki...

Życie w lodówce

Krionika zakłada, że bezpośrednio po śmierci ciało człowieka zostaje zamrożone i jest przetrzymywane w takim stanie, do czasu stworzenia "lekarstwa na śmierć". Proces ten musi zostać przeprowadzony jak najszybciej po zatrzymaniu akcji serca i krążenia (śmierć kliniczna), póki jeszcze występuje aktywność mózgowa. Przez krótki odcinek czasu do mózgu jest bowiem dostarczany tlen i składniki odżywcze. To pozwala mu przetrwać do momentu krioprezerwacji.

Ciało zamrażane jest w ciekłym azocie i utrzymywane w temperaturze -196 stopni Celsjusza, w której zastopowaniu ulegają wszystkie reakcje biochemiczne. Niezwykle ważne jest, by proces zamrażania następował bardzo szybko (kilka stopni na sekundę), bo dzięki temu zapobiega się wytrącaniu rozsadzających od środka komórki kryształów lodu. Krew zastępuje się płynem z gliceryną, który zapobiega niszczeniu tkanki. Ciało umieszcza się w hermetycznie zamkniętym pojemniku ze stali nierdzewnej, zwanym termosem. Co ciekawe, zamrożony pacjent jest w pozycji nogami do góry, co w razie usterki i wzrostu temperatury, ma zapobiegać uszkodzeniu najważniejszej części ciała, czyli głowy i znajdującego się w niej mózgu.

Czasami jednak osoba oddająca się krioprezerwacji, decyduje się na zamrożenie samego mózgu, a nie całego ciała. Jest ono tańsze i bezpieczniejsze. Pacjent wychodzi z założenia, że jeżeli kiedyś medycyna będzie na tyle zaawansowana, by przywracać do życia zamrożonych ludzi, to tym bardziej będzie w stanie zrekonstruować "nowe" ciało. Sklonowanie ciała z próbek zamrożonego DNA wcale nie brzmi bardziej szalenie niż wskrzeszanie zahibernowanych ludzi.

Najnowsze dane wskazują, że w Stanach Zjednoczonych jest już zamrożonych ok. 150 całych ciał i ponad 80 głów lub samych mózgów. A po amerykańskiej ziemi stąpa sporo ponad 1000 osób, które formalnie zadeklarowały chęć oddania się w objęcia krioniki po swojej fizjologicznej śmierci.

(Nie) Wszystko umiera

Krionika wzbudza ogromny entuzjazm z trzech powodów.

Po pierwsze: zanim pacjent zostanie poddany krioprezerwacji musi zostać oficjalnie uznany za zmarłego. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że do tego momentu jego mózg będzie już nieodwracalnie uszkodzony, chyba że zostaną zastosowane metody pośmiertnego dotlenienia mózgu. Są to techniki w pełni etyczne i zgodne z normami medycznymi, ale muszą zostać podjęte w odpowiednim czasie i przez wyspecjalizowanych fachowców.

Po drugie: ochłodzenie ciała do temperatury -196 stopni Celsjusza spowalnia wszystkie procesy biochemiczne zachodzące w komórkach i tkankach, ale działają one na minimalnym poziomie energetycznym. W ten sposób nie dochodzi do ich obumarcia, choć pacjent formalnie jest martwy.

Po trzecie, i chyba najważniejsze: poddające się krioprezerwacji, nawet nieuleczalnie chore osoby, wierzą, że medycyna kiedyś będzie na tak zaawansowanym poziomie, że pokona dręczące ich dolegliwości. A nawet jeżeli nie, to nanotechnologia pozwoli na stworzenie syntetycznego ciała i przeniesienie do niej świadomości. Krionika daje ludziom nadzieję, że nie wszystko umiera.

Zwitryfikowani

Jeżeli temperatura ciała człowieka spadnie poniżej -5 stopni Celsjusza, zawarta w komórkach woda zamarza i tworzy kryształy lodu. Mimo że lód jest mniej gęsty, niż woda w stanie ciekłym, to zajmuje więcej przestrzeni. Gromadząca się w komórkach woda napiera na błony komórkowe i może powodować ich implozję. Krionika ma narzędzie pozwalające na zapobiegnięcie temu procesowi. Wystarczy zastosować krioprotektany, które w dużych stężeniach całkowicie uniemożliwiają formowanie się kryształów lodu. Ochłodzenie i utwardzanie bez zamrożenia (czyli fizycznego procesu formowania się lodu) to witryfikacja.

Pierwsze krioprotektany zdolne witryfikować przy powolnym ochładzaniu, mające na celu przeżywalność tkanek, wynaleźli pod koniec lat 90. ubiegłego wieku Gregory Fahy i Brian Wowk. Pracowali oni nad substancjami wykorzystywanymi do przechowywania organów do przeszczepów. Szybko środki te zostały zastosowane w krionice, gdyż są one w stanie witryfikować niektóre części ludzkiego ciała, szczególnie mózg. Przynajmniej w teorii.

- Jak na razie nie ma żadnego dowodu, że jesteśmy w stanie witryfikować ludzkie narządy w całości. Wiemy, że udaje się to w przypadku prostych tkanek czy naczyń krwionośnych, ale nie mamy pewności, co dzieje się w większych strukturach. Mniejsze rozmiary sprawiają, że łatwiej kontrolować ochładzanie i pozwalają właściwie rozproszyć krioprotektant - powiedział Dayong Gao, kriobiolog z Uniwersytetu Waszyngtońskiego.

Obecnie prace nad witryfikacją mózgu i całego ciała prowadzą fundacja Alcor oraz Cryonics Institute. W tej drugiej firmie, pacjent decydujący się na krioprezerwację, ma możliwość wyboru czy oprócz witryfikacji głowy, zależy mu na perfuzji reszty ciała, czy kwestię tę pozostawia w gestii Cryonics Institute.

Na przełomie 2004 i 2005 r. specjaliści z Cryonics Institite zastosowali mieszanki witryfikującej opracowanej przez kriobiologa Jurija Piczugina. Zastosowano wówczas nową procedurę polegającą na witryfikowaniu głowy połączonej z ciałem, które zostało zamrożone bez jakichkolwiek krioprotektantów.

- Nie wiemy czy definitywnie nie zabijamy naszych pacjentów podczas procesu witryfikacji, ponieważ odpowiedzi znajdują się w stalowych kanistrach wypełnionych ciekłym azotem. Dopóki nie ożywimy kogoś poddanego krioprezerwacji, nie będziemy mieli pewności czy to w ogóle działa. A może cała ta krionika to jedna wielka pomyłka? - zasugerował Gao.

Talitha cumi

Jeszcze przez długi czas nauka nie będzie znała bezpiecznej metody odmrożenia ludzkiego ciała wprowadzonego w hibernację. Nie wiadomo kiedy, o ile kiedykolwiek, będzie to możliwe. Najwięcej pytań bez odpowiedzi pozostaje w kontekście mózgu. Czy w odmrożonym organ będzie miał zachowaną pamięć, świadomość i osobowość? A może wszystko to zostanie wymazane podczas witryfikacji, a my narodzimy się na nowo, tabula rasa? Poza tym pozostają masa pytań natury psychologicznej: czy "obudzony" człowiek będzie potrafił odnaleźć się w zupełnie innym świecie, pamiętając utracone życie?

- Subtelne właściwości sieci neuronowych są nierówne. Niektóre z połączeń mózgu są kluczowe, podczas gdy inne mogą zostać utracone. Ale nie wiemy, które są które. Jeżeli będziemy w stanie rozwiązać ten problem i uchronić mózg przed uszkodzeniem, krioprezerwacja spełni swoje zadanie. Po udanym wybudzeniu osoby przeżyją prawdziwą podróż w czasie, w przyszłość - powiedział Martin Ingvar, neurolog z Instytutu Karolinska w Sztokholmie.

Obecnie naukowcy potrafią zamrozić i ożywić ludzkie embriony, co jest standardowo wykorzystywane przy zapłodnieniu in vitro. Mimo że poczyniono już pewne kroki w tym kierunku, to ze stanu pełnego zamrożenia nie udało się wybudzić żadnego ssaka.  W 1992 r. uśpiono gibona, którego krew zastąpiono specjalnym płynem, a następnie umieszczono go w wannie z lodem, wprowadzając w stan hipotermii. Po godzinie zwierzę wróciło do życia bez żadnych skutków ubocznych. Takich eksperymentów nie przeprowadzono (przynajmniej oficjalnie) na ludziach. Hibernacja żywych osób jest prawnie zabroniona, niektórych jednak to nie powstrzymuje. W USA każdego roku odnotowuje się dziesiątki wniosków osób nieuleczalnie chorych, które chciałyby poddać się procesowi krioprezerwacji w nadziei na przyszłe uleczenie. Wszystkie są odrzucane. Zamrożenie żywej osoby byłoby po prostu wyszukanym aktem eutanazji. Kto wie jednak, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami...

Krionika jest chyba jedną z najbardziej "nienaukowych" nauk, bowiem bazuje na wierze. Mimo że liczne badania wykazały, że pojedyncze komórki mogą być zamrażane i odmrażane bez ich trwałego uszkodzenia, krionika w odniesieniu do ludzi wciąż pozostaje w sferze fantastyki. A może, podobnie jak w głośnym "Vanilla Sky", wszyscy już jesteśmy zamrożeni?

INTERIA.PL

Reklama