Reklama

Nietknięty fragment mózgu sprzed 2600 lat

Tysiące lat temu, w pobliżu dzisiejszej brytyjskiej wioski Heslington, ciało pewnego mężczyzny zaczęło się rozkładać. Pozostały tylko kości i... mały kawałek mózgu. Jak to możliwe?

Międzynarodowy zespół naukowców po wielu miesiącach badań dostarczył wskazówek wyjaśniających ten fenomen. Może pomóc nam on lepiej zrozumieć, jak działają ludzkie mózgi.

W momencie śmierci, tkanka mózgowa błyskawicznie zaczyna się rozkładać. W porównaniu z innymi częściami ciała, proces ten jest szczególnie szybki. Kiedy więc archeolodzy zajrzeli do pokrytej błotem czaszki i wyciągnęli z niej fragment dobrze zakonserwowanego mózgu, byli w szoku.

Według datowania radiowęglowego, mężczyzna w średnim wieku zmarł pomiędzy 673 a 482 r.p.n.e., najprawdopodobniej w wyniku złamania kręgosłupa - takiego, jak podczas powieszenia. Kim był i dlaczego skazano go na śmierć, nigdy się nie dowiemy.

Jakiś czas po egzekucji, odcięto mu głowę i wrzucono do dołu wypełnionego drobnoziarnistym osadem. W takich warunkach dotrwała do dziś. A w niej fragment tkanki mózgowej zwany mózgiem Heslington.

W przeciwieństwie do innych narządów, mózg musi być dobrze wspierany na poziomie komórkowym, aby prawidłowo działać, utrzymując właściwe połączenia. Wydaje się, że mogą za to odpowiadać filamenty pośrednie, które w odpowiednich okolicznościach mogą zachować integralność długi po śmierci. Tak właśnie było w przypadku mózgu Heslington.

Wyniki zachęciły naukowców do spekulacji na temat substancji chemicznej, która blokuje enzymy zwane proteazami działające po śmierci, pozwalając białkom zlewać się w stabilne agregaty, które mogłyby przetrwać w wyższych temperaturach.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: neurologia | biologia | mózg