Reklama

Niebezpieczna lekooporna bakteria rozprzestrzenia się w USA

Pomimo zakrojonych na szeroką skalę kampanii ostrzegających przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, stanowią one realne zagrożenie. Szczególnie niebezpieczne są bakterie Mycoplasma genitalium, czyli Mgen, bo nie wszyscy zdają sobie sprawę z ich istnienia.

Amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) alarmują, że wskaźniki infekcji dla czterech najbardziej rozpowszechnionych chorób przenoszonych drogą płciową - chlamydii, rzeżączki, rzęsistkowicy i kiły - rosną w USA w rekordowym tempie. Ale nie wszyscy zdają sobie sprawę z zagrożenia Mgen, które jest w niektórych regionach większe niż to związane z rzeżączką.

Bakterie Mycoplasma genitalium po raz pierwszy zidentyfikowano w 1980 r., a od tego czasu łączy się je z zapaleniem cewki moczowej u mężczyzn. Wciąż jednak niewiele wiemy na temat potencjalnych długotrwałych powikłań choroby u mężczyzn oraz kobiet, które mogą prowadzić do problemów z płodnością, identycznych jak nieleczona rzeżączka lub chlamydia.

CDC ocenia, że istnieją dowody sugerujące, że Mgen może odgrywać ważną rolę w zapaleniu żeńskiego układu rozrodczego i niepłodności. Wykazano, że Mgen występuje częściej w układzie rozrodczym kobiet z zapaleniem szyjki macicy niż u osób bez tego chorzenia. Podobne obserwacje przeprowadzono u kobiet z zapaleniem narządów miednicy mniejszej (PID). Część prac ujawniła także, że kobiety z problemami z jajowodami częściej mają przeciwciała przeciwko Mgen niż te zdrowe.

Leczenie zakażenia Mgen jest wyzwaniem, bo bakterie wykazują coraz większą oporność na antybiotyki. Do niedawna nie było żadnego skutecznego testu do wykrywania Mgen. Australijska firma SpeeDx opracowała test ResistancePlus MG, który został zatwierdzony do użytku w Europie, Australii i Nowej Zelandii w 2016 r. Nad podobnym testem pracuje także inna firma - Hologic. 

INTERIA.PL

Reklama