Reklama

Kleszcz wpadł mu do oka

Kiedy Chris Prater, elektryk z Kentucky podczas wycinki drzewa zaplątanego w linię energetyczną, poczuł, że coś wpada mu do oka, myślał, że to tylko trociny. Rzeczywistość okazała się dużo brutalniejsza.

Nathan Frisby, kierownik ds. bezpieczeństwa w firmie Pratera, dostrzegł w jego oku coś niepokojącego. Mężczyźni próbowali wypłukać to roztworem soli fizjologicznej, ale ciało obce nie chciało nawet drgnąć. Prater udał się niezwłocznie do okulisty.

- Kiedy lekarz w końcu zobaczył ciało obce powiedział, że wie, co mam w oku. Wtedy zamarłem - powiedział Prater.

Okazało się, że w oku mężczyzny nie znajduje się fragment trocin czy drzazga, a kleszcz. Lekarz znieczulił oko Pratera i usunął kleszcza za pomocą pęsety.

- Kiedy lekarz już go chwycił i odciągnął, kleszcz wydał z siebie cichy trzask, jakby pękł i wypadł mi z oka - wyjawił Prater.

Reklama

Kleszcz w oku Pratera faktycznie wyglądał jak drobina drewna. Okazało się, że należy on do gatunku Ixodes scapularis, niezwykle powszechnego w stanie Kentucky.

Po usunięciu kleszcza, mężczyźnie przepisano sterydy i antybiotyki. Nie odnotowano u niego żadnych powikłań po kontakcie z pajęczakiem.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: kleszcz | pajęczaki | oczy | okulistyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje