Reklama

Czy jesteśmy przygotowani na kolejną epidemię wirusa Ebola?

Z powodu ubiegłorocznej epidemii wirusa Ebola w Afryce Zachodniej zginęło 11 tys. osób, a 28,5 zachorowało. Czy gdyby podobne zdarzenie miało miejsce dzisiaj, bylibyśmy w stanie stłumić je szybciej?

W ubiegłym tygodniu po raz pierwszy od początku epidemii Ebola w Afryce Zachodniej, we wszystkich trzech najbardziej dotkniętych wirusem krajach minęły 42 dni bez nowych przypadków zachorowań. Naukowcy mieli nadzieję, że to oficjalny koniec koszmaru. Niestety, wkrótce potem wirus Ebola wrócił do Sierra Leone. Czy jesteśmy dzisiaj w lepszej sytuacji niż 2 lata temu i możemy zapobiec podobnej tragedii?

Biorąc pod uwagę obiecujące wyniki wstępne z zeszłorocznych testów szczepionki na wirusa Ebola, są powody do optymizmu. Dane dotyczące skuteczności szczepionki wykazały, że udało się opracować preparat, który jest niezwykle skuteczny w zapobieganiu rozprzestrzenianiu się wirusa. Aby uniknąć przyszłych epidemii, musimy stworzyć teraz odpowiedni zapas szczepionek.

Niestety, w praktyce nie jest to takie proste. Faktem jest, że rzadkie choroby o potencjale epidemicznym przysparzają wyjątkowo wielu problemów. To dlatego, nie udało się zapobiec wybuchowi epidemii poprzez odizolowanie pierwszych pacjentów z gorączką krwotoczną. Wynikało to częściowo z faktu, że nieznany był sposób rozprzestrzeniania się wirusa w przestrzeni miejskiej. Warto wspomnieć także, że szczepionka na wirusa Ebola nie ma potencjału rynkowego. Skoro na gorączkę krwotoczną zachorowało kilkadziesiąt tysięcy osób w ostatnich latach, głównie z bardzo ubogich, wiejskich społeczności, kto zapłaci za gotowy preparat?

Nawet teraz, gdy mamy obiecującego kandydata na szczepionkę, nadal nie ma gwarancji, że zostanie on przeobrażony w pełni licencjonowany produkt. Należy bowiem pamiętać, że zestawu warunków koniecznych do przeprowadzenia badań klinicznych na wystarczającą skalę jest w stanie dostarczyć tylko... kolejna epidemia, której przecież chcemy uniknąć. Użycie szczepionki musi być zatem odpowiednio przemyślane.

Pomimo, że afrykańska epidemia Ebola słabnie, nikt nam nie zagwarantuje, że to ostatnie spotkanie ludzkości z tym groźnym wirusem. Jak sprawić, by skuteczna szczepionka na wirusa Ebola, taka jak rVSV-ZEBOV firmy Merck, faktycznie powstała i była gotowa do użycia? Trzeba pamiętać, że antygeny obecne w szczepionce rVSV-ZEBOV opracowano ponad 10 lat temu, a następnie odstawiono na półkę, bo nie były potrzebne na rynku. Jedyny powód, dla którego preparat rVSV-ZEBOV w ogóle trafił do trzeciej fazy testów klinicznych jest taki, że jej koszty zostały podzielone między Merck, organizacje rządowe i prywatnych darczyńców.

Czy teraz bylibyśmy lepiej przygotowani na nadejście epidemii Ebola? Biorąc pod uwagę kosztowny i długotrwały proces uzyskiwania przez szczepionkę licencji, gotowy produkt będzie dostępny na rynku najwcześniej w 2018 r. Co do tego czasu? Czy jesteśmy bezbronni?

W globalnym ujęciu zdrowia, epidemia oznacza nadzwyczajne okoliczności, ale to i tak nie znaczy, że powinniśmy zacząć nagminnie robić wyjątki i naginać zasady. Zamiast tego musimy być starać się znaleźć rozwiązania zgodne z istniejącymi przepisami. Jest to niezwykle ważne, nie tylko w celu uniknięcia tworzenia niebezpiecznych precedensów, ale dlatego, że przy tworzeniu szczepionek na choroby takie jak wirus Ebola, nie ma marginesu błędu.

W ramach partnerstwa firmy Merck z Gavi Alliance, proces licencjonowania dawek rVSV-ZEBOV ma zostać przyspieszony, a ponadto 300 tys. preparatów ma być gotowych do natychmiastowego wykorzystania w dowolnym momencie. Szczepionki mogą być stosowane tylko w konkretnych okolicznościach, takich jak kolejna epidemia. Dzięki dostępności skutecznej szczepionki, epidemia taka, jak ubiegłoroczna w Afryce Zachodniej, prawdopodobnie zostałaby opanowana szybciej. Jesteśmy przygotowani na kolejne starcie z wirusem Ebola.

Reklama

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: wirus Ebola | szczepionka | epidemia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje