Reklama

​50 lat temu wylądowaliśmy na Księżycu

Już 50 lat minęło od momentu, w którym Neil Armstrong postawił stopę na Księżycu. Ten "mały krok dla człowieka" okazał się przełomem, który pozwolił rozwinąć się całej ludzkości.

Astronauci Neil Armstrong, Edwin "Buzz" Aldrin i Michael Collins wyruszyli z Ziemi na pokładzie rakiety Saturn V 16 lipca 1969 r. Cztery dni później, 20 lipca 1969 r. Armstrong i Aldrin postawili stopy na Księżycu, stając się pierwszymi ludźmi, którzy tego dokonali. Wszyscy trzej bezpiecznie wrócili na Ziemię 24 lipca 1969 r.

Po co Amerykanie polecieli na Księżyc?

Reklama

Wyścig kosmiczny między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim rozpoczął się na dobre po wystrzeleniu sowieckiego satelity Sputnik w 1957 r. Kiedy John F. Kennedy zostawał prezydentem USA w 1961 r. panowało powszechne przekonanie, że Ameryka jest w wyścigu supermocarstw pod względem przewagi technologicznej. Aby udowodnić, że tak nie jest, postanowiono podjąć próbę misji załogowej na Księżyc, co potwierdziło słynne hasło wypowiedziane przez Kennedy'ego: "Wybieramy się na Księżyc".

Agencja NASA zainwestowała ogromne fundusze w program kosmiczny Apollo. Przy 17 misjach pracowało łącznie około 400 000 osób, a całość pochłonęła ponad 25 mld dolarów.

Rakieta Saturn V i dołączony do niej moduł księżycowy Orzeł wykorzystały asystę grawitacyjną Ziemi do dotarcia na Księżyc. Zgodnie z planami, Collins miał pozostać w module dowodzenia, podczas gdy Armstrong i Aldrin mieli zejść na powierzchnię Srebrnego Globu. Jak do tego doszło?

Orzeł wylądował

Praktycznie każdy, kto 50 lat temu słuchał radia lub oglądał telewizję, może sobie przypomnieć, gdzie był o godzinie 16:17 czasu EDT (w Polsce było 6 godzin później). Wtedy to Neil Armstrong i pilot lądownika Buzz Aldrin zostawili Michaela Collinsa na księżycowej orbicie i ruszyli w stronę Mare Tranquillitatis (morza księżycowego położonego wewnątrz basenu uderzeniowego Tranquillitatis). Paliwa pozostało na kilka sekund lotu, kontrolki na pulpicie sterowania wariowały, a usterka nawigacyjna zmusiła Armstronga do ręcznego przejęcia kontroli, aby uniknąć lądowania na głazach. Ale w końcu, 110 godzin po opuszczeniu Ziemi, czteronożny statek kosmiczny osiadł na powierzchni w chmurach szybko rozpraszającego się księżycowego pyłu.



"Houston, tu Baza Tranquillity, Orzeł wylądował" - powiedział Armstrong. Sześć godzin później, o 22:56 EDT, Armstrong stanął na powierzchni Księżyca, a po kolejnych 20 minutach dołączył do niego Aldrin. "To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości" - te słowa stały się ikoniczne i to pomimo błędu językowego, który przytrafił się Armstrongowi - w oryginalnej wersji zamiast "a man" powiedział po prostu "man". Armstrong i Aldrin spędzili 2 godziny, 31 minut i 40 sekund poza modułem księżycowym, zbierając próbki z powierzchni, robiąc zdjęcia i wykonując eksperymenty naukowe.

"W tym jednym bezcennym momencie w całej historii ludzkości, wszyscy ludzie na Ziemi są prawdziwie zjednoczeni" - wtórował prezydent Richard Nixon z Gabinetu Owalnego. Wiedział, co mówi, bo ponad 650 mln ludzi na całym świecie (z 3,6 mld mieszkańców naszej planety w 1969 roku) oglądało relację z lądowania na Księżycu. 

Ciąg dalszy nastąpi?

W perspektywie kolejnych 500 lat lądowanie na Księżycu może być zapamiętane jako najważniejsze wydarzenie XX wieku - i to pomimo dwóch wojen światowych, opracowania teorii względności Einsteina i powstania broni jądrowej. Zgadza się z tym Glynn Lunney, jeden z dyrektorów misji Apollo 11 mówiąc: "Przez całe tysiąclecia ludzie chodzili po tej planecie i patrzyli na Księżyc. Wszystko zmieniło się w 1969 r. Możemy spojrzeć na to wydarzenie nie jako osiągnięcie technologiczne, ale na początek nowego etapu ludzkości, jaką teraz znamy."

Poza Armstrongiem i Aldrinem na Księżycu stanęło także 10 innych astronautów, którzy przywieźli na Ziemię ponad 380 kg próbek skał i gleby, do dzisiaj badanych. Ale z wyjątkiem dramatycznej akcji ratunkowej Apollo 13 w 1970 r. misje księżycowe nigdy nie przyciągnęły już uwagi świata w tak dużym stopniu, nie zyskały też aprobaty rządzących. Do września 1970 r. trzy planowane lądowania na Księżycu zostały anulowane. 

NASA planuje powrót na Srebrny Glob do końca 2024 r. Ma być to możliwe dzięki rakietom Space Launch System (SLS) i kapsułom Orion, które są nazywane "Apollo na sterydach". Program kosmiczny został nazwany Artemis - po siostrze Apolla i bogini Księżyca z mitologii greckiej. Mimo że minęło już pół wieku od ostatniej misji Apollo, powrót na Księżyc nie będzie łatwym zadaniem. Jest to jednak warunek konieczny dla przeprowadzenia misji w dalsze rejony Układu Słonecznego, w tym na Marsa.