Reklama

Nie asteroida, a kometa jest odpowiedzialna za wymarcie dinozaurów?

Obiekty, które uderzają w Ziemię, mogą pochodzić z pasa asteroid między Marsem a Jowiszem lub z zewnętrznych rejonów Układu Słonecznego. Dwóch astronomów przedstawiło kontrowersyjne argumenty przemawiające za tym, że to kometa, a nie asteroida, doprowadziła do wymarcia dinozaurów.

Asteroidy często uderzają w ziemską atmosferę, ale niewiele z nich jest na tyle dużych, aby spowodować lokalne zniszczenia. Komety, które przecinają naszą orbitę są jeszcze rzadsze. Gigantyczny krater powstały w Chicxulub na terenie Meksyku został stworzony przez obiekt, który 66 milionów lat temu rozpoczął masowe wymieranie dinozaurów.

Reklama

Astronomowie zastanawiają się, czy dinozaury miały pecha, czy też szansa na wystąpienie kolizji była podwyższona. Jedna z hipotez głosi, że zaburzenia w zewnętrznej części Układu Słonecznego zwiększają liczbę nadlatujących komet, podnosząc tym samym prawdopodobieństwo zderzenia z zabłąkanym obiektem.

Student Harvardu Amir Siraj i prof. Avi Loeb zaproponowali alternatywne wyjaśnienie. Twierdzą oni, że duże komety mogą często rozpadać się podczas przelotu w pobliżu Słońca, zwiększając tym samym dziesięciokrotnie szansę na uderzenie w Ziemię.

Ponieważ komety składają się głównie z lodu, zbytnie zbliżenie się do Słońca może stopić je na tyle, że rozpadną się na kawałki, co zaobserwowano w przypadku obiektu C/2019 Y4 (ATLAS) w ubiegłym roku. Komety tak duże, że nawet ich fragmenty mogłyby doprowadzić do poważnej kolizji, są jednak znacznie mniej zagrożone na defragmentację. Wydawałoby się to podważać hipotezę rozpadu kometarnego, ale Siraj i Loeb wskazali na alternatywny mechanizm w pracy opublikowanej w "Scientific Reports".

- W przypadku przelotu obok Słońca, część komety znajdująca się bliżej gwiazdy doświadcza silniejszego przyciągania grawitacyjnego niż część znajdująca się dalej, co powoduje powstanie oddziaływań pływowych na całym obiekcie. Może wystąpić coś, co nazywane jest zdarzeniem zaburzenia pływowego, w którym duża kometa rozpada się na wiele mniejszych kawałków - powiedział Siraj.

Badania zawierają modelowanie pokazujące, że te oddziaływania pływowe będą wystarczająco duże, aby rozbić komety na mniejsze fragmenty. Oczywiście, kometa musi jeszcze zbliżyć się do Słońca na tyle, aby to nastąpiło, ale Siraj mówi, że jest to dość powszechne. Dzieje się tak w przypadku około 20 proc. komet spoza Neptuna. Chociaż koncepcja jest trudna do potwierdzenia, autorzy uważają, że zarówno kratery Chicxulub jak i Vredefort zostały wykonane przez chondryty węglowe. Stanowią one zaledwie 5 proc. meteorytów, co wskazuje na ich rzadkość w wewnętrznym Układzie Słonecznym, ale być może są bardziej powszechne wśród komet długookresowych.

Orbity potencjalnych zagrożeń dla wewnętrznego Układu Słonecznego (jak Apophis) mogą dawać nam mnóstwo czasu na podjęcie działań w takiej czy innej formie. Komety długookresowe dają znacznie mniej ostrzeżeń - być może jest to kwestia miesięcy. Jeśli chcemy być gotowi do radzenia sobie z takimi zagrożeniami, musimy być przygotowani z dużym wyprzedzeniem. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: asteroida | kometa | dinozaury | krater Chicxulub