Reklama

Kolonizacja Wenus to tylko kwestia czasu

Pomysłodawca projektu Mars One - holenderski filantrop Bas Lansdorp - planuje nie tylko kolonizację Czerwonej Planety, ale także i Wenus. Czy takie pomysły mają jakikolwiek sens?

Coraz więcej przesłanek wskazuje, że projekt Mars One to piramida finansowa mająca na celu uzyskanie jak największej ilości funduszy z prywatnych źródeł i że nigdy nie zostanie zrealizowany. Bas Lansdorp - pomysłodawca projektu - przekonuje, że uczestnicy wyprawy Mars One polecą na Czerwoną Planetę w 2031 lub 2032 r., a zaraz potem wezmą na cel Wenus.

- Mars nie będzie ostatecznym celem dla ludzi, którzy chcą mieszkać z dala od Ziemi. Po kolonizacji Marsa, podróżnicy kosmiczni będą rozmyślać o pływających miastach w atmosferze Wenus lub jednym z księżyców Jowisza. Albo i na asteroidzie - powiedział Lansdorp.

Lansdorp ogłosił projekt Mars One w 2013 r. Pomimo odpowiedniej infrastruktury, niewielkich funduszy i braku wiedzy eksperckiej, uczestnicy programu Mars One w 2016 r. mieli udać się na Czerwoną Planetę. Oczywiście, nic takiego się nie stało, mimo że spośród licznych zgłoszeń wybrano 100 szczęśliwców mających odkrywać nieznane światy. Jest mało prawdopodobne, by ktokolwiek poza NASA albo SpaceX faktycznie wysłał załogową misję na Marsa.

Skoro Lansdorpowi nie udało się z Marsem, czemu przypadek Wenus ma być inny? Możliwość kolonizacji tej planety została omówiona już wcześniej. Mimo iż na powierzchni Wenus jest wystarczająco gorąco, by stopić ołów, atmosfera planety wydaje się kuszącym miejscem do kolonizacji. Pod warunkiem, że uda nam się stworzyć gigantyczne latające statki-miasta.

Około 50 km nad powierzchnią Wenus istnieją niektóre z najbardziej podobnych do ziemskich warunków obserwowanych poza naszą planetą (ciśnienie atmosferyczne i temperatura). Nie jest wykluczone, że kiedyś faktycznie skolonizujemy Wenus, ale firma Mars One raczej nie będzie miała w tym udziału.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: badania kosmosu | Mars One | Wenus