Reklama

Wybuchy supernowych miały wpływ na życie na Ziemi

Supernowy w ciągu ostatnich kilku milionów lat bombardowały Ziemię promieniowaniem. Najnowsze badania analizują wpływ, jaki wywarło to na życie na Ziemi.

Naukowcy z Uniwersytetu Washburn w Kansas pod kierownictwem dr Briana Thomasa zasugerowali, że pobliskie supernowy mogły w przeszłości zniszczyć warstwę ozonową naszej planety. Takie zdarzenie mogło mieć miejsce około 5 mln lat temu.

Wiemy o co najmniej jednej supernowej w odległości 162-326 lat świetlnych od Ziemi, która wybuchła w okresie 2,5-8 mln lat temu w oparciu o żelazo znalezione w zapisach kopalnych. Taka odległość jest za duża, by wybuch supernowej mógł doprowadzić bezpośrednio do masowego wymierania, ale zwiększone promieniowanie ultrafioletowe mogło odegrać w tym ważną role.

Dr Thomas przebadał wpływ pobliskich supernowych na zubożenie warstwy ozonowej. Nie było ono poważne, ale zdarzenie to rozłożone w czasie mogło mieć katastrofalne konsekwencje dla życia. Zwierzęta, a nawet wcześni przodkowie ludzi żyjący w Afryce 2,5 mln lat temu mogli być narażeni na uszkodzenie DNA w wyniku ekspozycji na promieniowanie kosmiczne.

Teoria dr Thomasa mówiąca, że wybuchy supernowych nie niszczą bezpośrednio życia na planetach, a zamiast tego powodują stopniowe zmiany, może być prawdziwa. Od 58 do 77 proc. gatunków ssaków zostało zastąpione w okresie 1,8-3 mln lat temu.

Uczeni uspakajają, że wybuchy supernowych raczej nie spowodują masowego wymierania gatunków na Ziemi.

INTERIA.PL

Reklama