Reklama

Martwe planety mogą wysyłać sygnały radiowe

Nie każda gwiazda kończy swój żywot jako supernowa. Niektóre z nich są wystarczająco masywne, by zamienić się w czerwonego olbrzyma i powoli tracą swoje zewnętrze warstwy. Proces ten może być także destrukcyjny dla planet, które są odzierane ze swoich powłok, pozostawiając jedynie odsłonięte rdzenie.

Naukowcy znaleźli sposób obserwacji tych martwych planet. Zdarza się, że martwe planety są bogate w metale i mogą oddziaływać z polem magnetycznych białego karła. Ta interakcja wytwarza fale radiowe, a rdzenie planet mogą przetrwać wystarczająco długo, by zostać wykryte przez ziemskie radioteleskopy.

- Jest to dobry punkt do wykrycia rdzeni planetarnych. Jądro znajdujące się blisko białego karła zostanie zniszczone przez siły pływowe, a jeżeli jest za daleko, nie będzie się dało go wykryć. Ponadto, jeżeli pole magnetyczne byłoby zbyt silne, pchnęłoby rdzeń do białego karła. Dlatego powinniśmy szukać planet wokół białych karłów o słabszych polach magnetycznych w odległości ok. 3 promieni słonecznych - powiedział dr Dimitri Veras z Uniwersytetu w Warwick, główny autor obserwacji.

Ta emisja radiowa nie była jeszcze obserwowana dla białych karłów, ale astronomowie widzieli, co dzieje się między Jowiszem a Io, jednym z jego księżyców. Aby to samo zaszło między białym karłem i planetą, muszą zaistnieć odpowiednie okoliczności.

Naukowcy przeprowadzili symulację, która miała pokazać, ile planeta jest w stanie przetrwać po rozerwaniu jej zewnętrznych warstw. Odpowiedź jest obiecująca, bo wynosi od 100 mln do 1 mld lat. To może być wystarczająco długo, by była możliwa detekcja niektórych sygnałów z Ziemi.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: badania kosmosu | biały karzeł