Reklama

Kontrowersyjna teoria - Słońce mogło mieć bliźniaka

Jeden ze znanych astronomów zakwestionował teorie dotyczące wczesnego formowania Układu Słonecznego. Jego zdaniem pierwotnie był to układ podwójny gwiazd. Mimo że towarzysza Słońca od dawna już nie ma, jego dziedzictwo skrywa się w kometach obłoku Oorta.

Prof. Avi Loeb z Uniwersytetu Harvarda przedstawił swoje stanowisko w "Astrophysical Journal Letters". Mimo iż teoria o układzie podwójnym gwiazd jest interesująca, to Loebowi może być ciężko przekonać kogoś do swojej wizji.

Większość gwiazd występuje w parach. Kiedyś uważano, że obecność drugiej gwiazdy zakłóca formowanie planet, chociaż teraz wiadomo, że tak już nie jest. Wiele układów podwójnych ma okrążające je planety.

Prof. Loeb wraz ze swoim studentem, Amirem Sirajem, twierdzi, że obecność drugiej gwiazdy nie wpłynęła na powstanie Ziemi lub innych planet, ale wyjaśniałaby obecność dwóch kategorii komet - tych z pasu planetoid i gości z bardziej odległego obłoku Oorta.

- Poprzednie modele miały kłopoty z uzyskaniem oczekiwanego stosunku między obiektami z dysku rozproszonego a zewnętrznymi obiektami obłoku Oorta - powiedział Siraj.

Naukowcy uważają, że dawny towarzysz Słońca nie był niewielkim czerwonym karłem, ale miał masę podobną do masy Słońca. To czyni tę parę podobną do wersji naszego bliskiego sąsiada, Alfa Centauri, której gwiazdy różnią się masą o 20 proc.

Grawitacja tak dużego obiektu pomogłaby pochwycić niektóre komety tworzące obłok Oorta, zamiast tworzyć je z tej samej chmury pyłu i gazu, co planety. To dlatego, że układy podwójne gwiazd są znacznie wydajniejsze w przechwytywaniu obiektów niż pojedyncze gwiazdy.

Kiedy dwie gwiazdy się rozeszły, Słońce "przejęło" opiekę nie tylko nad wieloma kometami z obłoku Oorta, ale także z hipotetyczną Dziewiątą Planetą.

- Nasz model przewiduje, że powinno być więcej obiektów o zbliżonej orientacji orbit do Dziewiątej Planety. Oczekujemy, że są to planety karłowate, bardziej odległe wersje Plutona - prof. powiedział Loeb.

Uważa się, że Słońce narodziło się w ciasno upakowanej gromadzie, która stopniowo oddalała się od siebie. W takim środowisku grawitacyjnym doszłoby do wielu wczesnych spotkań z pobliskimi obiektami, w tym z niektórymi gwiazdami wystarczająco dużymi, aby zerwać więź między Słońcem a jej siostrzaną gwiazdą.

Jeżeli naukowcy mają rację, druga gwiazda o podobnych rozmiarach i wieku do Słońca, nadal może wędrować po galaktyce w towarzystwie niektórych planet i komet. Być może zatem gdzieś tam jest dosłownie "bliźniaczy" układ planetarny.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: badania kosmosu | Słońce | układ podwójny | gwiazdy