Reklama

Egzoplaneta nagle "zniknęła" z obserwacji

​Pewna egzoplaneta zniknęła z obserwacji Kosmicznego Teleskopu Hubble'a. Jak to możliwe?

W 2004 i 2006 r. Kosmiczny Teleskop Hubble'a uchwycił coś niesamowitego. Odkrył planetę orbitującą wokół gwiazdy zwanej Fomalhaut 25 lat świetlnych od nas, bezpośrednio wykrywalną w świetle widzialnym. To rzadkie zjawisko, gdyż egzoplanety są zazwyczaj znacznie mniejsze i słabo widoczne.

Obiekt nazwany Fomalhaut b lub Dagon został potwierdzony w 2012 r. Astronomowie przekonywali, że jest to gazowy olbrzym znajdujący się na wysoce eliptycznej orbicie wokół gwiazdy macierzystej. Ale podczas przeglądania niepublikowanych wcześniej zdjęć wykonanych w 2014 r., astronomowie przeżyli szok. Planety nie było tam, gdzie powinna. Dagon zniknął.

Co ciekawe, na miejscu egzoplanety nie było nic - żadnych pozostałości, które świadczyłyby, że kiedykolwiek istniała tu planeta. Zamiast tego, odkryto jasną plamę będącą następstwem zderzenia dwóch planetozymali wielkości asteroid.

- Te zdarzenia są niezwykle rzadkie, a więc jest to wielka rzecz, którą faktycznie możemy zobaczyć. Wierzymy, że byliśmy we właściwym miejscu i w odpowiednim czasie, aby być światkami tak mało prawdopodobnego zdarzenia - powiedział Andras Gaspar, astronom z Uniwersytetu w Arizonie.

Identyfikacja Dagona jako egzoplanety nigdy nie była bezproblemowa. Fomalhaut to dość młoda gwiazda, licząca ok. 440 mln lat, a wciąż otoczona lodowatym pierścieniem pyłu i gazu, pozostałościami dysku wokółgwiezdnego.

Oznacza to, że każda planeta krążąca wokół tej gwiazdy powinna być również dość młoda, a więc ciepła i emitująca promieniowanie podczerwone. Ale nie wykryto nic takiego emitowanego przez Dagona. Planeta była również niezwykle jasna w niebieskich długościach fal optycznych, co nie jest zgodne z naszymi modelami powstawania planet.

Aby wyjaśnić te nieścisłości, astronomowie zasugerowali, że planeta została spowita przez ogromny pierścień lub chmurę pyłu, być może w wyniku zderzenia z innymi obiektami. Niektórzy proponowali nawet, że Dagon może być gwiazdą neutronową. Ale żadne z tych wyjaśnień nie było rozstrzygające, a istniał jeszcze jeden poważny problem. Orbita Dagona zdawała się przecinać pierścień materii wokół gwiazdy, nie zakłócając jej grawitacyjnie, jak powinna robić to planeta.

Reklama

- Nasze badania, w których przeanalizowaliśmy wszystkie dostępne archiwalne dane Kosmicznego Teleskopu Hubble'a na temat Fomalhaut b, w tym najnowsze zdjęcia, ujawniły kilka cech, które sugerują, że obiekt wielkości planety mógł nigdy tu nie istnieć. Ale coś w tym miejscu się wydarzyło - doszło do zderzenia planetozymali - powiedział Gaspar.

Naukowcy uważają, że do zderzenia planetozymali doszło niedługo przed wykonaniem pierwszego zdjęcia przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a w 2004 r. Obiekty miały długość ok. 200 km i prawdopodobnie składały się ze skał oraz lodu - jak komety Układu Słonecznego. Połączyły się one na chwilę, co było widoczne, kiedy teleskop robił zdjęcie, ale z czasem materia zaczęła rozpraszać. Przy okazji kolejnych zdjęć, cząstki materii były tak małe, że Hubble nie był w stanie ich namierzyć. To oznacza, że planeta Dagon nigdy nie istniała. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje