Reklama

SARS-CoV-2 nie zniknie z populacji jak wirus wywołujący SARS

Czy SARS-CoV-2, czyli koronawirus wywołujący COVID-19, zniknie z populacji, podobnie jak wirus wywołujący SARS? Naukowcy ostrzegają, że szanse na to są małe.

Profesor Karol Sikora, były szef działu onkologicznego WHO, powiedział niedawno, że pandemia COVID-19 samoistnie się "wypali". Jego zdaniem, przypadków zachorowań na świecie jest znacznie więcej niż wskazują na to statystyki, a łagodne infekcje skutkują rozwojem tzw. odporności stadnej. Takie założenia są jednak błędne.

Testy na obecność przeciwciał sugerują, że tylko niewielka część osób została zarażona SARS-CoV-2. W Wielkiej Brytanii kontakt z koronawirusem miało 6,8 proc. mieszkańców, a we Francji zaledwie 4,4 proc. To za mało, by rozwinąć odporność stadną.

Z kolei kuzyn SARS-CoV-2, czyli SARS-CoV wywołujący chorobę SARS, już nas nie prześladuje. Czy to samo stanie się z nowym koronawirusem? Naukowcy twierdzą, że jest to mało prawdopodobne.

Na początku 2004 r. było już po epidemii SARS, która trwała ok. 1,5 roku, zarażając co najmniej 8000 osób i zabijając co dziesiątą z nich. Chociaż epidemia SARS dotknęła głównie kraje wschodniej Azji, wirus pojawił się praktycznie na całym świecie. Już wtedy istniała obawa, że możemy doświadczyć pandemii SARS. Dzięki szybkim działaniom, nie dopuszczono do tego. Badania wykazały, że SARS-CoV najlepiej przenosi się przez osoby chore, a te - ze względu na ciężkie objawy - można było łatwo izolować.

Reklama

Niektórzy twierdzą, że SARS-CoV nie był w stanie przeżyć w organizmie ludzi tak długo, jak w organizmie nietoperzy, z których prawdopodobnie się przedostał. W przypadku SARS-CoV-2 wywołującego COVID-19 jest inaczej. Wirus rozprzestrzenił się na cały świat i zabił ok. 1 proc. zainfekowanych. Chociaż nowy koronawirus różni się od oryginalnego SARS-CoV, ma z nim kilka elementów wspólnych.

Największym problemem w hamowaniu pandemii COVID-19 jest fakt, że kontrola transmisji rozprzestrzeniania się wywołującego chorobę koronawirusa jest znacznie trudniejsza. Wiele osób bowiem przechodzi infekcję bezobjawowo - zarażając wtedy innych. To oznacza, że SARS-CoV-2 prawdopodobnie nie "wyciszy się", a osiedli na stałe w populacji ludzkiej. Stanie się endemicznym wirusem, podobnie jak inne koronawirusy wywołujące przeziębienie.

Taki scenariusz obserwujemy po pandemiach innych wirusów, m.in. grypy. Przez ostatnie 100 lat mieliśmy pięć pandemii grypy, a potomkowie ostatniego wirusa wywołującego pandemię (H1N1 z 2009 roku) nadal krążą w populacji ponad dekadę później.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pandemia | SARS-CoV-2 | Covid-19 | koronawirus