USA: bezprawne kontrole na lotniskach?

Kto wybiera się samolotem do Stanów Zjednoczonych, musi liczyć się z tym, że podczas przekraczania granicy jego laptop, smartfon i inne urządzenia elektroniczne mogą zostać przeszukane, a nawet zarekwirowane - i nie chodzi tu jedynie o sprawdzenie zakamarków obudowy, lecz także zawartości dysków twardych i innych nośników.

Od ubiegłego roku krążą plotki, że podróżujący biznesmeni często muszą oddawać swoje urządzenia i otrzymują je z powrotem dopiero po wielu miesiącach. Osoby, które zetknęły się z takim procederem, opowiadają również o kopiowaniu zawartości dysków twardych oraz o zmuszaniu do ujawniania haseł dostępu do zaszyfrowanych danych. Szczególnie gorliwie przeszukiwani są muzułmanie, informuje "Washington Post". Amerykańscy pogranicznicy szukają też często śladów pornografii dziecięcej i łamania praw autorskich.

Reklama

Takie działanie służb granicznych USA wydaje się bezpodstawne i tego typu rewizje przeprowadzane są bez konkretnych podejrzeń i według widzimisię Amerykanów ? uważają przedstawiciele organizacji Electronic Frontier Foundation (EFF), która złożyła oficjalną skargę przeciwko stosowaniu takich praktyk. Odpowiedzialny za nie urząd, US Customs and Border Protection (CBP) uzasadnia swoje postępowanie faktem, iż urządzenia elektroniczne muszą być traktowane podobnie jak zawartość walizek, której kontrole na granicy są rzeczą naturalną.

Prawo ochrony prywatności nie ma tu zastosowania i wszystko musi być udostępnione służbom - również bez nakazu sądowego. EEF i wszyscy inni, którzy skrytykowali tego typu postępowanie twierdzą, że urządzenia elektroniczne, np. laptopy, nie powinny być w żadnej mierze porównywane z bagażem tradycyjnym; ich przeszukiwanie oznacza automatycznie naruszanie sfery prywatnej ich właścicieli.

Po dłuższym milczeniu amerykańskich polityków, kwestia ta stała się przedmiotem dyskusji w senacie. Członkowie Podkomisji ds. Konstytucji, Praw Obywatelskich i Własności wysłuchali opinii przedstawicieli organizacji praw człowieka oraz ekspertów z dziedziny prawa. Russ Feingold, senator demokratów ze stanu Wisconsin stwierdził, że większość Amerykanów rozumie, że państwo ma prawo do przeszukiwania bagaży w celu wykrycia przemytu.

Jeśli jednak postawi się pytanie, czy władze mają prawo do uruchamiania naszych laptopów, otwierania i czytania dokumentów i e-maili, a także sprawdzania, jakie strony internetowe odwiedziliśmy, to sprawa wygląda zupełnie inaczej.

- Rząd nie ma do tego żadnego prawa - uważa Feingold.

Farhana Khera, przewodnicząca muzułmańskiej organizacji praw obywatelskich Muslim Advocates, podkreśliła, że tego rodzaju praktykami dotknięci są szczególnie Amerykanie wyznający islam. Podaje ona za przykład przypadek dyrektora jednej ze spółek IT, który od początku 2007 roku co najmniej osiem razy był wzywany przez służby graniczne do udostępnienia im swojego notebooka.

Dowiedz się więcej na temat: laptopy | urządzenia elektroniczne | kontrole | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje