Reklama

Tajemnica Lockerbie

Dwudziestego pierwszego grudnia 1988 roku eksplozja bomby na pokładzie Boeinga 747 doprowadziła do śmierci 270 osób. Zamach nad Lockerbie jest pierwszym dużym atakiem terrorystycznym na amerykańskich cywilów – i do dziś pozostaje nie w pełni wyjaśniony

W ten grudniowy poranek w Waszyngtonie wieje lodowaty wiatr. Robert Mueller zamyślonym wzrokiem wodzi po nagrobkach cmentarza w  Arlington, po czym ukradkiem lustruje twarze osób, które ma przed sobą. Ci ludzie to najbliżsi ofiar katastrofy, których poznał na przestrzeni wielu lat - krewni i przyjaciele tych, którym nie było dane się zestarzeć. Byli wśród nich studenci, którzy nigdy nie zdążyli zdobyć dyplomu, biznesmeni, którzy nie dotarli do domów. Mueller mimowolnie szuka myślami tego, co po tych ludziach zostało, poukładane w magazynie: biały but sportowy, nienoszony T-shirt, pluszowy miś. - Mówi się, że czas leczy rany - powie później w swoim przemówieniu. - Ale to nieprawda. W najlepszym razie łagodzi ból, ale ten nigdy do końca nie znika. Na koniec na głos odczytywane są imiona i nazwiska ofiar. Po każdym rozbrzmiewa dzwon - 270 razy. Jego uderzenia sprawiają, że po plecach Muellera co chwilę przebiega dreszcz. Mimo że minęło już 30 lat, zamach nad Lockerbie ciągle nie daje mu spokoju... 

Piekło w przestworzach

Reklama

Dwudziestego pierwszego grudnia 1988 roku o godzinie 19:02 samolot Pan American 103 osiąga wysokość przelotową, a kapitan prosi kontrolę ruchu lotniczego o zgodę na wejście nad Atlantyk i kontynuację rejsu. Chwilę później maszyna jednak znika z radaru: z wysokości 9400 metrów deszcz jej fragmentów spada na miejscowość Lockerbie. Śmierć ponoszą wszyscy z 243 pasażerów oraz 16 członków załogi. W gradzie szczątków i ogniu ginie także 11 mieszkańców szkockiego miasteczka. Trzy dni przed Wigilią świat zamiera w szoku. To największa tragedia lotnicza w historii Wielkiej Brytanii - i, jak się niebawem okaże, przez długi czas również zamach terrorystyczny z największą liczbą ofiar wśród obywateli USA... 

Zaledwie kilka godzin po katastrofie CIA ujawnia, że już dwa tygodnie wcześniej ambasady Stanów Zjednoczonych w Helsinkach i Moskwie otrzymały anonimowe telefony, w których dzwoniąca osoba ostrzegała, że planowany jest atak na którąś z maszyn lecących do Nowego Jorku. Pięć dni później podejrzenia się potwierdzają: na szczątkach samolotu zabezpieczone zostają resztki materiału wybuchowego, co pozwala wysunąć wniosek, że na pokładzie eksplodowała bomba o dużej mocy. Z dalszych badań wynika, że kadłub samolotu rozerwało ponad 400 gram semtexu, który ukryto w radioodtwarzaczu kasetowym i zaopatrzono w zapalnik czasowy. Ale to nasuwa jedynie nowe pytania: w jaki sposób ładunek przemycono na pokład? Kto za tym stał? No i przede wszystkim: czy można było zapobiec tej tragedii? 

Robert Mueller czuje, że musi zmierzyć się z tymi zagadkami. Obejmuje stanowisko głównego śledczego w sprawie zamachu nad Lockerbie - i angażuje się w nią tak mocno jak w żadną inną w swojej karierze.

Osobiste dochodzenie Roberta Muellera

Mueller spotyka się z rodzinami ofiar ataku, dokonuje oględzin miejsca katastrofy i życzy sobie, by regularnie informowano go o wszelkich nowych odkryciach. Poszukiwania zamachowców ciągną się trzy lata. W tym czasie przesłuchanych zostaje ponad 1500 świadków i sprawdzone zostają liczne tropy. Im dłużej trwa dochodzenie, tym bardziej zwiększa się krąg podejrzanych, sięgający od palestyńskich bojowników, poprzez irańskich strażników rewolucji, aż po libijskich agentów, którzy chcieli zemścić się za amerykańskie naloty na Trypolis i Bengazi w kwietniu 1986 roku. Mueller wie, że na jego biurku wylądowała sprawa wysoce polityczna, w którą zamieszane są zarówno organizacje terrorystyczne, jak i tajne służby wywiadowcze - i w której zderzają się interesy państw oraz rządów. 

W 1991 roku na celownik śledczych trafia dwóch Libijczyków, którzy na Malcie mieli nadać do Nowego Jorku walizkę z materiałem wybuchowym, załadowaną koniec końców na pokład Pan Am 103. Ówczesny libijski dyktator Muammar Kaddafi sprzeciwia się ekstradycji obu mężczyzn, dlatego Rada Bezpieczeństwa ONZ, chcąc zmusić go do wydania swoich obywateli, pierwszy raz nakłada na Libię sankcje. Kompromis udaje się znaleźć dopiero siedem lat później. Kaddafi wypłaca rodzinom ofiar katastrofy nad Lockerbie odszkodowanie w łącznej wysokości ponad dwóch miliardów dolarów - w zamian za to zniesione zostaje embargo.

Jednocześnie szkocki sąd ma na neutralnym gruncie (w Holandii) przeprowadzić proces przeciwko podejrzanym: z początkiem 2001 roku jeden z dwóch, Abdel Baset Megrahi, zostaje skazany na dożywocie. Tym samym Robert Mueller uważa sprawę za zamkniętą. Ma nadzieję, że wydanie wyroku spowoduje, iż członkowie rodzin ofiar wreszcie znajdą spokój - ale się myli. Zaledwie kilka lat później Megrahi zostaje ułaskawiony z uwagi na rozwijającą się u niego chorobę nowotworową. Kiedy wraca do Libii, spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem. Sam  Kaddafi wita go z najlepszymi życzeniami! Mueller gotuje się ze złości. Uważa, że jego uniewinnienie jest drwiną z wymiaru sprawiedliwości i policzkiem wymierzonym rodzinom ofiar.

Pomija jednak przy tym fakt, że przez wszystkie te lata ciągle istniały wątpliwości. Nie tylko dlatego, że Abdel Baset Megrahi stale zaprzeczał oskarżeniom o przeprowadzenie zamachu. Sami Szkoci, którzy analizowali później przebieg dochodzenia, ocenili postępowanie dowodowe jako wadliwe. Ale istnieje co najmniej jeszcze jeden powód, żeby uważać, iż Megrahi jest tylko kozłem ofiarnym: pewien trop nigdy nie został należycie sprawdzony.

Zagadka piątek bomby

Cofnijmy się w czasie. Dwudziestego szóstego października 1988 roku, dwa miesiące przed zamachem nad Lockerbie: bladym świtem funkcjonariusze Federalnej Policji Kryminalnej szturmują jednocześnie 18 mieszkań w całych Niemczech Zachodnich. We Frankfurcie zabezpieczone zostają kilogramy materiałów wybuchowych oraz jedenaście zapalników, w Neuss stróże prawa natrafiają na warsztat, w którym konstruowano bomby. Znajdują tam etykiety bagażowe oraz plany lotów, ale także ładunek umieszczony w radioodtwarzaczu kasetowym. Zastosowany materiał: semtex. W piwnicy śledczy odkrywają później trzy kolejne bomby. Zbudowane są podobnie jak pierwsza oraz jak ta, która kilka tygodni później rozerwie nad Lockerbie maszynę linii lotniczych Pan Am. Co więcej, natykają się też na ślady wskazujące, że skonstruowano piąty ładunek.

Niedługo potem okazuje się, że w przypadku obu mieszkań istnieje związek z komórkami Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, grupy terrorystycznej skupionej wokół Ahmeda Dżibrila. Aresztowanych zostaje 16 jej członków, w tym niejaki Marwan Khreesat, Jordańczyk uchodzący za specjalistę w dziedzinie pirotechniki, który w trakcie przesłuchania okazuje się nadzwyczaj kooperatywny. Przyznaje się on nie tylko do budowy czterech znalezionych bomb, ale i do tego, że skonstruował także piątą. Mimo to z powodu "niewystarczających dowodów" niemiecki sędzia jakiś czas później puszcza Khreesata wolno. Dziś wiele wskazuje na to, że uznano go za zbyt cenne źródło w grze wywiadów.  

Pięć miesięcy po katastrofie samolotu eksperci policyjni ze Szkocji i Szwajcarii spotkali się w Bernie. Porównali wyniki śledztw prowadzonych w przypadku innych zamachów na samoloty i także natrafili na nazwisko Marwana Khreesata. "W wielu aspektach pojawiły się zbieżności" - napisano w protokole. "Centralną rolę odgrywa tutaj bomba z radioodtwarzacza w powiązaniu z wysokościomierzem. We wszystkich tych przypadkach sprawców należy szukać w kręgach Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny". Ocena ekspertów pozostaje jednak bez echa. Mimo że poszlaki są obciążające, ani niemiecki sąd, ani śledczy Robert  Mueller ich nie sprawdzają.

Jedyny człowiek, który mógłby rzucić nieco światła na tę sprawę,  Khreesat, zmarł w 2016 roku. Według jego córki przed śmiercią przyznał, iż choć to nie on skonstruował bombę, które zabiła prawie trzysta osób nad Lockerbie, to wie, że za zamachem stał nie libijski, lecz irański rząd. Na razie to jednak wciąż niepotwierdzone oskarżenia - a Locker bie nadal pozostaje spowitą mrokiem tajemnicą.

Świat Wiedzy

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: lockerbie | Pan Am | terroryzm

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje