Solarium - słoneczna pułapka

Lekarze są zgodni - ryzyko związane z przebywaniem w solarium jest bardzo duże /123RF/PICSEL

Korzystanie z solarium może być tak samo szkodliwe jak palenie papierosów czy wdychanie pyłu azbestu. Naukowcy przestrzegają, że nawet sporadyczne zażywanie tego rodzaju „kąpieli słonecznych” niesie za sobą ogromne ryzyko zachorowania na raka skóry.

Reklama

Polscy dermatolodzy i onkolodzy 16 lutego 2018 roku mieli powód do świętowania - tego dnia weszły w życie przepisy, które znacznie zaostrzyły dotychczasowe zasady użytkowania solariów. Najważniejsze postanowienie mówi wprost: z naświetlania lampami UV nie mogą korzystać osoby poniżej 18. roku życia, czyli grupa, dla której "sztuczne słońce" jest najbardziej niebezpieczne. Ponadto w lokalach z kwarcówką muszą być zamieszczone ostrzeżenia informujące o zwiększonym ryzyku zachorowania na złośliwy nowotwór skóry. Dokument przewiduje wreszcie całkowity zakaz promocji i reklamy usług solaryjnych we wszystkich środkach masowego przekazu,a nad przestrzeganiem litery prawa mają czuwać m.in. organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Przesada? Nadmierna gorliwość? Nic z tych rzeczy .Regulacje powinny być wprowadzone już dawno temu - wystarczy wspomnieć, że u klientów systematycznie korzystających z solarium ryzyko zachorowania na czerniaka złośliwego wzrasta o 55 proc.. Jeszcze większe prawdopodobieństwo wystąpienia tego nowotworu występuje u osób przed 30. rokiem życia. W ich przypadku zagrożenie jest większe aż o 75 proc.

Promyk nadziei

Jeśli spojrzymy na ustawodawstwo innych krajów,polskie regulacje nie są niczym nadzwyczajnym. Dzieciom i młodzieży zabrania się korzystać z solariów m.in. w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Austrii, Belgii, Hiszpanii, Portugalii czy Kanadzie. W tym samym kierunku podążają USA - obostrzające przepisy wprowadzono już w kilkunastu stanach, a w 28 innych osoby niepełnoletnie muszą posiadać zgodę rodziców,jeśli chcą skorzystać ze "sztucznego słońca".

A to dopiero początek zmian, bo dyskusja coraz częściej toczy się wokół całkowitego zakazu używania łóżek do opalania. Po raz pierwszy na świecie takie przepisy wprowadzono w 2009 roku w Brazylii ,a niedługo później w większości stanów Australii. Kiedy parę lat temu słynna skandynawska sieć klubów fitness SATS, prowadząca salony m.in. w Szwecji, Norwegii i Danii, zupełnie zrezygnowała z solariów uzasadniła to faktem, że nie zamierza"przyczyniać się do fundowania swoim klientom raka".

Reklama

Zmiany w regulacjach prawnych to efekt wielu badań, które dowodzą szkodliwości lamp ultrafioletowych. - Nie ma przekonujących danych naukowych wskazujących na korzyści z użytkowania solariów. Przeciwnie, emitowane przez niepromieniowanie UV klasyfikuje się jako działanie rakotwórcze dla człowieka - alarmuje dr Wojciech Wysocki z Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Krakowie. Do takich samych wniosków doszła Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem, kwalifikując promieniowanie emitowane przez lampy UV jako kancerogenne, oraz Światowa Organizacja Zdrowia, która uznała, iż sztuczne opalanie jest tak samo niebezpieczne jak palenie tytoniu czy wdychanie pyłu azbestu. Autorzy raportu przygotowanego w 2016 roku przez Komisję Europejską ostrzegają wreszcie, iż szkodliwe jest nawet umiarkowane korzystanie z solariów.

Analizy nie pozostawiają złudzeń: u osób poniżej 30. roku życia, które opalają się "sztucznym słońcem" częściej niż raz w miesiącu, ryzyko zachorowania na czerniaka wzrasta aż o 75 proc.! Szczególnie groźne jest tow okresie jesienno‑zimowym, gdy skóra jest absolutnie nieprzygotowana na silne promieniowanie ultrafioletowe.

Czy solarium zabija nasze szare komórki?

Problem polega na tym, iż stosowane w solariach promieniowanie długie (UVA) oraz krótkie (UVB) może być 10-15 razy silniejsze niż naturalne światło w wyjątkowo słoneczne popołudnie. Przyjmuje się, że 10‑minutowe opalanie w salonie piękności obciąża skórę tak jak 100 minut przebywania w pełnym słońcu bez żadnej ochrony. Największe zagrożenie stanowią w tym przypadku różnego rodzaju nowotwory skóry, zwłaszcza najniebezpieczniejszy z nich - czerniak. Dotyczące go statystyki potwierdzają, że najczęściej występuje on wśród młodych kobiet, a ryzyko zachorowania rośnie wskutek korzystania z solarium. Co prawda łatwo go zdiagnozować, rozwija się bowiem na powierzchni skóry (choć może też powstać w ustach, nosie czy gałce ocznej), lecz jest wyjątkowo złośliwy - szybko rośnie i w ekspresowym tempie tworzy przerzuty. W Polsce notuje się ponad 50 000 nowych przypadków nowotworów skóry rocznie, z czego blisko 3000 stanowią czerniaki. W ciągu ostatnich 20 lat zachorowalność wzrosła aż o 300 proc. Dermatolodzy i onkolodzy nie mają złudzeń, iż jest to związane z popularnością solariów w naszym kraju.

Czerniak nie stanowi jedynego zagrożenia. Promieniowanie UV mocno ingeruje w strukturę kolagenu i elastyny, co znacznie przyspiesza proces fotostarzenia się skóry. Za tymczasową opaleniznę młodzi ludzie będą płacić przedwczesnym pojawianiem się zmarszczek. Korzystanie z solariów sprzyja również chorobom oczu, takim jak zaćma, ślepota śnieżna czy retinopatia. Może także prowadzić do upośledzenia pracy układu immunologicznego skóry. Obciążony zostaje wreszcie cały krwiobieg. Naukowcy szacują, że po pięciu ośmiominutowych sesjach pod lampami UV ubytek szarych komórek w mózgu jest porównywalny do tego, jaki ma miejsce po przebiegnięciu maratonu. To skutek stresu oksydacyjnego wynikającego z podwyższonej temperatury.

Ryzyko zapadnięcia na różnorakie groźne schorzenia jest jeszcze większe, gdy mamy do czynienia ze sprzętem wątpliwej jakości. W grudniu 2010 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zlecił Inspekcji Handlowej zbadanie stanu urządzeń solaryjnych w Polsce. Wyniki raportu szokowały: aż 83 proc. skontrolowanych maszyn przekraczało normę natężenia promieniowania ultrafioletowego (w skrajnym przypadku nawet...sześciokrotnie). Mało tego, ich właściciele byli nieświadomi faktu, że lampy mogą szkodzić, a część w ogóle nie zdawała sobie sprawy z istnienia jakichkolwiek norm. Nie występowały przy tym większe różnice między prowincjonalnymi punktami wyspecjalizowanymi w opalaniu i luksusowymi salonami kosmetycznymi, gdzie solarium było usługą dodatkową.

Dawka bezpieczna nie istnieje

Eksperci ostrzegają jednak, iż ryzyko niesie za sobą nawet sprzęt dobrej jakości. - Nikt dotychczas nie opracował wartości tzw. bezpiecznej dawki promieniowania UV - tłumaczy onkolog Zbigniew I. Nowecki. Małgorzata Niemojewska, specjalistka z Centrum Dermatologii Laserowej "Epi-centrum" w Warszawie, tłumaczy, że ludzie różnią się fototypami skóry i każdy inaczej reaguje na promieniowanie UV. - Oczywiście pojedyncza sesja opalania pod lampami zapewne nie wyrządzi nikomu wielkiej krzywdy, niemniej cieszę się z prawnych ograniczeń w dostępności solariów dla młodzieży, które coraz szerzej wprowadzane są na świecie - mówi ekspertka. Jak zatem uchronić się przed zagrożeniami? Najlepiej całkowicie zrezygnować ze sztucznego opalania i zdać się na naturalne słońce w niewielkich dawkach, stosując przy tym kremy z filtrami UV.

Tekst: Kamil Nadolski, Konsulatacja naukowa: dr Joanna Anna Walczak

Artykuł pochodzi ze specjalnego wydania Świata Wiedzy Medycyna 4/2018

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje