Reklama

Składane smartfony - początek nowej ery urządzeń mobilnych

Huawei Mate X i Samsung Galaxy Fold - dwie wizje składanego smartfona. Oba zadebiutują w tym roku. Pierwszy będzie Fold (maj) w cenie 2000 euro /materiały prasowe

Składane smartfony to rzecz, która przestała już pozostawać w sferze domysłów oraz plotek. Ostatnie targi MWC w Barcelonie pokazały, iż tego typu urządzenia mogą być przyszłością rynku - czy tego chcemy czy nie.

Reklama

Temat składanych smartfonów pierwotnie pojawił się kilka lat temu - głównie w postaci przecieków, plotek oraz wniosków patentowych składanych przez największych producentów na świecie. Upłynęło trochę czasu i nagle obudziliśmy się w rzeczywistości, w której opisywane urządzenia z formy pozornie niewinnego pomysłu ewoluowały do rzeczywistych, namacalnych produktów. Targi Mobile World Congress w Barcelonie pokazały, jak dużą nadzieją obarczone są składane telefony. Interesują się nimi nie tylko tacy giganci, jak Samsung czy Huawei, ale również inne, mniejsze korporacje próbujące zarobić na tworzeniu poszczególnych komponentów: elastycznych wyświetlaczy czy też zawiasów pozwalających na wygodne złożenie całej konstrukcji. To technologie rozwijane w laboratoriach na całym świecie od lat - niektóre źródła donoszą, iż Samsung posiadał już składane tablety w 2011 roku, a więc... niemalże dekadę temu. Chiński Huawei z kolei opracowywał specjalny zawias Falcon Wing od ponad trzech lat

Reklama

Sytuacja składanych smartfonów jest nad wyraz oczywista. Nowa moda, to nie tylko prosty sposób na stworzenie kolejnej gałęzi rynku, ale również ogromna kopalnia pieniędzy - każdy chce wynieść ich tyle, ile tylko zdoła. A kto pierwszy, ten lepszy. Jak zwykle.

Kto jest już w grze?

Do stawki zaczyna dołączać coraz większa grupa producentów, jednak na rynku znajdują się już firmy, które posiadają w pełni działające, składane smartfony.

Marką, która jako pierwsza pokazała składanego smartfona jest Royole - urządzenie oznaczone jako FlexPai jest pokazem możliwości marki w kontekście sprzętu, który można składać i rozkładać. Na tle konkurencji wypada ono jednak słabo, zarówno w kontekście wyglądu, jak i samego oprogramowania napędzającego FlexPai. Royole nie można jednak odmówić jednego: producent udostępnił prototyp składanego smartfona jako pierwszy, jeszcze przed końcem 2018 roku. Cena? 1300 dolarów.

Idąc dalej w las robi się już jednak znacznie ciekawiej. Przy okazji premiery smartfonów Samsunga z rodziny Galaxy S, na scenie można było zobaczyć także składanego smartfona - Galaxy Fold. Koreańczycy nie pozwolili go dotknąć, a na targach MWC w Barcelonie także musiałem obejść się smakiem - urządzenie zostało umieszczone za szybą i można było je oglądać tylko i wyłącznie zza barierek. Tego typu decyzja nie dziwi. Każda możliwa interakcja z Galaxy Fold mogłaby w łatwy i szybki sposób obnażyć jego niedoskonałości jako produktu, który trafi do sprzedaży w późniejszych miesiącach tego roku. Samsung jest jednak gotowy do sprzedaży swojego urządzenia. Cena na start? "Zaledwie" 1980 dolarów.

Kolejny ogromny i zaskakujący debiut należy do chińskiego Huawei. Firma na specjalnej konferencji w Barcelonie zaprezentowała smartfona Mate X. Urządzenie nie tylko wykorzystuje autorski system zawiasu upychający tonę elementów na małej powierzchni, ale również posiada system potrójnego aparatu fotograficznego i wsparcie dla wręcz kosmicznie szybkiej technologii ładowania akumulatora. Ciężko powiedzieć na ile funkcjonalny jest ten smartfon - trafi on do sprzedaży w bliżej nieokreślonym czasie oscylującym w granicach połowy 2019 roku. Za urządzenie trzeba będzie zapłacić 2299 euro.

Swoje pomysły na MWC postanowiła zaprezentować także inna, chińska firma - TCL. Na co dzień marka zajmuje się produkcją wyświetlaczy jakie konsumenci z polski mogą znaleźć między innymi w niektórych telewizorach czy smartfonach marki BlackBerry. To, co wyróżnia Chińczyków od konkurencji, to nieco inne podejście do składanych smartfonów - póki co wstrzymują się oni od tworzenia jednego, kompletnego urządzenia, a zamiast tego TCL chce być inspiracją dla konkurencji. Owszem, marka posiada stosowne technologie i jest w stanie tworzyć urządzenia z elastycznymi wyświetlaczami (nie tylko smartfony), jednak na oficjalną premierę poczekamy aż do 2020 roku. Powód? TCL marzy o przyciągnięciu "przeciętnych" konsumentów, dla których ma zamiar stworzyć taniego, składanego smartfona. Nie powinno być więc przesadnie drogo - informacje wskazują na to, iż Chińczycy chcą uplasować swoje sprzęty w cenie poniżej 1000 dolarów za sztukę.

W kolejnych miesiącach swoje propozycje składanych smartfonów zaprezentują takie marki, jak Oppo, Xiaomi, LG, a nawet... Razer. Wiadomo także, iż nad podobnym sprzętem pracuje również Asus.

Czy to nam naprawdę potrzebne?


Patrząc na składane smartfony oraz ich wybuchowy potencjał w kontekście podbicia rynku urządzeń mam czasem wrażenie, że te sprzęty mogą skończyć, jak niegdyś tablety. Użytkownicy chętnie zainteresują się trendem, wydadzą na niego pieniądze, jednak po kilku latach sam odłam zacznie być coraz bardziej niszowy oraz zostanie wyparty przez nowe, kreatywne pomysły. To na ten moment jednak tylko i wyłącznie personalne przewidywania i ciężko przewidzieć, w którą stronę rozwinie się cała sytuacja. Historia smartfonów pokazuje nieustanne eksperymenty producentów z wielkością ekranów, różnorodnością kształtów obudowy czy też zalewaniem nas ilością dodatków mających rzekomo zwiększyć produktywność oraz zmienić filozofię stojącą za noszeniem smartfona w kieszeni każdego dnia.

Największą bolączką, z którą teraz borykają się giganci jest nic innego, jak najważniejsza składowa każdego telefonu, czyli... oprogramowanie. Zaprojektowanie urządzenia w kontekście samego wyglądu czy też nakład inżynierów mający sprawić, że będzie ono fizycznie wygodne spełźnie na niczym jeśli nie będą za tym stały konkretne zabiegi przekładające się na user experience. Wielozadaniowość, szybkie przejście z większego do mniejszego ekranu czy też dostosowanie wszystkich istniejących aplikacji do nowego formatu wyświetlania - to tylko wierzchołek góry lodowej, z którą musi mierzyć się Huawei, Samsung, TCL i inne marki chcące skutecznie sprzedawać składane smartfony. Google kilka tygodni temu poinformowało, iż Android doczeka się rozwiązań, które ułatwiają implementację oprogramowania na składane smartfony, ale sami wiemy, jak to wygląda w praktyce - zazwyczaj kiepsko i niezgodnie z obietnicami, a przecież w tym wypadku zachowanie i udział giganta z Mountain View może być absolutnie kluczowy.

Odpowiedź na pytanie o to czy składane smartfony są nam potrzebne będzie finalnie zależała nie od samych producentów tego typu urządzeń, ale od użytkowników. To przecież klienci na rynku masowym poprzez swoje zakupy i świadome decyzje wpływają na kształt tego, w którą stronę rozwija się cała branża.

Składane smartfony trzeba jednak dalej traktować jak futurystyczną ciekawostkę. Pod koniec 2019 roku tego typu podejście prezentowane przez sceptyków takich, jak ja może się jednak drastycznie zmienić. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje