Reklama

Samoloty z serii Boeing 737 MAX pozostaną uziemione. Winna poprawka

Boeing 737 MAX pozostanie na ziemi /AFP

Boeing poinformował, iż potrzebuje więcej czasu na wdrożenie poprawki, od której zależy poprawne działanie samolotów z serii 737 MAX. Do czasu uzyskania odpowiedniej certyfikacji, wszystkie samoloty amerykańskiego producenta pozostaną uziemione.

Amerykański Boeing nie ma w ostatnich tygodniach łatwego życia. Firma boryka się nie tylko z presją opinii publicznej oraz mediów, ale także stara się za wszelką cenę opracować i skutecznie wdrożyć poprawki w oprogramowaniu dla systemu MCAS - prawdopodobnemu winowajcy katastrofy dwóch samolotów linii LionAir oraz Ethiopian Airlines.

Reklama

Najnowsze informacje wskazują jednak na to, że samoloty wielu światowych przewoźników dalej będą stały i kurzyły się na płytach lotnisk. Boeing twierdzi bowiem, iż potrzebuje więcej czasu na dokończenie oraz domknięcie projektu aktualizacji oprogramowania dla samolotów z serii 737 MAX. Do 29 marca 2019 roku, inżynierowie Boeinga mieli przesłać stosowną dokumentację do FAA, jednak tak się nie stało. Nowe oprogramowanie ma być gotowe w "nadchodzących tygodniach" - Amerykanie nie zaznaczyli jednak żadnej, konkretnej daty w kalendarzu ponownie dając sobie spory margines bezpieczeństwa.

Boeing informuje, iż bezpieczeństwo jest dla firmy absolutnym priorytetem. W związku z tym producent ma zapewnić gruntowane oraz metodyczne podejście do opracowania i przetestowania nowej aktualizacji tak, aby spełniała ona wszystkie możliwe normy oraz wymagania certyfikacyjne stawiane przez najważniejsze urzędy i organizacje lotnicze.

Boeing pod lupą

Amerykański producent nie ma już miejsca na potknięcia - na ręce Boeinga patrzy nie tylko FAA, ale również Komitet do spraw Transportu i Infrastruktury w Stanach Zjednoczonych. Ostatnia z wymienionych organizacji wysłała stosowne pisma żądając udostępnienia zapisów związanych z procesem certyfikacyjnym samolotów 737 MAX. Przewodniczący komisji, Pete DeFazio twierdzi, iż zrozumienie całej sytuacji oraz dokładne poznanie przyczyn i momentu, w którym "coś poszło nie tak" jest kluczowe nie tylko dla Boeinga, ale również dla wszystkich pasażerów linii lotniczych na całym świecie. Samoloty z serii 737 MAX zostały uziemione 13 marca po tym, jak na światło dzienne zaczęły przedostawać się informacje mówiące o tym, iż system MCAS mógł być odpowiedzialny za rozbicie się dwóch samolotów na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy. W obu wypadkach śmierć poniosło łącznie 346 osób.

Oficjalne oświadczenie Federal Aviation Administration z 1 kwietnia 2019 roku wskazuje na to, iż nowe oprogramowanie mające zapewnić bezpieczeństwo samolotom, jak i całej jej konstrukcji nie zostanie dopuszczone do użytku bez uzyskania przez urząd pozytywnych wyników rygorystycznych testów bezpieczeństwa.

Jak zareagowali inżynierowie?

27 marca 2019 roku Boeing zaktualizował swoją oficjalną stronę i udostępnił zainteresowanym więcej informacji dotyczących aktualizacji felernego systemu MCAS. Pierwotnie sam "dodatek" miał odpowiadać za automatyczne trymowanie samolotu podczas lotu oraz zapobiegać sytuacji, w której mogło dojść do przeciągnięcia, czyli utraty siły nośnej. W przypadku lotu LionAir 610, MCAS przyczynił się do obniżenia nosa samolotu w sposób, w którym zarówno kapitan, jak i pierwszy oficer znajdujący się na pokładzie przestali mieć nad nim kontrolę - wszystko to przez błędną analizę zbieranych danych (między innymi przez czujnik kąta natarcia) oraz brak dokładnej wiedzy załogi na temat funkcjonowania opisywanego systemu.

Boeing wie, iż po dwóch ostatnich wypadkach taka sytuacja nie może się powtórzyć. Firma w najnowszej aktualizacji definitywnie przebudowała sposób działania MCAS oraz jego aktywacji. Od teraz oprogramowanie odpowiedzialne za sterowanie samolotem będzie zbierało dane nie z jednego, a z dwóch czujników kąta natarcia - jeśli różnica między odczytami wyniesie 5,5 stopnia, wtedy też MCAS nie zostanie automatycznie aktywowany. Specjalna kontrolka w kokpicie ostrzeże pilotów o całej sytuacji. Najważniejszą zmianą jest jednak nie tylko prostsza możliwość wyłączenia systemu MCAS, ale również jego nowe wytyczne, które nie pozwolą na wytworzenie siły nie pozwalającej pilotom na odpowiednie ustawienie wolantu do sterowania samolotem 737 MAX. Wykonanie manewru "Stall Escape" w sytuacji awaryjnej powinno odbyć się bez przeszkód.

Oprócz tego Boeing nie tylko wyda nowe biuletyny informacyjne, kontrolne checklisty, ale także zaproponuje odświeżony Quick Reference Handbook - trafią one do wszystkich pilotów latających na danym typie samolotu. Amerykanie wymuszą również dodatkowy, 21-dniowy trening, który dokładnie wskaże wszystkie różnice między modelem 737, 737 NG oraz 737 MAX.

Oficjalny raport w drodze

Wszystkie osoby zainteresowane szczegółami katastrofy lotu Ethiopian Airlines ET302 muszą cierpliwie czekać na oficjalny raport oraz informacje na temat całego przebiegu sytuacji - zamieszanie medialne wokół całej sprawy jest gigantyczne i często opiera się na domysłach lub wręcz absurdalnych założeniach. Firmy lotnicze, których flota została uziemiona zapewne będą starały się o odpowiednią rekompensatę ze strony Boeinga, który obecnie traci ogromne sumy pieniędzy - jedną z linii, która bez ogródek zażądała płatności jest chociażby Norwegian Air Shuttle.

Jedno jest pewne. Po przejściu odpowiedniej certyfikacji oraz wdrożeniu nowej poprawki bezpieczeństwa dla samolotów z serii 737 MAX możemy spodziewać się, iż będą to najbezpieczniejsze samoloty, jakie pojawiły się na rynku w ostatnich latach. Oficjalna data przywrócenia ich do pełnej sprawności operacyjnej pozostaje jednak wciąż wielką tajemnicą. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Boeing | samolot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje