Reklama

Rosja będzie korzystać z własnego, odizolowanego internetu

Rosja przygotowuje się do stworzenia własnej sieci /123RF/PICSEL

Do stworzenia własnego, odizolowanego cyfrowego świata Rosjanie przygotowywali się już od dłuższego czasu. Najnowsze przepisy, które wejdą w życie jeszcze w tym roku sprawią, iż Rosja będzie mogła odciąć się od reszty świata i lepiej kontrolować całą aktywność w sieci.

Jeszcze w grudniu 2018 roku prezydent Władimir Putin postanowił wprowadzić ważną ustawę do rosyjskiego parlamentu: miała ona zagwarantować, że wszyscy dostawcy na terenie kraju będą w stanie zapewnić niezależność internetu w razie "agresji" napływającej spoza Rosji. Nad całą sprawą miał czuwać nikt inny, jak Roskomnazor. Ta sama agencja oprócz kontroli ruchu sieciowego wymaga również od wszystkich rosyjskich firm telekomunikacyjnych gotowości do przekierowania całego ruchu internetowego tak, aby informacje i dane wrażliwe pozostały bezpieczne. Pierwsze testy wydajności i przepustowości rosyjskiej technologii miały odbyć się 1 kwietnia 2019 roku.

Reklama

Potrzeba było zaledwie nieco więcej niż dwóch tygodni od prima-aprillis, aby pomysł będący żartem w kuluarach stał się rzeczywistością. Rosyjska Duma Państwowa przyjęła ustawę, która ma zapewnić bezpieczne oraz zrównoważone funkcjonowanie internetu w całym kraju.

Co to oznacza dla przeciętnego obywatela?

Projekt jest ambitny

Nowe przepisy zapisane w odpowiedniej ustawie mają zacząć funkcjonować już od 1 listopada 2019 roku. Na pełne "wdrożenie" technologii i prawa jeszcze jednak poczekamy - data 1 stycznie 2021 roku będzie kluczowa. Wtedy to każdy z operatorów oraz dostawców będzie musiał dopasować się do nowego sposobu szyfrowania informacji oraz wykorzystywania domen krajowych.

Plotki zdają się potwierdzać. Nad odizolowaniem się Rosji od globalnego internetu będzie czuwała Federalna Służba ds. Nadzoru Komunikacji, Technologii Informacyjnych i Środków Masowego Przekazu. Roskomnazor będzie w stanie zablokować dowolny kanał przepływu informacji w internecie i co gorsza nikt nie będzie wymagał od urzędników kontaktu z blokowaną instytucją. Rosyjska jednostka staje się więc swego rodzaju sieciowym dyktatorem z nieograniczoną władzą - w razie zagrożenia atakiem na infrastrukturę, to właśnie Roskomnazor przejmie władzę oraz kontrolę nad całą infrastrukturą sieciową. Co mogą zrobić operatorzy i dostawcy internetu? Nic więcej, jak tylko podporządkować się wszystkim decyzją wspomnianej Służby.

Oprócz całej papierkowej roboty związanej z przebudowaniem ustawy oraz zarządzaniem siecią w Rosji, kraj czeka także sporo pracy w zakresie modernizacji obecnie istniejącej infrastruktury. Rosyjska sieć będzie musiała udźwignąć przekierowanie i utrzymanie ruchu sieciowego w obrębie kraju, a także sprawnie blokować dostęp do określonych serwisów. Co ciekawe, w kraju powstanie odrębny system DNS odpowiedzialny za przydzielanie domen - ma on jednak działać tylko i wyłącznie w sytuacji realnego zagrożenia. Do 2020 roku dokładnie ten system będzie w stanie niezależnie obsłużyć aż 95 proc. całego ruchu internetowego na terenie Rosji.

Ile zapłacą za to wszystko rządzący? Szacuje się, że za możliwość sprawnego odizolowania się Rosji od globalnej sieci trzeba zapłacić mniej więcej 25 miliardów rubli. Szybkie przeliczenie tej kwoty na złotówki pokazuje skalę przedsięwzięcia: to więcej niż 1,5 miliarda złotych.

Rosja będzie chronić hakerów i trolli?

Rosjanie od lat uważani są za jednych z najlepszych hakerów na świecie. Kraj oskarżany jest nie tylko o wpływ na wynik wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, ale również o wiele ataków na mniej lub bardziej istotne elementy infrastruktury wielu państw Europy - w tym Polski. W listopadzie 2018 łupem padła fabryka "internetowych trolli" - organizacja masowo produkująca fake newsy oraz zabiegająca o szeroko zakrojoną dezinformację w sieci. Największą zasługą rosyjskich trolli może być fakt, iż udało im się z powodzeniem włamać na skrzynkę mailową Hillary Clinton, która trzy lata temu była jednym przeciwnikiem Donalda Trumpa w trakcie kampanii wyborczej. Według informacji przekazanych przez Amerykanów, każdego dnia 6 tysięcy osób miało czuwać nad "zaginaniem" rzeczywistości w kwestii Syrii, Wenezueli, Libii, Czadu czy Sudanu - państw borykających się z dyktaturą nieznoszącą sprzeciwu.

Jakby tego wszystkiego było mało, w tworzeniu opisywanej ustawy, która pozwoli Rosjanom wygodnie odciąć się od globalnego internetu miał pomagać Andriej Ługowoj. To oficer służb specjalnych, który 13 lat temu w Londynie był rzekomo odpowiedzialny za skuteczne otrucie Aleksandra Litwinienki.

Sieć powiązań na terenie kraju rządzonego przez Władimira Putina zdaje się mieć więc nie tylko logiczną całość, ale również wspólny interes z dokładnie skonstruowanym planem na przyszłość.

W obliczu tychże faktów, 307 posłów zagłosowało w Rosyjskiej Dumie za wprowadzeniem ustawy, a zaledwie 68 osób wyraziło swój sprzeciw. Jeśli odpowiednie dokumenty przejdą przez Radę Federacji, to ostatnią destynacją ich podróży stanie się biurko Władimira Putina.

Chiny stają się inspiracją

Inspiracją dla Rosjan może być nic innego, jak chiński Projekt Złota Tarcza, czyli cenzura internetu i kontrola treści zamieszczanych bezpośrednio w sieci na terenie Państwa Środka. W przypadku Azjatów rozwiązanie jest także realizowane przez władze państwowe opierające swoje decyzje na szeregu praw i rozporządzeń administracyjnych. Kontrola internetu za pomocą chińskiego firewalla odbywa się przy współpracy z dostawcami internetu oraz firmami i organizacjami pozarządowymi. Aby tego dokonać, przedsiębiorcy zatrudniają specjalnych moderatorów dbających o aktywne usuwanie niewygodnych treści politycznych. Blokowanie wyszukiwarek takich, jak Google czy Yahoo, to także sprawa oczywista. Do łatwo wyłapywanych terminów będących pod stałym monitoringiem rządzących można zaliczyć także słowa takie, jak "prawa człowieka", "dyktatura", "antykomunizm" czy "demokracja" - a to tylko wierzchołek góry lodowej. Jedyne miasta, które zostały wyłączone z Projektu Złota Tarcza, to Hong-Kong i Makau.

Chiński rząd blokuje i kontroluje sieć za pomocą czterech rozwiązań sieciowych. Pierwsze z nich, to bezpośrednie blokowanie odpowiednich adresów IP wpływających na wszystkie protokoły sieciowe umożliwiające dostęp do danej witryny. Drugi sposób to rzecz, która znajdzie się także w rosyjskim projekcie - jest nim filtrowanie i przekierowywanie adresów DNS. Ostatnie dwie metody dotyczą analizowania adresów URL na podstawie ciągu znaków, a także pakietów internetowych wysyłanych przez użytkownika do samego serwera. Większość z tych metod da się skutecznie obejść za pomocą połączenia przez VPN i zmiany lokalizacji, a także poprzez sieć Tor.

Obecnie nie wiadomo czy w przypadku Rosjan podobne technologie będą działać tak samo skutecznie, jak w Chinach. Tego typu domysły trzeba póki co schować do szuflady aż do momentu startu odizolowanego internetu.

Dzień dobry, poproszę sieć do kontroli

Oprócz samego projektu ustawy, rządzący przygotowują także opisy specjalnych sytuacji, w których Roskomnazor będzie w stanie szybko i sprawnie odciąć rosyjski internet od reszty świata. Stosowny regulamin będzie zakładał między innymi odpowiednią specyfikację połączeń, a także wiele innych dokumentów. Operatorzy i dostawcy usług będą zobowiązani do cyklicznych testów na wypadek ogłoszenia alarmu. Co gorsza, ruch docierający z "międzynarodowego internetu" będzie ściśle monitorowany i dopuszczany do obiegu w Rosji za pomocą węzłów spełniających dane kryteria opracowane przez nikogo innego, jak... Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB).

Powodzenie całego przedsięwzięcia znajduje się na ostatniej prostej przed staniem się rzeczywistością. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rosja | internet

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje