Reklama

Dlaczego samoloty spadają?

Sekundy na podjęcie decyzji i wadliwe systemy komputerowe - piloci muszą mieć nerwy ze stali /123RF/PICSEL

​Katastrofy lotnicze z udziałem nowych Boeingów 737 Max 8 i SU Superjet zszokowały świat. To tragedie, których można było uniknąć. Pokazały, że coraz większa automatyzacja latania to duże wyzwanie nawet dla najlepszych pilotów. Jak zatem funkcjonuje mózg człowieka siedzącego za sterami samolotu? I czy może on podołać lawinie docierających do niego informacji?

Reklama

Samolot Suchoj Superjet 100 pojawił się nad pasem, ciągnąc za sobą warkocz płomieni i dymu. Maszyna Aerofłotu, która kilkadziesiąt minut wcześniej wystartowała do Murmańska z pięcioma członkami załogi i 73 pasażerami na pokładzie, podchodziła do awaryjnego lądowania. Kapitan zameldował kontrolerom o problemach z układem sterowania i łącznością po uderzeniu pioruna. Wieża zgodziła się na powrót na lotnisko Szeremietiewo. Dlaczego jednak wykonał aż dwa okrążenia, aby posadzić maszynę? I dlaczego w trakcie zbliżania się do pasa w tylnej części kabiny wybuchł pożar? Tuż po zatrzymaniu się płonącego samolotu na pokładzie rozegrały się dantejskie sceny. Ludzie ruszyli w stronę wyjścia, próbując ratować swój bagaż, potykając się i tratując nawzajem. Ci z miejsc ulokowanych w ogonie nie mieli większych szans na ratunek - ginęli, dusząc się w toksycznym dymie. Wśród przerażających krzyków, przekleństw i płaczu stewardesy oraz piloci usiłowali zapanować nad chaosem. To głównie dzięki nim z maszyny po nadmuchiwanych trapach wydostała się niemal połowa pasażerów. Niestety, aż 41 straciło życie...

Kto jest winien tej tragedii? Czy był to błąd pilotów, którzy nie docenili powagi awarii i wykonali niepotrzebne okrążenie nad Moskwą? Usterka techniczna któregoś z podzespołów? A może coś, co w ostatnich czasach coraz częściej staje się przyczyną wypadków w ruchu lotniczym: nieumiejętność zapanowania nad rozbudowaną elektroniką, sterowaną przez w dużej mierze niezależny komputer i obwarowaną skomplikowanymi procedurami? Ten ostatni problem był przyczyną katastrof dwóch Boeingów...

Alarm w przestworzach

Reklama

Rozpaczliwa walka trwała 13 minut. Dwudziestego dziewiątego października 2018 roku zaraz po wyruszeniu z Dżakarty Boeing 737 Max 8 nagle zaczął obniżać pułap lotu. Lampki kontrolne zamigotały,zabrzmiały sygnały alarmowe. Piloci 26 razy próbowali skorygować kurs. Daremnie. O godzinie 6:33 samolot rozbił się w morzu, zginęli wszyscy na pokładzie: 181 pasażerów oraz ośmioro członków załogi. Teraz wiadomo już, że piloci mimo tysięcy wylatanych godzin nie mieli szans na zażegnanie niebezpieczeństwa. Dlaczego? 

Ponieważ nie wiedzieli, że można wyłączyć wadliwy system kontroli lotu. Ten przypadek pokazuje, jakie wyzwania stawia zasiadającym za sterami maszyn postępująca automatyzacja i komputeryzacja. Dziesiątego marca 2019 roku, niecałych pięć miesięcy po katastrofie Boeinga 737 Max 8 w Indonezji, doszło do kolejnego wypadku z udziałem takiej maszyny, tym razem w Etiopii. Oba wypadki wykazujązatrważające podobieństwa.Tak jak w Indonezji, piloci lotu 302 etiopskich linii lotniczych kilka minut po starcie stracili panowanie nad samolotem. Kapitan zgłosił problemy z systemem kontroli lotu, który wymuszał obniżenie pułapu lotu. Wielokrotnie próbował temu zapobiec, jednak już po sześciu minutach od startu zerwana została łączność radiowa, a dziób maszyny ciągle kierował się w dół. Chwilę potem uderzyła ona w ziemię z prędkością ponad 740 km/h. Zginęło 149 pasażerów i ośmioro członków załogi. Pięć dni później Boeing ogłosił, że wstrzymuje dostawy samolotów typu 737 Max do odwołania.

Sekundy na podjęcie decyzji

Nowoczesne kokpity są wyposażone w skomplikowane systemy elektroniczne mające pomagać pilotom w podejmowaniu decyzji - a czasem ich wręcz w tym wyręczać. Ale co się dzieje, gdy komputer, opierając się na błędnych danych, przejmuje kontrolę nad samolotem, a pilot nie może zareagować? Wygląda na to, że tak właśnie było w przypadku dwóch wspomnianych Boeingów 737 Max 8. W obu sytuacjach system kontroli lotu (Maneuvering Characteristics Augmentation System, MCAS) na podstawie niewłaściwych odczytów czujników zmusił maszyny do gwałtownego skierowania dzioba w dół. W Indonezji piloci w ogóle nie mieli pojęcia, że MCAS da się wyłączyć i desperacko próbowali uniknąć katastrofy, zaś w drugim wiedzieli, co prawda, jak go dezaktywować, lecz wskutek ekstremalnego stresu i presji czasu niebyli w stanie zapobiec tragedii (więcej o katastrofach - kliknij tutaj). 

Ale nie są to wcale jedyne niebezpieczeństwa. Dalej pokazujemy, dlaczego lęk przed lataniem bywa uzasadniony...

Dowiedz się więcej na temat: katastrofa lotnicza | Boeing 737 MAX 8

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje