Reklama

Meksyk i USA - wirtualny mur

Chodzi o zaawansowany system monitoringu granicznego Secure Borders Initiative Network (SBInet), który pod nazwą roboczą Project 28 został opracowany przez konsorcjum pod kierownictwem koncernu Boeing za równowartość 20 milionów dolarów. System był gotowy już w ubiegłym roku, ale wówczas rząd USA nie przyjął go, zgłaszając zastrzeżenia i wskazując błędy.

Pierwszy odcinek wirtualnej granicy, której budowa przewidziana jest na dalszych 37 obszarach granicznych w Arizonie i Teksasie, składa się z dziewięciu trzydziestometrowych mobilnych wieżyczek obserwacyjnych, 50 pojazdów z notebookami, na których można oglądać obrazy z kamer, trzech pojazdów szybkiego reagowania, 50 telefonów satelitarnych oraz dwóch centrali dowodzenia, jak również urządzeń radarowych, kamer pracujących w podczerwieni oraz czujników ruchu. Przenośne wieżyczki, które same są chronione przez system monitoringu, mają być do końca roku zastąpione wieżami stacjonarnymi.

Reklama

Zastosowane kamery mogą z odległości 10 kilometrów odróżniać ludzi od zwierząt oraz rozpoznawać wielkość grup ludzkich. Rozpoznają one również takie szczegóły jak to, czy obserwowani mają ze sobą plecaki. Podobno od września 2007 udało się za pomocą P-28 złapać ponad 2000 osób. Od tamtego czasu liczba notowanych nielegalnych imigrantów spadła, co Chertoff określił jako "niesamowity efekt odstraszający" nowego systemu kontroli granicznej.

Szef departamentu zapowiedział też, że liczba latających robotów z kamerami wzrośnie z 3 do 6, a w ciągu najbliższych dwóch lat do systemu zostanie włączonych nawet 40 przenośnych radarów. Przewiduje się też dalszą rozbudowę konwencjonalnej formy zabezpieczenia granicznego. Obecnie zasieki rozciągają się na 480 kilometrach granicy, a do końca roku ich długość ma wzrosnąć do 1000 km. Tym samym jedna trzecia granicy z Meksykiem będzie chroniona. Zwiększeniu z 15 do 18 tysięcy ma też ulec liczba zatrudnionych strażników granicznych.

Nowy system ochrony granic ma niewielu krytyków, są nimi przeważnie mieszkańcy obszaru przygranicznego oraz ekolodzy. Kandydaci do wyborów prezydenckich z ramienia Partii Demokratycznej, Hillary Clinton i Barack Obama, są przeciwnikami konwencjonalnych zasieków i preferują niewidoczną "wirtualną granicę". Jednak w 2006 roku sami głosowali za przyjęciem uchwały o budowie 1125-kilometrowego płotu granicznego. Za jego wzniesieniem opowiedział się również republikański kandydat do fotela prezydenckiego - John McCain. Chciałby on usprawnić ochronę granic, ale twierdzi też, że konwencjonalne zapory powinny być budowane tylko wokół miast - natomiast na pozostałym obszarze trzeba stosować nowoczesne systemy monitoringu.

HeiseOnline

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Arizona | rząd | wirtualny | Meksyk | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje