Reklama

Jak PRL pogrążyła polskiego geniusza komputerowego

Człowiek i świnie I

K-202 burzył tę misterną układankę. Mogło się okazać, że masa dyrektorów, kierowników (wszyscy naturalnie z PZPR, bo tylko partyjni mogli być na stanowiskach kierowniczych w dużych firmach) jest całkowicie zbędna. A liczące tysiące osób zakłady - niepotrzebne, gdyż wystarczy zatrudnić kilkudziesięciu, góra dwustu, ludzi do montażu K-202.

Reklama

Powiało grozą. Imperium zaczęło więc kontratakować. Zaczęły się interwencje na wysokim szczeblu, naciski, telefony w stylu: "Wicie, rozumicie, towarzyszu, tu taki jeden AK-owski prowokator bruździ, szkodzi, nie pozwala planu wykonać, z burżuazyjnymi wyzyskiwaczami się zadaje" itd. W efekcie, gdy wytworzono już jakieś 30 egzemplarzy komputera, z czego połowa trafiła do Anglii, nagle spadł grom z jasnego nieba.

Dosłownie z dnia na dzień zadecydowano: "produkcję K-202 zakończyć w trybie natychmiastowym!". Jacka Karpińskiego siłą wyprowadzono poza teren zakładu (!), częściowo zmontowane 200 egzemplarzy K-202 komisyjnie zniszczono, a Anglikom oświadczono, że mogą "spadać na drzewo", bo w PRL coś takiego jak K-202 przestało istnieć raz na zawsze. Do widzenia!

Żeby Karpińskiemu nie przyszły do głowy inne, równie szkodliwe pomysły, to zabroniono mu pracować w branży informatycznej oraz uniemożliwiono wyjazd za granicę. Nawet wówczas, gdy Amerykanie zaoferowali mu prestiżowe stanowisko konsultanta głównego projektanta komputerów w jednej ze swych korporacji, władza ludowa odpowiedziała twardym "nie!". Zniechęcony konstruktor po paru latach tułania się po rozmaitych dziwnych instytucjach, gdzie głównie przekładał papierki na biurku, zajął się czymś, na co władze PRL patrzyły bardzo życzliwie - hodowlą świń.

Nic więc dziwnego, że kiedy jakaś zabłąkana reporterka zapytała go, dlaczego się zajmuje tak niepasującą do jego wykształcenia i możliwości pracą, Jacek Karpiński odrzekł z goryczą mniej więcej tak: "Bo wolę mieć do czynienia z takimi świniami". I w ten zbożny sposób spędził kilka następnych lat...

Kiedy w 1980 roku powstała "Solidarność" i zaczęto drążyć rozmaite "ciemne sprawy", znów zrobiło się o nim głośno. Stał się przykładem na to, jak "poprzednia ekipa" (bo naturalnie winni byli ludzie, a nie ustrój) trwoniła potencjał Polski i Polaków. Nie żeby zaraz dać mu znów szansę pracy w wyuczonym zawodzie czy wznowić produkcję K-202... "No, nie przesadzajmy z tą całą liberalizacją, towarzysze". Ale pozwolono mu... emigrować. Po czym zapewne odetchnięto z ulgą - "w końcu problem z tym wichrzycielem mamy z głowy"...

Wieczny tułacz

Inżynier wyjechał do Szwajcarii, gdzie zatrudnił się w firmie prowadzonej przez Jacka Kudelskiego, Polaka, który mając 12 lat, trafił tam w 1939 roku wraz ze swoją rodziną i nie był na tyle głup... romantyczny, by po wojnie chcieć pracować dla dobra PRL. Mieszkając w normalnym kraju i mając łeb na karku, szybko zrobił karierę i majątek, produkując profesjonalne przenośne magnetofony, chętnie wykorzystywane przez reporterów wszelakiej maści, marki Nagra. (To od "nagrać", jakby ktoś był ciekawy genezy nazwy).

W "krainie Milki", po paru latach pracy dla Kudelskiego, Jacek Karpiński założył własny biznes. W tym czasie skonstruował m.in. robota sterowanego głosem oraz ręczny skaner Pen Reader. Było to urządzenie wielkości długopisu, pozwalające skanować dokumenty z jakością zbliżoną do skanerów stacjonarnych. Głównym zastosowaniem Pen Readera było przenoszenie treści "papierowych" faktur, listów przewozowych itp. do komputera.

I pewnie Karpiński zrobiłby na tym niezły interes,ale... był już rok 1990. W Polsce zawalił się socjalizm. Zatem można było wrócić do ukochanego kraju i pracować dla jego dobra, prawda?

Uhonorowany przez władze RP tytułem "doradcy do spraw informatyki", zaczął rozkręcać produkcję Pen Readera (oraz przy okazji kas fiskalnych). Na to jednak potrzebne były pieniądze. I to duże. By je zdobyć, Jacek Karpiński zastawił wszystko, co miał (czyli dom). Niestety, co jest typowe w tej branży, był znacznie lepszym konstruktorem niż biznesmenem.

Artykuł pochodzi z magazynu CD Action - numer 04/2011

Wszedł w spółkę z dość nieciekawymi ludźmi, a do tego zapewne niezbyt uważnie czytał wydrukowane małą czcionką warunki umowy. W efekcie, gdy produkcja Pen Readera ledwo zaczęła się rozkręcać, bank... odmówił wypłacenia kolejnej transzy kredytu.

Z niezależnych powodów (czytaj: cwaniactwa i braku odpowiedzialności wspólników) nie wypaIił też biznes z kasami fiskalnymi. I tak Jacek Karpiński został na lodzie - bez domu (przejętego przez bank za niespłacenie pierwszej raty) i z masą długów, które przez wiele lat oddawał. Wszystko, a jakże, w majestacie prawa i jak najbardziej zgodnie z przepisami...

Zrujnowany i emerytowany już konstruktor dorabiał sobie, projektując witryny internetowe, ale ciągle nie składał broni, mimo że zdrowie już mu nie dopisywało.

Stworzył specjalny skaner dla audytorów finansowych oraz rozpoczął pracę nad technologią rozpoznawania mowy przez komputer. Powoli zaczął wychodzić na prostą (spłacił długi, dorobił się mieszkania). Niestety, śmiertelna choroba zakończyła jego ziemską tułaczkę - konstruktor zmarł w lutym 2010 roku.

Człowiek i świnie II

W odróżnieniu od osób opisywanych przeze mnie w poprzednich numerach CDA (Jack Tramiel czy Clive Sinclair), Jacka Karpińskiego nie pokonała własna pycha i chore ambicje czy brak wyczucia potrzeb rynku. Chciałoby się powiedzieć, że zwyciężył go niereformowalny ustrój i jego tępawe sługusy, ale niestety to tylko część prawdy.

Wielki konstruktor poległ raczej w walce z ogólną miernością i małością, w starciu z ludźmi, którzy (niezależnie od ustroju) nie sięgali mu do pięt. Majątek rodziny Jacka Kudelskiego szacowany jest obecnie na jakieś 200 mln dolarów. Gdyby Jacek Karpiński poszedł jego drogą - czyli pozostał za granicą - zostałby zapewne milionerem i supergwiazdą informatyki. Ale był nieuleczalnym patriotą. Polska - i ta socjalistyczna, i ta kapitalistyczna - odpłaciła mu bezdusznością i podłym cwaniactwem. Świnie wygrały.

Smuggler

CD Action

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Polska Rzeczpospolita Ludowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje