Snapchat - sexting, duże pieniądze i 10-sekudowe filmiki

Potrzeba jest matką wynalazków. Jak się okazuje zasada ta sprawdza się także w przypadku aplikacji mobilnych. Nie inaczej było w przypadku zyskującej cały czas na popularności aplikacji Snapchat, która stanowi obecnie poważną konkurencję dla dotychczasowego króla mediów społecznościowych - Facebooka.

O tym, że Snapchat faktycznie może zachwiać pozycją Facebooka najlepiej świadczy fakt, iż w 2013 roku Mark Zuckerberg zaoferował za niego niebotyczną sumę 3 miliardów dolarów. Większość osób, postawiona przed tego typu wyborem, zapewne wzięłaby pieniądze i poświeciła w zupełności cieszeniu się dostatnim życiem. Twórca aplikacji i jej twarz - Evan Spiegel - wspólnie z współtwórcami komunikatora postanowili jednak odmówić. Wiele osób sugerowało im wówczas "puknąć się w czoło". Na stole leżało przecież 3 miliardy dolarów.

Reklama

Spiegel - jak się potem okazało - postąpił jednak słusznie. Minął nieco ponad rok od propozycji ojca sukcesu Facebooka. W marcu br. w Snapchat zdecydował się zainwestować Alibaba - chiński gigant z branży e-commerce - dotując go kwotą 200 milionów dolarów i przejmując tym samym pakiet  około 1,3 procenta akcji. Transakcja ta podniosła wartość aplikacji do 15 miliardów dolarów. Facebook natomiast postanowił skopiować najważniejsze rozwiązanie Snapchata - znikające wiadomości.

Snapchat - co to takiego?

Mechanizm działania aplikacji z białym duszkiem na żółtym tle, dostępnej zarówno dla systemu Android jak i iOS, jest banalnie prosty. Za jej pomocą użytkownicy urządzeń mobilnych wymieniają się ze sobą zdjęciami, wiadomościami i filmikami video, wysyłając tzw. "snapy". Oryginalność Snapchata polega na tym, że przesyłane materiały żyją w większości przypadków maksymalnie przez 10 sekund, po czym nie można już do nich wrócić. Dzięki wprowadzonej z czasem funkcji "Snapchat stories" dedykowanej zwłaszcza dłuższym pokazom zdjęć, gdy np. ktoś chce podzielić się wspomnieniami z wakacji, żywotność materiałów może zostać wprawdzie przedłużona do 24 godzin od momentu publikacji, jednak założenie startupa jest proste. Wszystko jest w nim chwilowe, ulotne, spontaniczne, często niedoskonałe, a przez to także tak mocno działające na wyobraźnię i ekscytujące. W odróżnieniu od Facebooka, użytkownik Snapchata może także w łatwy sposób określić do kogo ma być zaadresowana jego wiadomość. Aplikacja umożliwia w związku z tym działania o wiele bardziej szalone aniżeli w przypadku serwisu z białym "f" na niebieskim tle, pozwalając chociażby na wysłanie kilku osobom zabawnej fotki, której nie powinni np. zobaczyć rodzice.

To właśnie te cechy aplikacji, stawiające na nieszablonowość przekazu sprawiają, że wspomniane wcześniej "snapy" stają się coraz popularniejsze kosztem facebookowych "lajków" i twitterowych "ćwierków". Znajduje to odzwierciedlenie w liczbach W maju liczbę użytkowników Snapchata na świecie szacowało się już na ponad 100 milionów. W Polsce według różnych źródeł korzystać ma z niego z kolei około  miliona osób.

Nowy Zuckerberg

Ci, którzy po odrzuceniu gigantycznej oferty Facebooka w 2013 roku radzili współtwórcy Snapchata wizytę u specjalisty, jakiś czas później nazwali go geniuszem i wizjonerem. Wszystko to sprawiło, że Spiegel coraz częściej porównywany był do internetowego magnata z kalifornijskiego Menlo Park. Tak bowiem jak przed laty Zuckerberg odpowiedział ludziom na wyrażaną przez nich potrzebę zacieśniania więzi w sieci i dzielenia się w jednym miejscu swoimi spostrzeżeniami, muzyką i zdjęciami, a czasem zaspokojenia chęci zwykłego podglądania, nadając temu wszystkiemu przyciągającą uwagę formę, tak w roku 2011 Spiegel wraz ze znajomymi z Uniwersytetu Stanforda zrobił to ponownie.

Stworzył produkt dotąd niespotykany w social mediach, prawdziwy unikat, który zwrócił na siebie uwagę wirtualnej społeczności. Za sukces startupu odpowiadała wspomniana wcześniej potrzeba oraz bardzo prosta prawidłowość, o której Facebook raczył chyba zapomnieć, głoszącą że  internetowa społeczność absolutnie nie toleruje rutyny i lubi być zaskakiwana. Snapchat świetnie wpisał się w te gusta, dając użytkownikom to, czego jeszcze nie było. Zwłaszcza tym młodszym, dla których Facebook z czasem stał się przeżytkiem. To właśnie oni - amerykańscy nastolatkowie, postrzegający świat w kategoriach "cool"  i "awesome"  - napędzili maszynę o nazwie Snapchat.

Snapy wysyłają też celebryci

Rosnąca popularność Snapchata sprawiła, że zaczęli z niego korzystać także celebryci. W przypadku Polski, zważywszy na to, że aplikacją najbardziej zainteresowani są nastolatkowie, prym na Snapchacie wiodą blogerki modowe, muzycy, modele oraz youtuberzy. Liderką zestawienia, które prowadzi serwis hash.fm jest blogerka i youtuberka Angelika Mucha "Littlemooonster96", która właśnie zdetronizowała szafiarkę i blogerkę modową Julię Kuczyńską "Maffashion". Na chwilę obecną ta pierwsza ma 108000 widzów, a "Maffashion" obserwuje 107000 użytkowników (dane za serwisem Hash.fm). Trzecie miejsce w zestawieniu należy natomiast do youtubera Cezarego Jóźwika, którego konto subskrybuje 87400 użytkowników. Oprócz nich w pierwszej dziesiątce zestawienia znajdują się także kolejno tacy bohaterowie polskiego Internetu jak JDabrowsky, Banshee, Rafał Maślak, Deynn, Rezigiusz, Stuu oraz Maciej Dąbrowski.

Snapchatem zainteresowały się też z czasem gwiazdy światowego kalibru. Swoje konta w aplikacji mają m.in. Rihanna, Justin Bieber, Jennifer Lopez, Ryan Gosling, Jared Leto, a nawet Arnold Schwarzenegger.

Snapchat - seks, kłamstwa i filmiki wideo

Popularność Snapchata spowodowała, iż z czasem narosło wokół niego również wiele kontrowersji. Dotyczą one zarówno samego Evana Spiegela w kontekście tego, kto tak naprawdę był autorem pomysłu na serwis oraz jego relacji z pozostałymi współtwórcami, w tym zwłaszcza z Frankiem Reginaldem Brownem, który został wyrzucony z ekipy startupa i pozwał Spiegla w 2013 roku twierdząc, że miał on duży wkład w powstanie aplikacji i został wykorzystany przez swoich niedoszłych kolegów ze studiów.

Snapchat prowokuje także dyskusję w kwestii wykorzystywania go do uprawiania sextingu, polegającego na wymienianiu się materiałami o zabarwieniu erotycznym. Kontrowersje są tym większe, iż z aplikacji, o czym była mowa już wcześniej, najczęściej korzystają nastolatkowie. Według niektórych jej przeciwników ekscytacja usługą oraz świadomość bycia poza kontrolą rodziców może prowokować młodzież do tego typu zachowań o podłożu seksualnym, na co z kolei czekać mają także pedofile, którzy rzekomo zakładają na Snapchacie fikcyjne konta, by różnymi metodami zbliżyć się do jego młodych użytkowników. Wątpliwości budzi ponadto sposób i jakość ochrony danych przez zarządzających startupem, o czym pisały m.in. serwisy "The Guardian" i BBC donosząc, iż w sieci znaleźć można aplikacje hakujące Snapchata, dzięki którym możliwe jest zachowanie fotografii, w celu chociażby późniejszego szantażu.

Twórcy komunikatora, którzy długo odpierali zarzuty na ten temat, w końcu postanowili wyjść im częściowo naprzeciw. Aplikacja z czasem posiadła funkcję, dzięki której jej użytkownik zostanie natychmiastowo poinformowany o tym, że któryś z jego znajomych postanowił dokonać zrzuty ekranu przesłanej fotografii.

Na ile pozwoliło to powstrzymać problem ewentualnych szantaży ciężko powiedzieć, ponieważ brakuje rzetelnych statystyk na ten temat. Snapchat w wielu aspektach wciąż pozostaje zagadkowy. Nie brakuje głosów kwestionujących jego kilkunstomilardową wartość sugerujących, iż jest on zwyczajną bańką spekulacyjną, nadmuchaną do tego typu rozmiarów, która nie oferuje realnej wartości.  Ciekawość wzbudza także sam Evan Spiegel. 25-latek, który w krótkim czasie stał się miliarderem. Jedno jest jednak pewne. O Snapchacie jest głośno i o to chyba chodzi jego właścicielom.  Nieważne przecież co mówią, ważne żeby mówili i poprawnie pisali nazwisko.

Mateusz Drożdżal

Dowiedz się więcej na temat: snapchat

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje