Reklama

Rekordowa kara za spam

Podczas gdy zdaniem nowego prezydenta elekta Baracka Obamy gospodarka USA znajduje się w "diabelskim kręgu" i istnieją obawy o zaistnienie "kryzysu o historycznych rozmiarach", amerykańskie sądy prześcigają się w wydawaniu rekordowych wyroków w procesach o rozsyłanie niechcianych wiadomości w internecie.

Do roku 2008 wysokość kar mieściła się jeszcze w zakresie kilku milionów dolarów. Tymczasem już w połowie bieżącego roku sąd okręgowy dla centralnego dystryktu stanu Kalifornia zasądził rekordową karę: 230 milionów dolarów. Zostali nią obłożeni dwaj spamerzy, którzy dzięki phishingowi poznawali hasła do kont platformy społecznościowej MySpace i przy ich wykorzystaniu rozsyłali kolejne wiadomości spamowe do innych członków tej sieci.

Reklama

Można jednak posunąć się jeszcze dalej, a udowodnił to sędzia sądu okręgowego dla północnego dystryktu stanu Kalifornia w San Jose. Nałożył on podwójną karę w wysokości 436 638 600 dolarów na spamera, który w marcu i kwietniu bieżącego roku rozesłał około 4 miliony niechcianych wiadomości za pośrednictwem wewnętrznego systemu wiadomości platformy Facebook.

Łączna wysokość kary wynosi tym samym ponad 873 miliony dolarów. Oskarżonym w sprawie był 32-letni Kanadyjczyk z Montrealu, który jest właścicielem mającej swoją siedzibę w Panama City firmy Atlantis Blue Capital, a także utrzymuje liczne strony internetowe. W dokumentacji procesowej można przeczytać, że pewnej kanadyjskiej prywatnej detektyw udało się w połowie sierpnia odnaleźć w Montrealu mężczyznę o nazwisku Adam Guerbuez i doręczyć mu pozew wraz z pozostałymi dokumentami sądowymi.

W złożonym pozwie prawnicy Facebooka, powołując się na swoją "wiedzę i domysły" zarzucili oskarżonemu, że w sposób niezgodny z prawem zdobył on dostęp do kont użytkowników portalu i wykorzystał je przy użyciu odpowiednich "skryptów" lub "botów" do rozsyłania spamu. Wiadomości spamowe były także publikowane przy użyciu funkcji Wall Facebooka, która jest swego rodzaju elektroniczną tablicą ogłoszeń.

Zdaniem autorów pozwu swoją działalnością oskarżony złamał przepisy trzech ustaw: obowiązującej od 2004 roku CAN-SPAM Act (Controlling the Assault of Non-Solicited Pornography and Marketing Act), Computer Fraud and Abuse Act oraz paragraf 502 kalifornijskiego kodeksu karnego (California Penal Code §502). Kanadyjczyka dodatkowo obciąża to, że wśród rozsyłanych wiadomości spamowych znajdowały się m.in. reklamy marihuany, pigułek powiększających penisa oraz innych produktów związanych z seks-biznesem.

Ponieważ działalność spamera spowodowała "znaczące naruszenie dobrego imienia serwisu", a także "straty finansowe" w wysokości co najmniej 5000 dolarów, prawnicy firmy wezwali sędziego sądu okręgowego do skazania oskarżonego na wypłatę odszkodowania z powodu złamania przezeń przepisów wspomnianych wyżej kodeksów. Oskarżony otrzymał możliwość ustosunkowania się do postawionych mu zarzutów, jednak z niej nie skorzystał.

Według informacji uzyskanych od kolejnego prywatnego detektywa od początku października Kanadyjczyk jest nieuchwytny. Wobec tego strona skarżąca zawnioskowała o wydanie wyroku zaocznego (tego rodzaju postępowanie odbyło się już podczas procesu spamerów działających w portalu MySpace), w przypadku którego decyzja sądu opiera się tylko na podstawie dostarczonych akt. Do końca ubiegłego tygodnia zawierały one wyłącznie zarzuty wysunięte przez Facebooka.

Zgodnie z wyrokiem wydanym przez sędziego Jeremy'ego Fogela, Adam Guerbuez musi nie tylko zapłacić zasądzone odszkodowanie w wysokości 436 638 000 dolarów i dodatkowo kolejne 436 638 600 dolarów (po 100 dolarów za każdą wysłaną wiadomość), ale również pokryć koszty sądowe i procesowe poniesione przez stronę skarżącą.

Jednak nawet przedstawiciele firmy nie wierzą, że kiedykolwiek zobaczą te pieniądze. Szef bezpieczeństwa portalu Max Kelly wyjaśnił na łamach firmowego bloga, że nikt raczej nie spodziewa się, iż Guerbuez kiedykolwiek wypełni zobowiązania finansowe wobec jego firmy. Jednak Facebook zamierza zrobić wszystko, aby odzyskać przynajmniej część pieniędzy. Przedstawiciele portalu z satysfakcją odebrali werdykt jako "istotne dla użytkowników zwycięstwo w walce przeciw spamowi i jego prowodyrom".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje