Reklama

Prywatne dane na sprzedaż

W marcu tego roku nowojorski Bank of New York Mellon stracił dysk z danymi niemal 4,5 mln klientów. Przepadły dokumenty, w których odnotowano nazwiska, daty urodzenia i numery polis ubezpieczeniowych. Dane nie były w żaden sposób zabezpieczone. Dochodzenie wykazało, że dysk skradziono podczas transportu.

Reklama

W jednej z publicznych bibliotek w Sztokholmie znaleziono z kolei porzuconą pamięć przenośną, na której znajdowały się tajne dokumenty szwedzkiej armii. Można było w nich przeczytać między innymi o siłach NATO działających w Afganistanie.

Inny głośny przypadek utraty informacji dotyczył amerykańskiej uczelni Harvard, z której wyciekły dane prawie 10 tys. osób. Haker zaatakował serwer, na którym przechowywane były nazwiska, daty urodzenia, adresy, numery telefonów, numery ubezpieczeń, adresy e-mail, a w niektórych przypadkach także informacje o stanie zdrowia studentów.

Nie do śmiechu było też amerykańskim miłośnikom stron porno, którzy w styczniu tego roku zalani zostali nagle falą niechcianej poczty. Okazało się, że cyberprzestępcy w nielegalny sposób uzyskali dostęp do adresów mailowych dziesiątków tysięcy klientów serwisów XXX.

Rekordowy przypadek kradzieży danych odnotowano w Chile. Tamtejszy haker wykradł z kilku instytucji państwowych dane osobowe 6 milionów osób i umieścił je na dwóch stronach internetowych. Włamywacz chciał w ten sposób udowodnić, że... chilijskie władze nie chronią należycie danych obywateli.

Poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa poufnych danych są również popularne serwisy społecznościowe. Okazuje się, że ich użytkownicy bardzo lekkomyślnie udostępniają publicznie informacje, które mogą się okazać niezwykle cenne dla przestępców.

Przykładem z naszego rodzimego podwórka może być tu osławiona Nasza-Klasa. Przed kilkoma miesiącami jeden z jej użytkowników zażądał od administratorów serwisu usunięcia podpisu pod zdjęciem, gdyż, jak twierdził skarżący, ułatwiał on identyfikację jego osoby. Brak reakcji ze strony Naszej-Klasy skłonił internautę do złożenia skargi do GIODO. Urząd uznał jednak, iż sprawa przekracza jego kompetencje i oddalił skargę twierdząc, że ustawa o ochronie danych osobowych nakłada na portal obowiązek ochrony danych jego użytkowników, ale nie wspomina nic o ich usuwaniu.

Dowiedz się więcej na temat: urodzenia | GIODO | prywatne | pekao

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje