Reklama

Międzynarodowy spór o cyberprzestępców

Bardzo możliwe, że niedługo Rada Europy rozpocznie bitwę z Organizacją Narodów Zjednoczonych o to, która międzynarodowa organizacja będzie walczyła z cyberprzestępczością. A co z samym internautą i jego bezpieczeństwem?

W przyszłym tygodniu przedstawiciele państw członkowskich Rady Europy spotkają się z ekspertami na dorocznej konferencji Octopus, aby dyskutować o nowych zagadnieniach takich jak przechowywanie danych w internecie. Jednak tematem, który nie znajduje się w porządku obrad, a mógłby stanowić przedmiot dyskusji na konferencji, są omawiane w Organizacji Narodów Zjednoczonych plany globalnej konwencji ONZ przeciwko cyberprzestępczości.

ONZ kontra cyberzłoczyńcy

Reklama

Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Walki z Narkotykami i Przestępczością (UNODC) sugeruje, że "opracowanie globalnej umowy przeciwko przestępczości w sieci musi być rozważane starannie, a jednocześnie z pozytywnym nastawieniem". W dokumencie przygotowanym na 12. konferencję ONZ w sprawie przestępczości UNODC zauważa się, że wszystkie cztery regionalne spotkania przygotowawcze dały zielone światło dla UN Cybercrime Convention. Szczególnie wyraziście sformułowały to kraje latynoamerykańskie: "Zgromadzenie uważa, że powołanie międzynarodowej konwencji przeciwko cyberprzestępczości jest nieuniknione". Tę propozycję poparły także Azja, Afryka i kraje arabskie. W Europie konferencja przygotowawcza się nie odbyła.

Pierwsze propozycje dotyczące uchwalenia konwencji ONZ pojawiały się jeszcze w roku 2000. W ramach Global Cybersecurity Agenda Międzynarodowa Unia Telekomunikacyjna (ITU) naciskała na utworzenie globalnego instrumentu do zwalczania przestępczości w internecie. Poza tym sekretarz generalny ITU Hamadoun Touré wielokrotnie sprzeciwiał się dążeniom Rady Europy, aby uczynić z europejskiej konwencji standard na skalę globalną.

Analogowa Europa

Sekretarz generalny Rady Europy Thorbjorn Jagland w przedstawionym (z okazji kongresu ONZ przeciwko przestępczości) stanowisku, stawia pytania o sens angażowania się w wieloletnie negocjacje na forum ONZ, zamiast promowania możliwości przystąpienia do konwencji Rady Europy. - Wydajniej przecież jest wdrażać coś, co już istnieje, niż pięć czy sześć lat pracować nad czymś nowym - mówi Alexander Seger, szef działu przestępczości gospodarczej w Radzie Europy w rozmowie z heise online.

Seger ostrzega także, że wiele krajów może w wyniku tego jeszcze bardziej opóźnić wdrażanie konwencji Rady Europy do ich narodowego ustawodawstwa. Na razie konwencję podpisało 46 krajów, a 26 z nich ratyfikowało porozumienie. Jak ocenia Seger, w około 20 krajach trwają obecnie prace ustawodawcze, które w jakiś sposób opierają się na konwencji. "Wiele z nich mogłoby zrezygnować z prowadzonych prac i czekać na szersze rozwiązanie tej kwestii".

UNODC przyznaje wprawdzie, że działanie konwencji Rady Europy wykracza poza kraje, które są jej sygnatariuszami, ale jednocześnie biuro wskazuje na opór ze strony państw, które nie chcą przystąpić do konwencji, nie będąc wcześniej zaangażowane w prace nad tym dokumentem. Jednym z punktów krytyki wobec Rady Europy jest także to, że w obliczu nowych zagrożeń jest ona już nieco przestarzała. - Jak najbardziej możliwe jest wprowadzenie nowych zapisów do konwencji - odpowiada Seger. Jeśli ktoś przystępuje do konwencji, uzyskuje także prawo uczestnictwa w redagowaniu tego dokumentu na nowo.

HeiseOnline

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: cyberprzestępcy | ONZ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje