Reklama

Google - największa wyszukiwarka pirackich kopii

Wspólnicy piratów

Reklama

Cierniem w oku dla wytwórni Paramount jest także to, że hosterom w obsłudze płatności pomagają firmy wydające karty kredytowe i pośrednicy, tacy jak PayPal. W rozmowie z heise online Huntsberry powiedział, że obecnie próbuje się prowadzić rozmowy z wszystkimi przedsiębiorstwami mającymi pośredni udział w zyskach hosterów plików.

Inaczej niż w przypadku piractwa w sieciach P2P, często nie ma możliwości zidentyfikowania osób pobierających materiały z serwerów: operatorzy nie rejestrują takich danych. Wytwórnie muszą więc informować o każdym nielegalnym filmie umieszczonym w serwisie hostującym. Według Huntsberry'ego przynajmniej to powinno się sprawdzać, ale dyrektor Paramountu życzyłby sobie raczej takich mechanizmów, jak blokowanie użytkowników rozpowszechniających cudzą własność.

Oko na pirata

Hollywoodzkie studia prowadzą wojnę przeciwko piratom na wielu frontach. Nagrywaniu filmów w salach kinowych ma zapobiec nowy gadżet - Pirate Eye. Jest on w stanie identyfikować obiektywy kamer wniesionych na salę i - według deklaracji Huntsberry'ego - potrafi wykryć nawet miniaturowe urządzenie umieszczone w kubku z napojem. "Pirackie oko" wywodzi się z systemu stosowanego pierwotnie przez policję w celu namierzania snajperów podczas publicznych wystąpień polityków. Kiedy tylko Pirate Eye zauważy obiektyw, wykonuje zdjęcie dokumentujące to zdarzenie i przesyła je e-mailem do dyrekcji kina. Ta może następnie wezwać policję, aby zatrzymała nielegalnego filmowca. Tak dzieje się jest przynajmniej w Stanach Zjednoczonych, gdzie nagrywanie filmów w kinie jest czynem karalnym (podczas gdy w niektórych krajach Starego Kontynentu niczym nie grozi).

Czterdzieści trzy zestawy Pirate Eye są już wykorzystywane przez federację producentów filmowych MPAA i należące do niej studia. Na razie Huntsberry wyklucza stosowanie ich na masową skalę, bo system dopiero się rozwija, a poza tym jest bardzo drogi. Urządzeń używa się dopiero po doniesieniach, że w danym miejscu uaktywnili się piraci z kamerami. Huntsberry nie chciał jednak odpowiedzieć na pytanie, skąd producenci pozyskują takie informacje.

Znaki ukryte w filmach

Do arsenału zwalczania piractwa należy również fingerprinting, czyli rozpoznawanie źródła materiału na podstawie cech charakterystycznych oraz znaków wodnych. To, do których filmów dodaje się znaki wodne, pozostaje tajemnicą firmową. Z przyczyn prawnych trudno jest wprowadzić do obrotu tak zwane decoys, czyli przynęty, które miałyby zwabić i pomóc zidentyfikować osoby parające się nielegalnym rozpowszechnianiem plików. Huntsberry jest jednak dobrej myśli. - Jeśli chodzi o przynęty, to najlepsze jeszcze przed nami - zapewnia.

Według Huntsberry'ego wytwórnie muszą się też uporać z problemami opóźnionych premier: wiele amerykańskich seriali można oglądać w USA bezpośrednio po premierze za pośrednictwem legalnych serwisów wideo na żądanie (Video on Demand), a Europejczycy zazwyczaj czekają na płyty DVD albo Blu-ray. Fizyczne nośniki są dość długo nieosiągalne, a kiedy już się pojawią, mają status towarów importowanych. Dlatego też nielegalne serwisy z powodzeniem kuszą natychmiastowym kontaktem z filmami o jakości HD.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje