„Cyfrowe złoto” w natarciu – jak Bitcoin zdominował rok 2020 i co czeka go w 2021?

To był niezwykle dobry rok dla Bitcoina – cena najsłynniejszej kryptowaluty wzrosła na przestrzeni dziewięciu miesięcy niemal czterokrotnie. I choć nie obyło się bez zawirowań, to BTC okazał się jedną z najlepszych inwestycji w dobie ogólnoświatowej pandemii. Nie bez powodu twór Satoshiego Nakamoto jest nazywany nawet cyfrowym złotem. Wiele wskazuje na to, że najbliższe dwanaście miesięcy będzie dla Bitcoina (i innych pokrewnych mu aktywów) przełomowe. Przebicie magicznej bariery 20 tysięcy USD za wirtualną monetę wydaje się kwestią czasu, a coraz większe firmy zaczynają coraz mocniej interesować się technologią walut krypto. Jednocześnie, nad Bitcoinem pojawia się widmo bańki spekulacyjnej. Jej pęknięcie może się okazać wyjątkowo bolesnym krachem rynkowym.

Ogólnoświatowy kryzys wywołany koronawirusem okazał się dla takich aktywów jak Bitcoin swoistym testem. I co ciekawe, mimo początkowych problemów, egzamin ten został zdany celująco. Handel kryptowalutami okazał się bardzo opłacalny, a sam BTC nie tylko pozwolił zabezpieczyć gotówkę przed utratą jej wartości, ale też wynagrodził cierpliwych traderów znacznym pomnożeniem kapitału. Przy dobrych wiatrach pozycja walut krypto, ze szczególnym uwzględnieniem Bitcoina, będzie się umacniać, przynajmniej do momentu pęknięcia bańki spekulacyjnej.

Co wywołało wzrost ceny Bitcoina w 2020 roku?

Do długofalowego wzrostu cen BTC przyczyniło się kilka czynników. Na początku warto wspomnieć, że po wybuchu pandemii w marcu 2020 roku kurs najsłynniejszej kryptowaluty zanotował gwałtowny spadek. Musiało minąć blisko dwa miesiące, zanim aktyw zdołał odrobić straty i wrócić na poziom sprzed covidowego krachu. Długotrwały wzrost kursu Bitcoina wywołał najpierw majowy halving, czyli obniżenie o połowę "nagrody" za wydobycie kolejnych jednostek monetarnych, a w kolejnych miesiącach cenę podbijała panująca w wielu krajach (głównie w USA) inflacja. Banki centralne musiały reagować na to, w jaki sposób COVID-19 nadszarpnął wydolność poszczególnych gospodarek. W tym celu doszło do dodruku tradycyjnych pieniędzy, co oczywiście doprowadziło do spadku ich wartości. Kryptowaluty, w tym Bitcoin, które na inflacje są odporne, okazały się więc sposobem np. na zabezpieczenie swoich oszczędności. Ludzie mocniej zainteresowali się tym aktywem i dostrzegli w nim tzw. bezpieczną przystań. Z tego też względu BTC został nazwany cyfrowym złotem. Tak jak najcenniejszy kruszec, stał się jedną z pewniejszych inwestycji w czasie globalnego kryzysu.

Czy 2021 będzie dla Bitcoina równie dobry?

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy w 2021 roku Bitcoin będzie kontynuować swoją dobrą passę. Wiele wskazuje na to, że tak. Po pierwsze - minie jeszcze sporo czasu, zanim świat całkowicie upora się z trwającą pandemią. Po drugie - wątpliwe jest, by doszło do nagłego wyhamowania inflacji. Dla przykładu, Rada Polityki Pieniężnej w Polsce przewiduje, że zjawiska spadku wartości pieniądza oraz wzrostu cen przybiorą na sile w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Podobnie może być w USA, czyli w kraju, którego sytuacja gospodarcza jest najbardziej kluczowa dla ceny Bitcoina. W grudniu tego roku dojdzie chociażby do planowego dodruku USD oraz do formalnego przejęcia władzy przez nowego prezydenta. Osłabienie amerykańskiej waluty tylko napędzi BTC i sprawi, że przekroczona zostanie chociażby magiczna bariera 20 tysięcy USD za jednego coina.

Te przewidywania nie przechodzą bez echa. Coraz więksi giganci zaczynają mocno interesować się walutami kryptograficznymi i nie tylko w nie inwestują, ale np. rozważają wprowadzenie możliwości zapłaty w tych środkach za oferowane przez siebie usługi. Przykład? Firma Spotify, znana ze swojej platformy streamingującej muzykę, szuka obecnie dyrektora pomocniczego, który byłby odpowiedzialny m.in. za uruchomienie opcji dokonywania płatności właśnie w walutach kryptograficznych. Pozostaje tylko czekać, aż na podobny krok zdecydują się inni światowi giganci.

Rosnąca bańka

Eksperci przewidują, że początek roku 2021 będzie dla Bitcoina upływał pod znakiem rosnącej bańki spekulacyjnej. Ta sprawi, że cena aktywu prawdopodobnie wzrośnie. O ile? Trudno powiedzieć. Wzrost zainteresowania BTC i innymi altcoinami przyczyni się jednocześnie do wzrostu liczby teorii o ich rzekomej przyszłości. To w pewnym momencie może doprowadzić do rynkowego krachu. Często przywołuje się w tym miejscu analogie do zachowań kursowych Bitcoina z 2016 i 2017 roku. Tyle tylko, że wówczas świat nie zmagał się z pandemią i sytuacja gospodarcza wielu krajów była o wiele bardziej stabilna. Nie oznacza to jednak, że BTC oraz pokrewne mu aktywa czeka dwanaście miesięcy beztroskiego wzrostu. Nie wiemy chociażby, jaki wymiar przybierze wojna handlowa między USA a Chinami, jak długo potrwa jeszcze walka z koronawirusem, co przyniesie na początkowym etapie prezydentura Joe Bidena i wreszcie, czy status prawny kryptowalut w poszczególnych krajach nie zostanie określony w taki sposób, że korzystanie z nich będzie mocno ograniczone. Decydując się na zakup kryptowalut, trzeba mieć zatem świadomość, że spadki cen mogą nastąpić dosłownie w każdej chwili.

Nie ma jednak wątpliwości, że 2021 rok będzie pod wieloma względami dla walut kryptograficznych przełomowy. Technologia, która jeszcze niedawno interesowała tylko garstkę osób, coraz śmielej zaczyna wchodzić do naszej codzienności. Jeśli wciąż będzie stanowić sposób na zabezpieczenie gotówki i okaże się skuteczną metodą uchronienia się od skutków inflacji, to jej wpływ na nasze życie, okaże się wkrótce jeszcze większy.

Dowiedz się więcej na temat: bitcoin | cyfrowe złoto | kryptowaluta | 2021 rok

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje