Reklama

Uwaga na świąteczne promocje!

Chcesz kupić na święta coś z elektroniki? Lepiej zrób to z głową albo nie rób w ogóle. Gwiazdka to najlepszy okres, aby nabić klienta w butelkę.

- Kupiłem PlayStation 3 w dniu premiery, za 2399 złotych. A od października konsola kosztuje 1599 złotych. Gdzie tu sprawiedliwość? - burzył się jeden z wielu polskich internautów, którzy zdobyli nową konsolę Sony od razu po jej debiucie. Ci którzy poczekali, mogli liczyć na znaczną różnicę w cenie. Powód? Świąteczna walka o klienta.

Dziękczynienie według Polaków

Jak co roku, w piątkowy poranek, tuż po Święcie Dziękczynienia, miliony Amerykanów ruszą do sklepów po zakupy. "Czarny Piątek" - jak określają go mieszkańcy USA - oficjalnie rozpoczyna sezon świątecznej konsumpcji. Hipermarkety i wielkie sieci są już do tego przygotowane, dekoracje dawno rozstawiono, a uśmiechnięci sprzedawcy są gotowi na kilometry kolejek. Podobnie zresztą jak i klienci.

Reklama

Okres przedświąteczny to często około 40 proc. rocznego dochodu sklepu. Nic dziwnego, że przyciągnięcie kupującego w tym okresie ma tak ogromne znaczenie. Wszyscy wielcy producenci elektroniki wypuszczają na rynek swoje produkty do połowy listopada, często jeszcze przed feralnym "Czarnym Piątkiem". Także branża gier komputerowych i wideo, która podczas świąt przeżywa prawdziwy renesans, zawsze pilnuje dat premier kolejnych tytułów. Żaden szanujący się wydawca nie planuje premiery w ostatnim miesiącu roku. W grudniu nie ma już czasu na wprowadzanie rynkowych nowości - trzeba konsumować.

Wcześniejszy start, nawet jeśli produkt nie jest pozbawiony wad, wiąże się z ułatwioną promocją, recenzjami w branżowych mediach oraz pewnością, że urządzenie trafi do wszystkich marketów, dostawców oraz internetowych sklepów. Wcześniej ten schemat obowiązywał wyłącznie w zachodnich krajach - wraz ze zwiększoną konsumpcją przeszedł także do naszego kraju.

Chociaż Święto Dziękczynienia jest nam zupełnie obce, "Czarny Piątek" najwyraźniej nie. Znaczna część centrów handlowych już może pochwalić się stosownymi dekoracjami, które mają zachęcić spacerujących do zrobienia zakupów. Teraz jedyne, co jest potrzebne do uzupełnienia świątecznej atmosfery kupowania to promocje. Jak najwięcej promocji.

Łowcy promocji

W tym roku największą popularnością będą cieszyły się aparaty cyfrowe, telewizory wysokiej rozdzielczości, notebooki, przenośne odtwarzacze multimedialne oraz konsole do gier. Aby sprzedać zalegający na półkach towar można zastosować dwie strategie - maksymalnie obniżyć cenę lub dorzucić do sprzedawanego urządzenia jak najwięcej dodatkowych produktów. Potem wystarczy wszystko odpowiednio opakować.

Polacy bardziej skłaniają się ku pierwszej opcji, zapominając o powiedzeniu "biednego nie stać na kupowanie tanich rzeczy". Mistrzami w przygotowywaniu świątecznych promocji są oczywiście wielkie sieci sklepów, które podpisują umowy z mniej lub bardziej znanymi markami. Układ jest tutaj bardzo prosty - producent dostarcza swój sprzęt po naprawdę atrakcyjnej cenie, sklep natomiast zajmuje się odpowiednią promocją (billboardy, ulotki), ekspozycją w samym sklepie (np. cała półka na środku działu RTV - nie sposób jej przegapić) oraz nieraz i samym serwisem zepsutego sprzętu.

To bardzo wygodne porozumienie, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że w naszym kraju nie wydaje się dużych pieniędzy na reklamę konkretnych produktów. Tymczasem billboardy w całej Polsce, reklama w prasie oraz szansa na trafienie pod strzechy kolejnych klientów brzmi zachęcająco. Warto wiec pozwolić na większy upust.

Druga opcja - jak najwięcej dodatków - nie cieszy się w Polsce aż tak dużą popularnością. Brakuje w niej swoistego rodzaju magii niższej ceny, która tak skutecznie przyciąga klientelę. Dobry aparat z kartą SD i torbą nie zahipnotyzuje klienta tak samo skutecznie, jak znacznie gorszy jakościowo, ale niższy cenowo sprzęt. Jednym z wyjątków w "wojnie na dodatki" są konsole, których ceny ustalają producenci, a sklep ma naprawdę małe pole do cenowego manewru.

Aby skusić klienta do kupna konsoli Xbox 360 lub PlayStation 3 właśnie w ich sklepie, do zestawu dorzuca się grę, a czasami nawet drugiego joypada. Konsole to jednak hermetyczny rynek, który świadomy konsument może bardzo łatwo ogarnąć. Z pozostałymi segmentami nowych technologii w okresie świątecznej gorączki nie będzie już tak łatwo. Jeśli nie chcemy popełnić błędu - trzeba mieć oczy szeroko otwarte.

Mikołaj - zły doradca

Przedświąteczna gorączka oraz poszukiwanie najlepszych ofert w internecie doprowadziło do tego, że niektóre modele telewizorów LCD stały się praktycznie nieosiągalne - klienci już dawno upolowali co najlepsze, a sprzedawcy rozkładają ręce. Niektórzy na pewno znaleźli swój upragniony telewizor, ale część klientów będzie musiała odejść z pustymi rękami, desperacko szukając jakiejś alternatywy - na ten moment czekają autorzy świątecznych promocji. Przy robieniu świątecznych zakupów elektroniki pamiętajmy o kilku rzeczach.

1. Jeśli masz upatrzony produkt, raz jeszcze sprawdź, czy nie jest on dostępny w sklepach i internecie - często w ostatnich dniach sklepy otrzymują dodatkowe dostawy.

2. Aby znaleźć produkt podobny cenowo i technicznie, najlepiej skorzystać z internetu i oferowanych w nim baz sprzętu oraz porównywarek cenowych (np. Bazzar).

3. Warto pytać. Często, nawet jeśli znajdziemy czego szukamy, istnieje szansa na coś tańszego, ale nie promowanego tak intensywnie. Oprócz porównywarek, warto po prostu porozmawiać ze sprzedawcą.

4. Promocją często objęte są produkty, które nie sprzedały się przez poprzednie miesiące. Jeśli trafimy na atrakcyjną promocję - warto wpierw sprawdzić w mediach branżowych, ile rzeczywiście jest warte dane urządzenie. I kiedy miało premierę.

5. Kupując w sklepach internetowych pamiętajmy o czasie wysyłki. W okresie świątecznym ulega on wydłużeniu, a niektóre firmy kurierskie (np. DPD) wprowadziły limit wagi wysyłanej paczki.

W psychologii handlu mówi się o sytuacji, w której rozmarzony klient już sobie wyobraził, jak wraca z upatrzonym przez siebie produktem do domu. W tej sytuacji, nawet jeśli nasz obiekt pożądania okaże się droższy niż zakładaliśmy, albo będziemy musieli pogodzić się z faktem, że kupimy coś innego - i tak zawsze wrócimy do domu z ubytkiem na koncie. Pod żadnym pozorem nie można do tego dopuścić. Lepiej poczekać kilka tygodni, aż świąteczna gorączka opadnie. W styczniu trzeba będzie przecież pozbyć się zalegających na półkach produktów. Już bez choinek i Świętego Mikołaja w tle.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje