Reklama

Telewizorze HD, dokąd zmierzasz?

Informacja o wyprodukowaniu pierwszego na świecie telewizora z certyfikatem 3D THX, z odświeżaniem ekranu na poziomie 600Hz, brzmi niesamowicie, ale producent zwyczajnie boi się wyjawić jego cenę.

Reklama

Druga ciekawa nowość tegorocznej berlińskiej IFA to telewizor Toshiby z procesorem CEVO-Engine, który rekompensuje spadek jasności obrazu, wynikający ze stosowania okularów z aktywną przesłoną, wymaganych do oglądania obrazu 3D.

W momencie wykrycia sygnału 3D automatycznie optymalizowana jest jasność obrazu i reprodukcja kolorów. Ponieważ cyfrowa telewizja daje sygnał 3D słabszej jakości, gdzie rozdzielczość i ostrość tak wyświetlanych obrazów jest niższa niż np. filmów z dysków Blu-ray, takie rozwiązanie wydaje się szalenie przyszłościowe. Jest tylko jedno "ale". Ten model kosztuje 20 tys. zł.

Konieczność posiadania osobnych okularów dla każdego widza, ograniczenia techniczne oraz wysokie ceny odbiorników 3D wydają się wystarczające do tego, by jeszcze wstrzymać się z przejściem na 3D. Trzeba poczekać, aż technologia ta będzie tańsza i lepsza.

Innej alternatywy nie ma, bo ekrany 3D nie wymagające okularów znajdują się w technologicznych powijakach, a zapowiadany jako rewolucyjny, mały ekranik 3D produkcji Sharpa, do podziwiania którego nie potrzeba okularów, rozczarowuje.

Skoro zatem nie 3D, to jaka prawdziwa rewolucja na rynku telewizorów czeka nas w najbliższych 12 miesiącach?

Pilot zamiast klawiatury

Na prawdziwego następcę plazmy i LCD przez ostatnie 5 lat kreowana była organiczna technologia OLED. W teorii oferuje ona odbiorcy jakość lepszą niż obecne na rynku rozwiązania. Z takim standardem związane są jednak gigantyczne koszty produkcji.

Zaprezentowany w Berlinie pierwszy 31-calowy telewizor OLED marki LG należy zatem uznać za swoistą osobliwość. Nikt nie chce inwestować wielkich pieniędzy w to rozwiązanie.

Producenci wolą trzymać się kurczowo LCD i plazmy, a ponieważ w zakresie tych rozwiązań nie da się już technologicznie wiele zwojować, więc zamiast lepszych komponentów stawiają na internet.

Coraz mniej osób ogląda telewizję kosztem internetu, co nie oznacza jednak, że nie są one zainteresowane posiadaniem telewizora. Logicznym wyjściem z tej patowej sytuacji wydaje się więc odbiornik tv, który umożliwia korzystanie z internetu.

Owszem, istnieją telewizory z "wbudowaną" przeglądarką, chociażby te produkowane przez Philipsa, wykorzystujące Net TV. Jednak obecne na rynku produkty nie posiadają na tyle potężnych komponentów, aby udźwignąć na przykład wspomniane surfowanie po internecie. Strony wczytują się bardzo powoli, a niekiedy wiele elementów wręcz nie zostaje wyświetlona.

Zwiastunem nowego ma być Google TV - wspólny projekt Sony i Google.

- Widzowie będą mieli dostęp do wszystkich swoich kanałów telewizyjnych, przy okazji będą mogli korzystać z internetu i różnych aplikacji. Wszystko to bez ruszania się z sofy w salonie - roztoczył wizję prawdziwego telewizora przyszłości Howard Stringer, prezes i CEO Sony.

Więcej szczegółów, niestety, nie znamy. Na stoisku Sony można było znaleźć prototyp (prawdopodobnie) takiego urządzenia, który dumnie opisano jako Sony Internet TV. Wiemy, że pozostali producenci również pójdą w tym kierunku.

Na razie możemy przy pomocy telewizora m.in. oglądać filmy z serwisu YouTube, rozmawiać przez Skype'a lub przeglądać serwis Facebook. Za 2 lata możliwe będzie dokładnie to samo, na co dzisiaj pozwala komputer. Tylko pilota trzeba będzie zamienić na klawiaturę - albo klawiaturę na pilota!

Na czym polega Google TV:

W Polsce i tak największą popularnością cieszą się telewizory LCD z ekranami o przekątnej 32 cali za mniej niż 1,5 tys. zł. Planując zatem zakup w najbliższych miesiącach telewizora HD, spokojnie możemy zapomnieć o 3D i innych dodatkach.

Wystarczy, że wymarzony przez nas telewizor będzie miał dekoder MPEG-4, umożliwiający korzystanie z naziemnej telewizji cyfrowej, że będzie obsługiwał rozdzielczość Full HD (1080p) i posiadał odświeżanie na poziomie 100 Hz (najlepiej 200 Hz), a także miał wystarczająco wysoki kontrast. To naprawdę dużo. I więcej nam nie potrzeba na najbliższe lata, aż do następnej generacji...

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje