Reklama

Steve Jobs nie wierzy w sukces Blu-ray

Nawet ktoś tak genialny jak Steve Jobs ma prawo powiedzieć od czasu do czasu coś głupiego. Ot chociażby to, że Blu-ray nie ma żadnej przyszłości.

Jobs nie raz już udowodnił, że jest prawdziwym mózgowcem jeśli idzie o promocję sprzętu i wdrażanie nowych, często bardzo ryzykownych technologii. Jego zamiłowanie do cyfrowej dystrybucji też jest zrozumiałe. W końcu zarabia na niej krocie. Ale tym razem chyba trochę przesadził. - Blu-ray zaczyna przypominać nośniki audio high-end, które miały być następcami płyt CD. I tak samo jak one zostanie pokonany przez formaty ściągane z sieci - powiedział szef Apple.

Reklama

Oczywiście nie można odebrać cyfrowej dystrybucji miejsca w dzisiejszym i przyszłym świecie. Coraz szybsze łącza już teraz pozwalają na streaming materiału w 720p (może trochę udawanym, ale jednak). 1080p w przyzwoitej jakości zapewne kiedyś też się pojawi. Sęk w tym, że nic nie wskazuje jakoby nośniki fizyczne miały przejść szybko do lamusa. Wręcz przeciwnie.

Popularność Blu-ray rośnie nieprzerwanie. Ot chociażby w Wielkiej Brytanii gdzie w pierwszym kwartale 2010 roku wzrost sprzedaży sięgnął prawie 70 procent. To właśnie w tym formacie sprzedawanych jest około 20 proc. wszystkich filmów na Wyspach.

Do tego dochodzi jeszcze obraz trójwymiarowy, który w wersji Full HD z akceptowalnym przez HDTVmaniaków bitratem będzie zajmował dostatecznie dużo miejsca, by zabić skutecznie marzenia o jego wersji internetowej. Przynajmniej nie w takiej jakości jak z Blu-ray 3D.

Mówiąc krótko, przepowiednie Jobsa o całkowitej eliminacji nośników fizycznych na rzecz cyfrowej dystrybucji mogą się ziścić. Ale coś czujemy, że nie za życia dyrektora Apple.

HDTVmania.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje