Reklama

Netflix - największy konkurent tradycyjnej telewizji

Kogo obawiają się największe platformy cyfrowe, kablówki i stacje telewizyjne? Usługi o nazwie Netflix, od stycznia dostępnej także w Polsce. Mieliśmy szansę spotkać się z jej twórcami i porozmawiać o tym, jak będzie wyglądała "telewizja przyszłości". Jeśli w ogóle będziemy ją jeszcze nazywać "telewizją".

- Nasze dzieci nie będą wiedziały, co to znaczy, że na kolejny odcinek serialu trzeba czekać do następnej soboty do 20:00 - powiedział Reed Hastings, dyrektor generalny Netflixa na paryskiej konferencji prasowej. Rewolucja, której przewodzi jego usługa VOD nie zamierza jednak pożreć własnych dzieci. Ostrzy sobie za to zęby na telewizję jaką znamy.

Reklama

Netflix jest największą na świecie platformą VOD (wideo na żądanie), która w styczniu bieżącego roku trafiła również do Polski. Jej użytkownicy uiszczając stałą miesięczną opłatę (7,99, 9,99 lub 11,99 euro) otrzymują nielimitowany gigantycznej do ogromnej bazy filmów i seriali, które mogą oglądać bez reklam na telewizorach, komputerach osobistych lub też urządzeniach mobilnych (więcej o tym, jak działa Netflix, jak go uruchomić i co oferujekliknij tutaj). Firma, która w 1997 r. zaczynała jako amerykański start-up wysyłający swoim klientom filmy na płytach DVD pocztą, dzisiaj jest największym postrachem "tradycyjnej" telewizji.

Mimo ugruntowanej pozycji na rynku, Netflix nie chce spocząć na laurach.  - Internetowa telewizja to demokracja. W ciągu najbliższych dziesięciu lat pojawi się całe mnóstwo konkurentów i partnerów - mówił Hastings przekonując jednocześnie, że ma plan, który pozwoli mu pozostać na czele stawki.

Jak "dobić" telewizję?

W przeciwieństwie do wielu innych usług VOD Netflix nie zarabia na reklamach. Jego przychody generują wyłącznie subskrypcje klientów. - Firmy takie jak nasza mają zazwyczaj dwóch władców, których próbują udobruchać - reklamodawców i swoich klientów. My mamy tylko jednego króla, naszych użytkowników. Za wszelką cenę musimy o nich dbać - tłumaczył Todd Yellin, wicedyrektor ds. innowacyjności.

Choć owa "troska" ma na celu głównie zwiększenie zysków generowanych przez firmę, to nie sposób odmówić Amerykanom dbałości o własny produkt. Netflix w ciągu roku przeprowadza około 200 tak zwanych "testów A/B". Na dwóch wybranych grupach użytkowników, każda z nich liczy najczęściej od 100 do 300 tysięcy osób, sprawdzane są nowe rozwiązania dotyczące interfejsu użytkownika lub też systemu rekomendacji. Ta poprawka, która lepiej wypadnie "w starciu" z nieświadomymi użytkownikami platformy zostaje następnie wprowadzona globalnie.

  Yellin porównał rzeczony interfejs użytkownika do karoserii. Jednak nawet największe dzieło od Sergio Pininfariny (legendarny włoski stylista motoryzacyjny) nie ruszy z miejsca bez odpowiedniego silnika. Tym, co "napędza" Netflixa są algorytmy. Na podstawie zgromadzonych danych system generuje odpowiednie rekomendacje filmowe dla swoich użytkowników. Ze statystyk wynika, że przeciętny widz przejrzy co najwyżej 40-50 tytułów w celu wybrania produkcji, którą zechce obejrzeć. Algorytmy muszą działać tak, aby w tej grupie znalazły się filmy najbardziej trafiające w jego gusta.

W poszukiwaniu filmowego bliźniaka

Załóżmy, że jesteś miłośnikiem kina akcji. Po obejrzeniu kilku produkcji z gatunku "zabili go i uciekł" na Netfliksie system będzie proponował ci nie tylko filmy o zbliżonej tematyce, których jeszcze nie widziałeś, ale również tytuły oglądane przez inne osoby rozsiane po całym świecie, ale mające podobny gust do twojego. Takich "filmowych bliźniaków" każdy z użytkowników ma więcej niż mu to się wydaje.

System rekomendacji działa w oparciu aż o 15 tysięcy różnych algorytmów. Wyniki komputerowych analiz byłyby jednak bezużyteczne, gdyby nie odpowiedni kontekst. Ten nadawany jest nie przez maszyny, ale małą armię zatrudnionych przez Netflixa ludzi. Kilkadziesiąt osób, najczęściej związanych z branżą filmową, zajmuje się odpowiednim tagowaniem (oznaczaniem) wszystkich filmów i seriali dostępnych w usłudze. Taggerzy analizują oglądane filmy pod 170 różnymi aspektami i przypisują im odpowiednie kategorie. Dzięki temu Netflix może podpowiadać widzom bardzo zawężone wyniki wyszukiwania. Mogą być nimi na przykład produkcje będące adaptacjami książek z silnymi postaciami kobiecymi w rolach głównych lub filmy, których akcja rozgrywa się w Waszyngtonie. Bez tagów "silnik", czyli algorytmy Netflixa, nie działa zbyt dobrze.

Odpowiedź nc+ i Cyfrowego Polsatu

Dalszy rozwój Netflixa to oczywiście poszerzanie katalogu dostępnych tytułów, zarówno pozyskiwanych z zewnątrz, jak i produkcji tworzonych na wyłączność platformy. Te ostatnie coraz częściej tworzone są poza granicami USA, ale dzięki wspomnianym już algorytmom mają szansę dotrzeć do widzów na całym świecie. Chyba najlepszym przykładem jest serial Netflixa "Narcos" traktujący o życiu kolumbijskiego barona narkotykowego Pablo Escobara. Całość tworzona jest za amerykańskie pieniądze przez Hiszpanów z brazylijskimi aktorami w rolach głównych, a największą popularnością cieszy się w... Niemczech.

Reed Hastings - na razie nieśmiało - wspominał też o możliwości pojawienia się w usłudze filmów HDR (więcej o technologi HDR - kliknij tutaj) oraz o zwiększeniu katalogu produkcji dostępnych w formacie 4K. Dobrą wiadomością jest też to, że usługa przynajmniej do końca tego roku nie zdrożeje. Znamienne wydają się być jednak przytoczone wcześniej słowa Hastingsa o konkurentach i partnerach. W ciągu nadchodzących kilku lat na polu walki o prymat wśród serwisów VOD może dojść do spektakularnych porażek i zawarcia nieoczekiwanych sojuszy. 

Cyfrowy Polsat i nc+ przygotowały odpowiedź na Netfliska. Są to kolejno Cyfrowy Polsat GO (więcej informacji tutaj) oraz nc+ GO (więcej informacji tutaj). Czy to wystarczy, aby powstrzymać amerykańskiego konkurenta, albo przynajmniej zatrzymać przy swojej usłudze część odbiorców?

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Netflix w Polsce | Cyfrowy Polsat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje