Reklama

Ile wie o tobie twoja opaska fitness?

Apple stale ulepsza funkcje zdrowotne w swoich zegarkach. Ale co dzieje się z zebranymi informacjami? /AFP

Naruszenia bezpieczeństwa

Kilkanaście miesięcy temu popularna aplikacja do rejestrowania aktywności Strava była sprawcą nieprzyjemnego przecieku, który pozwolił postronnym osobom odkryć lokalizację amerykańskich baz wojskowych. Poprzez wykorzystanie zebranych danych od żołnierzy korzystających z monitorowania aktywności, program tworzył specjalne "mapy ciepła" rejestrujące daną aktywność oraz pozwalające dzielić się nią ze znajomymi - tego typu dane były zbierane od wszystkich użytkowników Stravy w okresie od początku 2015 do września 2017 roku. Jak sprawa wyszła na jaw?

Reklama

Jeden ze studentów, 20-letni Australijczyk Nathan Ruser przeanalizował globalną "mapę-ciepła" udostępnianą przez Stravę i porównał ją z zaznaczonymi punktami GPS. Wspomniany element programu dał więc nie tylko odpowiedź na to, gdzie dokładnie znajdują się bazy wojskowe, ale również mógł z powodzeniem posłużyć do odkrycia innych, bardzo ważnych cech takich, jak chociażby drogi najczęściej uczęszczane przez żołnierzy, a także sposób poruszania się wybranych osób bezpośrednio w budynkach i na określonych terenach. Ruser skwitował swoje badania twierdzeniem, iż na podstawie ogólnodostępnych danych byłby w stanie stworzyć ciekawy "profil życiowy" dla wybranych żołnierzy.

Kolejnego przykładu nie trzeba daleko szukać: Rosjanie w przypadku działań na Ukrainie oraz w Syrii wykorzystywali te same informacje geolokalizacyjne, a oprócz tego dodatkowo skorzystali z metadanych dołączonych do zdjęć udostępnianych przez wybrane osoby w mediach społecznościowych.

Pozornie nieważny strzępek informacji jest więc nic nie znaczącą daną w głowie przeciętnego użytkownika, jednak w odpowiednich rękach może on posłużyć do ulepienia większej, groźniejszej konstrukcji działającej niekoniecznie w dobrych intencjach.

Zarówno Pentagon, jak i brytyjskie Ministerstwo Obrony przyglądają się sprawie na bieżąco i dbają o to, aby podobne naruszenia nie miały miejsca. Od zarania dziejów wiadomo jednak, że mimo starań najsłabszym ogniwem w nawet najbardziej skomplikowanym systemie będzie po prostu... człowiek.

Druga strona medalu

Inteligentne zegarki lub opaski monitorujące aktywność mogą także przyczynić się do czegoś dobrego. W ostatnich miesiącach tego typu sprzęty kilkukrotnie w Stanach Zjednoczonych posłużyły jako dowody w sprawie o morderstwo.

Analiza danych ze smartwatcha lub fitness trackera pomogła ustalić, gdzie w danym momencie znajdowała się dana osoba - taki zestaw konkretnie podważa alibi oraz zbudowaną linię obrony, przez co oskarżonemu ciężej się bronić. To całkowicie nowe, rewolucyjne podejście, w którym technologia pozwala na złapanie sprawcy oraz wytypowanie go przy oszczędzeniu nie tylko pieniędzy, ale również czasu poświęconego na całe śledztwo.

Gdyby zebranych informacji bezpośrednio z nadgarstka było mniej, wtedy też sytuacja wyglądałaby zapewne zupełnie inaczej. W jednym z przypadków Apple Watch dał śledczym odpowiedź na pytanie, w którym momencie dokładnie serce ofiary przestało bić - dane oczywiście nie pokrywały się z pierwotnym zeznaniem oskarżonej osoby.

Informacje pozyskane z opasek Fitbit posłużyły do skazania dwóch osób - w tym wypadku odpowiedź na nurtujące pytania dały podstawowe dane na temat kroków ofiary oraz ostatnie pomiary jej tętna.

Czy jest się czego bać?

Rynek urządzeń służących do mierzenia aktywności mimo stopnia zaawansowania jest dalej relatywnie świeży. Pozostaje tylko kwestią czasu zanim "dobiorą się" do niego wyższe instancje w postaci rządu oraz odpowiednich podmiotów regulacyjnych.

Przeciętny użytkownik może mieć trochę obaw podczas korzystania ze smartwatcha lub nowej opaski, którą zakupił z myślą o poprawieniu swojego stylu życia. Warto jednak zdawać sobie sprawę z zagrożeń oraz ewentualnych problemów czyhających za rogiem i wziąć je pod uwagę podczas decyzji o zakupie danego sprzętu. Fitness trackery to sprzęt, który w obecnej formie niestety nie może być czarno biały i zorganizowany w prosty, jednolity sposób.

Ogólna dostępność sieci oraz usług przyzwyczaiła nas już jednak do tego, iż każdorazowe wykorzystanie dobroci tej technologii dostępnej za darmo musi być okupione czymś, co mniej lub bardziej świadomie oddajemy w zamian.

Pozostaje więc mieć tylko nadzieję, że w najbliższych latach doczekamy się spójnych, transparentnych praw, które pozwolą nam lepiej zrozumieć, co dokładnie dzieje się za kulisami podczas udostępniania przez nas informacji na temat indywidualnego stylu życia, przyzwyczajeń oraz ulubionych aktywności. Największe firmy powinny również zadbać o to, aby pierwszą wartością dodaną po wyjęciu sprzętu z pudełka było solidne przeświadczenie użytkownika o jego bezpieczeństwie z zachowaniem należytej prywatności.

Oby nie było na to wszystko za późno. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje